Nie tylko spacery. Trzy lata „Turystycznego Undergroundu”
„TURuda” to pomysłowy anagram stworzony od słów „Turystyczny Underground”. Od trzech lat grupa pasjonatów skupiona wokół tej inicjatywy konsekwentnie wyprowadza Rudę Śląską z turystycznego podziemia, pokazując jej przemysłowe, kulturowe, historyczne i przyrodnicze oblicze z zupełnie nowej perspektywy. O dotychczasowej drodze, sukcesach i planach na przyszłość rozmawiamy z Jackiem Gralińskim, prezesem Stowarzyszenia TURuda.
Choć dziś wydaje się, że ekipa TURudy działa w mieście od zawsze, oficjalna historia organizacji jest stosunkowo krótka. Wszystko zaczęło się od ludzkiej wrażliwości na niszczejące zabytki.
– Na początku był Adam Kowalski i ja – wspomina Jacek Graliński. – Obaj jesteśmy z Rudy i ta lokalna historia zawsze była nam bardzo bliska. To nie była jakaś nagła decyzja. Po prostu „bolał” nas widok niszczejącego Szybu Franciszek. Znaliśmy doskonale jego niesamowitą historię – w końcu to pozostałości po „Brandenburgu”, najstarszej kopalni węgla kamiennego na całym Górnym Śląsku. Szyb stał pusty przez kilkanaście lat, ale wszystko zaczęło się krystalizować, gdy pojawił się konkurs „Nasz Zabytek” organizowany przez fundację Most the Most. Zaczęliśmy organizować pierwsze spacery wokół Franciszka, żeby pokazać ludziom ten zabytek, przybliżyć jego historię i zachęcić ich do głosowania na nasz projekt. Wtedy jeszcze nie mieliśmy tak wielkich zasięgów na Facebooku, ale ku naszemu zaskoczeniu zamiast kilku osób zacząły przychodzić dziesiątki. Zobaczyliśmy, że ludzie naprawdę chcą słuchać tych opowieści, chcą znać historię miejsca, w którym żyją. Potem, w 2023 roku, przyszedł czas na sformalizowanie tej idei.

Chociaż jako nieformalna grupa mogliby nadal organizować kameralne wycieczki, ambitne cele wymagały stworzenia oficjalnych ram prawnych. – Jasne, można spacerować bez rejestracji, ale jeśli chcesz robić coś profesjonalnie i na większą skalę, to bez formy prawnej odbijasz się od ścian – tłumaczy Graliński. – Sformalizowanie jako stowarzyszenie zwykłe było nam potrzebne do tego, by zyskać osobowość prawną, a co za tym idzie – NIP. Mając NIP, stajesz się realnym partnerem do rozmów dla miasta, instytucji czy innych organizacji. Możesz ubiegać się o granty, projekty i środki zewnętrzne. Nasze składki członkowskie są groszowe, z tego nie sfinansowalibyśmy żadnego dużego wydarzenia. Dzięki rejestracji pozyskujemy fundusze z różnych źródeł, choćby od Spójnika czy z Metropolii. To pozwala nam się rozwijać i organizować wydarzenia na wysokim poziomie.
Wydarzenia organizowane przez TURudę przyciągają nie tylko lokalnych mieszkańców, ale także gości z okolicznych miast Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii.
– Kiedy pytamy uczestników spacerów o to, skąd są, okazuje się, że podział rozkłada się niemal idealnie po jednej trzeciej: jedna trzecia to ludzie z samej dzielnicy Ruda, jedna trzecia z reszty miasta, a ostatnia trzecia to goście spoza Rudy Śląskiej – wylicza Jacek Graliński. – Modne stały się tak zwane mikrowyprawy. Ludzie szukają miejsc nieoczywistych. W sobotę przy porannej kawie szukają pomysłu na wolny czas i zamiast siedzieć w domu, wolą wyjść i przy okazji spaceru dowiedzieć się czegoś fascynującego. Myślę, że rośnie w społeczeństwie potrzeba obcowania z rzetelną wiedzą, podaną w ciekawy sposób. Z kolei nowi mieszkańcy Rudy przychodzą na spacery, bo chcą poznać przeszłość miejsca, w którym zdecydowali się żyć.
Tematyka wycieczek daleko wykracza poza suche daty i podręcznikowe fakty. Spacerowicze mogą poznać mroczne legendy, anegdoty z czasów PRL-u czy lokalne tajemnice.
– Mamy w Rudzie tyle warstw historycznych, że możemy prowadzić ludzi kilka razy tymi samymi trasami i za każdym razem opowiedzieć zupełnie inną historię – opowiada Graliński. – Ogromną popularnością cieszy się na przykład spacer o śląskiej demonologii – te nasze lokalne „gotyckie horrory” niesamowicie działają na wyobraźnię. Ludzie ciągle pytają nas też o spacer tropem dawnych i obecnych rudzkich szynków. Opowiadamy wtedy o legendarnym „rudzkim trójkącie bermudzkim” z lat 70. i 80., który tworzyły lokale Pianka, Fregata i Kolorowa. To są historie bliskie ludziom, budzące wspomnienia i niesamowite emocje.
Jednak największą dumą członków organizacji pozostaje Szyb Franciszek, od którego wszystko się zaczęło. Inicjatywa oddolna przekształciła się w wielką inwestycję miejską o wartości niemal 15 milionów złotych. – Czujemy się jednym z ojców sukcesu, bo to my pchnęliśmy tę kulę na samym początku – przyznaje prezes TURudy. – Gdy ogłoszono konkurs „Nasz Zabytek”, ruszyliśmy z mobilizacją. Nagrodą był milion złotych – pierwszy, symboliczny krok do wielkiej rewitalizacji. Miasto poszło o krok dalej i w grze są teraz ogromne pieniądze z funduszy europejskich – inwestycja opiewa na prawie 15 milionów złotych. Dawne nadszybie i maszynownia zostaną przekształcone w 8 mieszkań dla osób starszych oraz z niepełnosprawnościami. Powstanie tam świetlica, strefa rekreacji, wspólna przestrzeń dla mieszkańców. To rewitalizacja z prawdziwym sensem społecznym. Obok biegnie popularna trasa rowerowa, więc ludzie tam się już zatrzymują, robią zdjęcia, zaczynają interesować się historią tego miejsca.
Pole działań członków organizacji pozostaje bardzo szerokie. Angażują się w naukę oraz współpracę z instytucjami akademickimi. – Nasze filary są znacznie szersze – wyjaśnia Jacek Graliński. – Wspólnie ze Śląskim Inkubatorem Przedsiębiorczości oraz Uniwersytetem Śląskim zrealizowaliśmy dwuletni projekt „Laboratoria czwartej przyrody: aktywizacja społeczności lokalnych w kierunku zielonej transformacji i rozpoznawania lokalnego dziedzictwa antropocenu”. Prowadzimy też prelekcje – zdarzało nam się gościć w szkołach w ramach lekcji wiedzy o regionie. To bardzo ważny przedmiot, zwłaszcza, że nie ma tu sztywnej podstawy programowej dla tak małych ojczyzn jak Ruda czy Wirek. Odwiedzamy też seniorów, m.in. prężnie działający Dyskusyjny Klub Seniora, gdzie Rafał Kowalski opowiadał o historii, a ja o zabytkowej motoryzacji.
Wizytówką stowarzyszenia stał się autorski Festiwal „Kop gdzie stoisz”, łączący sztukę, historię i tradycję. W zeszłym roku przyciągnął wybitnych artystów i mistrzów fotografii, takich jak Joanna Helander, Arek Gola czy Michał Szalast, a efekt ich prac trafił na ekspozycję do Muzeum Historii Polski Ludowej. – W tym roku naszym hasłem i motywem przewodnim są ogródki działkowe – zapowiada prezes. – To wbrew pozorom wcale nie jest banalny temat – ogródki, hodowla gołębi czy królików to nieodzowna część śląskiej tożsamości i dziedzictwa. Po raz pierwszy wejdziemy z festiwalem do przepięknego, zamkniętego na co dzień ogrodu przy kościele Matki Boskiej Różańcowej w Rudzie.
Dla TURuda równie kluczowe pozostaje kultywowanie tradycji górniczych, a odtwarzanie barbórkowych przemarszy orkiestr dętych na trasie z Szybu Franciszek do kościoła stało się prawdziwym wyzwaniem. – Te przemarsze budzą ogromne emocje – przyznaje Graliński. – Sam pamiętam z dawnych lat ten niesamowity dźwięk orkiestry dętej rozchodzący się między blokami. To dziedzictwo tkwi w nas bardzo głęboko. Kiedy publikowaliśmy relacje na naszym profilu, statystyki dosłownie eksplodowały! Posty nagle zdobywają po 25 tysięcy wyświetleń. Budzi się nasza tożsamość i na tej fali możemy zrobić wiele dobrego dla lokalnej historii. Nie mamy Wawelu, nie mamy Kolumny Zygmunta, ale mamy wspaniałe zabytki przemysłowe i piękne dziedzictwo niematerialne, które musimy pielęgnować.
Trzyletnia, bezinteresowna praca pasjonatów przyniosła oficjalne uznanie. Stowarzyszenie zostało uhonorowane nagrodą Prezydenta Miasta Ruda Śląska – „Różą Talentów” w kategorii „Ochrona kultury”. – Patrzymy w przyszłość z optymizmem, ale pamiętamy też o pokorze. Zawsze powtarzam: jemy małą łyżeczką, a nie chochlą. Działamy dopiero od trzech lat i nie chcemy narzucić sobie tempa, które nas spali, zwłaszcza, że każdy z nas ma przecież swoje życie zawodowe i prywatne. Na pewno zależy nam na tym, aby Festiwal „Kop gdzie stoisz” oraz barbórkowe przemarsze orkiestr dętych stały się trwałymi punktami w kalendarzu kulturalnym miasta. Chcemy też mocniej rozwinąć naszą stronę internetową, aby stała się interaktywnym kompendium wiedzy o dzielnicy Ruda. A co do innych wydarzeń – wolimy zaskakiwać – zapowiada Jacek Graliński – Warto śledzić nasz profil na Facebooku i Instagramie. Ruda Śląska ma jeszcze mnóstwo nieodkrytych tajemnic, a my zamierzamy krok po kroku wyciągać je na światło dzienne.
bl
Foto: TURuda
Autor wpisu


