15 Kwietnia – Dziś świętują: Anastazja, Leonid, Wacław.

Rzeźba w węglu. Nasze dziedzictwo, nasza specjalność

30 marca, 2026

– Kiedy mówimy „rzeźba w węglu”, większość ludzi widzi przed oczami jeden obraz: barbórkowy puchar, popielniczkę, szkatułkę. Taką peerelowską galanterię, którą miał w swoim domu każdy górnik. Skąd wziął się ten stereotyp?

– To skojarzenie jest bardzo silnie związane z okresem powojennym, szczególnie PRL-em. Wtedy węgiel był symbolem siły regionu, a pamiątki z niego stały się formą oficjalnego prezentu. Wręczano je dyrektorom kopalń, delegacjom, gościom z zewnątrz. To była taka reprezentacyjna galanteria, która miała podkreślać rangę wydarzenia i znaczenie górnictwa. Ale jeśli chcemy zrozumieć, skąd wzięła się sama tradycja rzeźbienia w węglu, musimy cofnąć się dużo wcześniej – do połowy XIX wieku. Bo zanim pojawiły się puchary i wazony, zanim węgiel trafił na gabloty i biurka, był czymś zupełnie innym. Był materiałem, po który sięgali sami górnicy, często w chwilach przestoju, kryzysu czy strajku. To oni, siedząc pod ziemią, zaczęli dłubać w bryłkach węgla scyzorykami, pilniczkami, prymitywnymi dłutkami. Robili to nie dla dyrektorów, ale dla siebie i swoich bliskich, często jako informację, że nic im nie jest.

– Czyli zanim pojawiła się „galanteria”, były drobiazgi robione z potrzeby serca?

– Dokładnie tak. Pierwsze były małe proste rzeczy, które nie były tak skomplikowane: krzyżyki, medaliki, drobne elementy biżuterii. Górnicy robili je dla żon, dla dzieci, dla bliskich. To była twórczość bardzo osobista. Oni znali węgiel najlepiej. Mieli go w rękach każdego dnia, wiedzieli, który rodzaj się nadaje, a który nie. Z czasem te drobne rzeczy zaczęły przeradzać się w większe pamiątki wręczane przy różnych okazjach. W muzeach mamy pamiątkowe puchary z jubileuszy kopalń, wazony, nagrody sportowe wykonane z węgla. To wszystko jest częścią historii naszego regionu.

rzeźba z węgla
rzeźba z węgla

– A kiedy rzeźba w węglu zaczęła być traktowana jako sztuka, a nie tylko pamiątka?

– To był proces. Z drobnych przedmiotów zaczęły powstawać większe formy: płaskorzeźby,  przedstawienia pracy górników, życia codziennego. W muzealnych zbiorach mamy rzeźby prezentujące ciężar i trud górniczej pracy. To jest dokumentacja życia pod ziemią, ale w formie artystycznej. A potem pojawiła się sztuka sakralna. Początkowo rzeźby świętych, zwłaszcza św. Barbary – patronki górników, małe ołtarzyki, monstrancje i kielichy – wota ofiarowane jako dziękczynienie za opiekę w niebiezpiecznej pracy, a nawet całe stacje Drogi Krzyżowej wykonane z węgla. To była pełnoprawna sztuka-nieprofesjonalna, która wymagała ogromnego warsztatu, wkładu czasu i pracy.

– Wśród twórców tworzących w węglu pojawia się kilka znanych nazwisk, kogo powinniśmy poznać?

– Na pewno Marię Chudobę-Latoskę. To jedyna kobieta, która zajmowała się rzeźbieniem w węglu. Pracowała najpierw na powierzchni kopalni, później tworzyła w Rudzie Śląskiej. Jej prace to już nie pamiątki – to sztuka. Ona miała niesamowite wyczucie formy, potrafiła z węgla wydobyć emocje, trud, codzienność górników. Ale mamy też wielu innych twórców, którzy zasługują na pamięć: Mariana Marca, Ludwika Tomaszewskiego, Grzegorza Siwego, Franciszka Piechę, Franciszka Kurzeję, Czesława Jurkiewicza, Józefa Kucię, Janusza Matejczyka, Kazimierza Muchę. To są nazwiska, które przewijają się w kolekcjach muzealnych całego regionu. I każdy z nich miał swój styl, swoją wrażliwość, swoje podejście do materiału.

– A skoro mówimy o materiale – węgiel węglowi nierówny. Jakie odmiany były najbardziej cenione?

– Najbardziej poszukiwane były odmiany twarde, niebrudzące, dające wysoki połysk. Antracyt był królem – twardy, elegancki, idealny do szlifowania. Bardzo ceniono też węgiel kenelski o tłustym połysku. Współcześnie pojawiają się nawet prace z grafitu czy z pyłów węglowych mieszanych z żywicami epoksydowymi. Dziś te najbardziej wartościowe odmiany wegla są praktycznie nie do zdobycia. Dlatego dawne rzeźby są tak cenne. To unikaty – bo nowych już nie będzie.

KODAK Digital Still Camera

– Jak wyglądała sama technika rzeźby w węglu?

– To była praca wymagająca ogromnej precyzji. Węgiel jest kruchy, potrafi pęknąć nawet w ostatniej chwili. Twórcy używali dwóch głównych technik: odłupkowej i rytowniczej. Pracowali dłutami, pilnikami, brzeszczotami. To były narzędzia proste, ale w ich rękach potrafiły wydobyć z węgla  jego piękno. Powstały nawet książki o tej tematyce między innymi autorstwa prof. Ireny Bukowskiej-Floreńskiej – co pokazuje, że rzeźba w węglu była i jest zjawiskiem na tyle silnym, by zadziwiać.

– Co można podziwiać w muzealnych rudzkich zbiorach?

– Muzealna kolekcja rzeźb w węglu to wyjątkowy zbiór, który w Rudzie Śląskiej jest podzielony pomiędzy dwa działy, co pozwala prześledzić ewolucję tego rzemiosła od przedmiotów użytkowych po sztukę nieprofesjonalną. W Dziale Etnografii znajduje się około pięćdziesięciu rzeźb i płaskorzeźb, natomiast Dział Historii przechowuje dziesięć eksponatów zaliczanych do tzw. galanterii węglowej. Ta ostatnia grupa obejmuje przedmioty o charakterze pamiątkowym i prezentowym, takie jak puchary jubileuszowe, wazony, popielnice oraz medal. Narracja zbiorów wykracza jednak daleko poza przedmioty galanteryjne, ukazując przejście od drobnej galanterii do dojrzałej twórczości artystycznej. W kolekcji dominują prace przedstawiające trud pracy górniczej, dokumentujące codzienne obowiązki, a także bogata sfera sakralna i ta związana z podaniami i legendami, w której kluczowe miejsce zajmują postacie św. Barbary oraz Skarbnika – dobrego ducha kopalni. Choć niektóre prace w zbiorach pozostają anonimowe z powodu braku sygnatur, muzeum szczyci się wieloma dziełami uznanych twórców nieprofesjonalnych, takich jak: Marian Marzec, Czesław Jurkiewicz, Ludwik Tomaszewsk i Franciszek Piecha.

– Dlaczego używamy czasu przeszłego mówiąc o tej formie?

– Z bardzo prostej przyczyny: zamykanie zakładów, zmiana technologii wydobycia, zanik wartościowych odmian węgla – to wszystko sprawiło, że twórczość, która była żywa, naturalna, codzienna, przeszła do muzeów. Ale to nie znaczy, że zniknęła. To znaczy, że stała się dziedzictwem. I to dziedzictwem absolutnie wyjątkowym – bo tylko naszym. Rzeźba w węglu to zjawisko unikatowe w skali Polski. Związane z konkretnym regionem – Górnym Śląskiem. Związane z konkretnym zawodem – górnictwem. Związane z ludźmi, którzy znali ten materiał jak nikt inny.

– I dzięki temu warte jest zauważenia – i docenienia. A węglowe dzieła sztuki z domowych etażerek powinny zyskać nie tylko na wartości, ale także na szacunku.

BL

Autor wpisu

REDAKCJA
REDAKCJA