Ponad trzydzieści lat „Nadziei”
Stowarzyszenie Rodzin Osób Niepełnosprawnych „Nadzieja” od ponad trzech dekad zmienia życie osób z niepełnosprawnościami oraz ich bliskich. Powstało z oddolnej inicjatywy rodziców, a wyrosło na profesjonalny ośrodek terapeutyczno-rehabilitacyjny. Mimo narastających wyzwań biurokratycznych oraz całkowicie społecznej pracy zarządu, placówka z siedzibą w Halembie przy ulicy Solidarności, pozostaje bezpiecznym azylem i prawdziwą rodziną dla swoich podopiecznych
Historie organizacji tworzą ludzie i ich potrzeby. Stowarzyszenie „Nadzieja” powstało w 1994 roku z inicjatywy rodziców osób niepełnosprawnych, którzy szukali miejsca, gdzie ich dorastające dzieci mogłyby się rozwijać, czuć akceptowane i budować relacje rówieśnicze. Pierwszą prezeską organizacji została Małgorzata Kubela, która kierowała stowarzyszeniem nieprzerwanie do 2018 roku. Wówczas funkcję prezesa przejął dotychczasowy wiceprezes Grzegorz Krupa, związany z „Nadzieją” od 2007 roku.
Przez ponad 30 lat działalności placówka kilkukrotnie zmieniała swoją siedzibę – od pierwszych pomieszczeń w dzielnicy Ruda przy ul. Kościelnej, przez szkołę na Bykowinie, po gościnne salki przy parafii pw. św. Barbary. Od 2017 roku stowarzyszenie funkcjonuje w przestronnym lokalu w Halembie o powierzchni około 260 m². Mieści on część biurową oraz cztery wyspecjalizowane pracownie: kulinarną, artystyczną, rehabilitacyjną i umiejętności społecznych.

Od poniedziałku do piątku w zajęciach dziennych uczestniczy stała grupa 22 podopiecznych. Aby terapia przynosiła jak najlepsze rezultaty, uczestnicy pracują w kameralnych, 5–6 osobowych grupach pod opieką wykwalifikowanych terapeutów. Stowarzyszenie dba również o logistykę – codziennie rano bus zabiera podopiecznych z umówionych miejsc w pobliżu ich domów, a po zakończeniu zajęć odwozi ich z powrotem.
Popołudniami organizowane są dodatkowe zajęcia hobbystyczne, muzykoterapia oraz fizjoterapia, w tym indywidualne wizyty w domach osób mających trudności z poruszaniem się. Ważnym elementem działalności jest także integracja społeczna i relaks. Co roku organizowane są pikniki z grillem (m.in. w Mikołowie-Borowej Wsi), wycieczki w góry, wyjścia do teatru oraz tradycyjne spotkania opłatkowe i wspólne obchody urodzin. Co ważne, udział we wszystkich zajęciach i wyjazdach jest dla podopiecznych całkowicie bezpłatny.
Utrzymanie tak szerokiego zakresu wsparcia wymaga znacznych nakładów finansowych. Działalność stowarzyszenia opiera się na ciągłości projektowej – głównym źródłem finansowania są wieloletnie projekty Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, prowadzone nieprzerwanie od 11 lat, a także zadania wspierane przez Urząd Miasta oraz Centrum Usług Społecznych (wcześniej MOPS). Aktualnie realizowany, trzyletni projekt PFRON opiewa na kwotę blisko 2,8 mln zł.
Za przygotowanie i rozliczanie tych skomplikowanych przedsięwzięć odpowiada zarząd: prezes Grzegorz Krupa oraz wiceprezes Marta Wawrzyniak, wspierani przez skarbnika Gabrielę Korkus i nowych członków zarządu. Jak podkreślają władze stowarzyszenia, praca na rzecz organizacji ma charakter czysto społeczny.
– Chcielibyśmy, żeby stowarzyszenie dalej działało, bo na tym nam najbardziej zależy. Jednocześnie swoją pracę zarządczą wykonujemy całkowicie po godzinach, jako wolontariat – wskazuje wiceprezes Marta Wawrzyniak. Zwraca również uwagę na rosnące wymagania formalne i cyfryzację procedur, które stają się barierą dla potencjalnych społeczników. – Kiedy stowarzyszenie powstawało w latach 90., nie było takich wyostrzonych przepisów. Dzisiaj trzeba doskonale znać arkusze Excel, aplikacje PFRON-owskie oraz wiedzieć, jak ewidencjonować elektronicznie godziny wsparcia i wyliczać wskaźniki – dodaje.
Dla ilustracji skali biurokracji warto dodać, że sam najnowszy wniosek projektowy do PFRON liczył aż 80 stron. Z ogromnymi budżetami wiąże się także wielka odpowiedzialność prawna i finansowa, co często odstrasza nowe osoby przed wstąpieniem do zarządu. – Na trzy lata dostaliśmy prawie 2 800 tysięcy złotych z PFRON. To są kwoty ogromne dla przeciętnego człowieka. Osoby, które chciałyby nam pomóc, boją się finansowej odpowiedzialności. Mimo że projekty opiewają na wysokie kwoty, nie pozwalają one na to, aby ktoś zarządzający pracował na etacie – tłumaczy prezes Grzegorz Krupa
Mimo trudności organizacyjnych i wyzwań biurokratycznych, najważniejszy dla kierownictwa stowarzyszenia pozostaje wymiar ludzki. – Przychodzi do nas człowiek ze swoimi doskonałościami i niedoskonałościami, a my tutaj tworzymy taką rodzinę. To jest chyba dla nas najcenniejsze. Dodaje nam to siły i stanowi motor do pisania kolejnych projektów – podsumowuje prezes.
Pobyt w ośrodku to także bezcenne odciążenie dla rodziców i opiekunów, którzy często sprawują opiekę nad swoimi dziećmi przez 24 godziny na dobę. – My wybraliśmy sobie swój zawód i swoje funkcje, natomiast rodzice zostali przez los obdarowani dziećmi z niepełnosprawnościami. Rodzice cieszą się, że mogą swoich podopiecznych nam powierzyć. To dla nich realne odciążenie i pomoc – dodaje Grzegorz Krupa.
Podopieczni często podkreślają w rozmowach, że bez „Nadziei” nie wyobrażają sobie codziennego życia. Placówka wypełnia istotną lukę w systemie wsparcia społecznego między warsztatami terapii zajęciowej a zakładami aktywności zawodowej, dowodząc od trzech dekad, że stworzenie domowej, serdecznej atmosfery jest najlepszą formą rehabilitacji.
WT
Foto: Stowarzyszenie Nadzieja
Autor wpisu