Zamiast zdrowego rozsądku paraliżujące procedury
Marian Makula sprawuje swoją pierwszą kadencję jako radny. Zawodowo od zawsze zajmuje się kabaretem. Z powodu objęcia mandatu radnego musiał zrezygnować z prezesury w Stowarzyszeniu Wykonawców, Animatorów i Twórców Górnego Śląska, niedawno został dyrektorem Teatru Górnośląskiego.

– Z jakimi planami wchodził Pan w tę kadencję?
– Chciałem zmienić rudzką kulturę, by miasto odeszło od promowania głównie kultury masowej, typu „chleba i igrzysk”, a postawiło na eksponowanie rodzimej, śląskiej, rudzkiej kultury i wspieranie lokalnych twórców. Twórców którzy potrzebują mecenatu miasta i który to mecenat na dziś jest bardziej pozorowany niż faktyczny. Chodziło mi o promowanie różnych rodzajów sztuk, żeby ludzi edukować, bo oglądają celebrytów pokazywanych w TV i mass mediach, i nie widzą innej sztuki oraz wartościowych kierunków europejskiej kultury.
Chciałem wnieść do urzędu zwykły zdrowy rozsądek przy rozstrzyganiu istotnych dla miasta spraw. Liczyłem, że przekonam radnych, by przestali ślepo kierować się nieżyciowymi i głupimi procedurami. Kiedyś, gdy w chodniku była dziura, ficywert wziął zasypał lub zabezpieczył, zadzwonił po ekipę, która naprawiła i było po dziurze. Dziś wnosi się interpelacje, pisze pisma, ogłasza konkursy i przetargi, a dziura sobie nic z tego nie robi. Wróćmy do normalności. Przepisy są tak rozbudowane, że niedługo za pierdnięcie w publicznym miejscu będziemy płacić kary za zanieczyszczanie powietrza. Papierkomania, zwłaszcza narzucana przez Unię, to masakra. Szczególnie uciążliwe i rozbudowane RODO, które dołącza się do każdego świstka i zwiększa niebotyczne góry śmieci, których nie ma gdzie składować. Przy telefonach wysłuchujemy i płacimy za morze niepotrzebnych informacji. Cyfryzacja doprowadziła do kuriozalnego dualizmu: urzędnicy jednocześnie generują sterty papierów w przepastnych archiwach, a z drugiej strony digitalizują te same dokumenty w komputerach i wirtualnych dyskach. Chciałem walczyć z tym bogactwem różnorodności gdzie jedną czynność można wykonać na wiele sposobów, z tym rozmemłanym podawaniem treści. Walczyć dlatego, że nadmiar informacji staje się dezinformacją. Procedury mają być jasne czytelne i zrozumiałe, a obsługa aplikacji w urządzeniach elektronicznych prosta jak budowa cepa.
– Co w połowie kadencji już udało się zrealizować?
– Pół żartem, pół serio: wkurzyłem parę osób, ale każdy kto mnie zna wie, że nie dam się przekupić czy uciszyć. A tak na poważne konsekwentnie „promuja ślonsko godka”. Nasz język posiada te cechy, które rozmywają się w polskim, administracyjnym języku. I tu posłużę się tekstem piosenki „Bo tu ludzie jak mówią nie – to jest nie, a jak mówią tak – to jest tak”.
Kiedyś zarzucono mi, że piszę interpelacje w „archaicznym języku śląskim”, zamiast urzędowym, zaczynam więc od śląskiej preambuły, a dopiero potem przechodzę na język literacki. Śląska mowa jest konkretna – gdy Ślązak coś powie, każdy wie, o co chodzi, bez owijania w bawełnę.
W Halembie nagłośniłem niebezpieczny rejon ulic: Rybnickiej, Nowego Światu i Halembskiej. Parkujące tam przy drogach auta drastycznie zmniejszają bezpieczeństwo użytkowników i utrudniają ruch na jezdni Kiedy interweniowałem, odpisano mi że auta stojące na drodze poprawiają bezpieczeństwo, bo zmuszają kierowców do wolniejszej jazdy. Paranoja. Ja uważam, że droga jest po to by poruszały się na niej pojazdy a nie po to by służyła za parking czy garaż pod chmurką dla właścicieli przydrożnych posesji.
W moich planach chcę zintegrować społeczność wspomnianego rejonu, chcę żeby ludzie się poznali i służyli sobie wsparciem i pomocą. Zamierzam stworzyć wirtualną grupę w necie pod nazwą Kośmider (potoczna nazwa tego obszaru), na której wszyscy mieliby ze sobą kontakt i wzajemnie się wspierali. Osoby starsze mogą opiekować się dziećmi
sąsiadów, a ci pomagaliby seniorom w wykonywaniu cięższych prac. We wrześniu planuję zorganizować kino plenerowe połączone z zabawą taneczną.
Spotkam się też z mieszkańcami Halemby, którzy głośno protestują przeciwko planowanemu przebiegowi trasy N-S w obrębie tej dzielnicy, ponieważ zatwierdzane projekty i pomysły w znacznym stopniu kolidują z ich interesem.
– Jak wyobrażenia o pracy w Radzie Miasta przełożyły się na rzeczywistość?
– Myślałem, że merytoryczne argumenty będą trafiać do ludzi, ale często tak nie jest. Większość radnych jest mało odważna w prezentowaniu swoich własnych ideałów i ulega manipulacjom swoich liderów. Ja stosuję zasadę że prawdziwa cnota krytyk się nie boi i jeśli władza coś może zrobić lepiej, a nie chce, to jej o tym mówię, nie patrząc na to czy to szeregowy urzędnik magistratu, czy prezydent. Niestety, władza obrasta nam w piórka i kieruje się swoimi racjami, często sprzecznymi z interesami mieszkańców.
– Dziękuję za rozmowę.
Tekst i foto: WT
Autor wpisu


