Wybór na wiceprzewodniczącego RM był dla mnie zaskoczeniem
Arkadiusz Grzywaczewski w Radzie Miasta zasiada pierwszą kadencję, zawodowo związany ze Szkołą Mistrzostwa Sportowego w Rudzie Śląskiej, przedsiębiorca, społecznik działający w obszarze organizacji pozarządowych w mieście.

– Z jakimi planami wchodził Pan w tę kadencję?
– Moje wejście w tę kadencję było dość specyficzne, ponieważ startowałem z ramienia Śląskiej Rodziny jako kandydat na prezydenta miasta. Oznaczało to, że mój program wyborczy nie był konstruowany jedynie pod kątem konkretnego okręgu czy dzielnicy, ale stanowił kompleksową wizję rozwoju całego miasta. Kiedy ostatecznie zasiadłem w radzie jako radny, sytuacja wymagała ode mnie dużej elastyczności i dostosowania tych szerokich planów do nowej rzeczywistości. Moim głównym planem było więc przeforsowanie jak największej liczby punktów z naszego programu, mimo świadomości, że jako pojedynczy radny muszę przekonać do swoich racji radnych oraz samego prezydenta. Wchodząc w tę kadencję, stawiałem mocno na tematy mi bliskie: sport, edukację oraz rozwiązanie konkretnych problemów infrastrukturalnych, zwłaszcza w dzielnicy Halemba. Skupiam się także na współpracy z organizacjami pozarządowymi, osobiście działam w kilku podmiotach, cieszę się że Rada Miasta powołała mnie do Powiatowej Rady Pożytku Publicznego co dodatkowo wzmocniło moją współpracę z organizacjami.
– Co w połowie kadencji już udało się zrealizować?
– Bilans połowy kadencji oceniam przez pryzmat konkretnych decyzji. Jednym z osiągnięć, wynikającym bezpośrednio z programu wyborczego, była likwidacja podatku od posiadania psa. Choć może wydawać się to tematem mniejszej wagi, dla wielu właścicieli czworonogów był to realny gest i zmiana. Innym jest m.in. miejski program stypendialny dla najzdolniejszych uczniów.
Moim „konikiem” jest sport i tutaj staram się być szczególnie aktywny w komisjach oświaty oraz sportu. Za duży sukces uważam sytuację sprzed dwóch lat, kiedy to po intensywnych rozmowach na komisjach udało się powstrzymać planowane cięcia w dofinansowaniu sportu. Prezydent, po wysłuchaniu argumentów radnych, zdecydował się na autopoprawkę do budżetu, przywracając pierwotne kwoty. Walczę o każde zwiększenie środków na szkolenie dzieci, młodzieży oraz sport seniorski.
Ważnym obszarem moich działań jest też Halemba. Cieszę się, że pojawił się temat rozładowania korków i przebiegu trasy N-S. Brałem udział w spotkaniach z władzami Górniczej Spółdzielni Mieszkaniowej „Nasz Dom” oraz prezydentem, aby uwagi mieszkańców zostały uwzględnione w projektach. Z drugiej strony, muszę uczciwie przyznać się do porażki w jednej kwestii – już dziś wiem, że w tej kadencji nie uda się zrealizować remontu hali MOSiR w Halembie ani budowy nowego obiektu. Jestem jednak optymistą i mam przekonanie, że prędzej czy później taka hala w mieście powstanie.
Doceniam także bardzo zdobycie doświadczenia w komisji rewizyjnej. W tej komisji możemy bardziej skupić się na funkcjonowaniu spółek miejskich – wynikach finansowych, sposobach zarządzania oraz dokumentacji. Doświadczenie i wykształcenie zdobyte podczas studiów MBA bardzo mi w tym pomagało, pozwalając na merytoryczną ocenę zarządzania tymi podmiotami. To było ciekawe porównanie z moim wcześniejszym doświadczeniem w zarządzaniu spółkami.
– Jak wyobrażenia o pracy w Radzie Miasta przełożyły się na rzeczywistość?
– To zderzenie było fascynujące i momentami trudne. Przez lata prowadziłem programy takie jak „Sfera polityki” czy „Radni na półmetku” i kierowałem lokalną telewizją, więc wydawało mi się, że o samorządzie wiem prawie wszystko. Jednak bycie obserwatorem, a bycie „w środku” to dwa różne światy. Na początku skupiałem się na interpelacjach i zapytaniach składanych publicznie. Dziś wiem, że znacznie skuteczniejsze są bezpośrednie rozmowy z naczelnikami wydziałów, dyrektorami instytucji czy przewodniczącymi komisji poza światłami jupiterów. To tam, w kuluarach, często działania radnego są o wiele skuteczniejsze.
Zdobyte doświadczenie dziennikarskie związane z lokalnym samorządem oraz dotychczasowe funkcjonowanie w Radzie Miasta właściwie nie były dla mnie zaskoczeniem. W związku z tym, że nie należę do żadnego klubu radnych to spokojnie mogę obserwować przebieg sesji. Największym zaskoczeniem osobistym był jednak wybór na wiceprzewodniczącego Rady Miasta. Nigdy nie było to moim celem, ani „moją bajką”, ale prośbom pewnych osób się nie odmawia. Lubię doświadczać – chyba ta ciekawość dziennikarska we mnie ciągle pozostała, bo zbieram nowe doświadczenia.
Tekst i foto: WT
Autor wpisu


