23 Sierpnia – Dziś świętują: Filip, Laurenty.

Radny powinien być „oczami i uszami” prezydenta

23 sierpnia, 2026

Jarosław Drożniewicz w bieżącej kadencji po raz pierwszy zasiada w Radzie Miasta. Swoją działalność samorządową łączy z pracą w sektorze kultury – zawodowo związany jest z teatrem przy Pałacu Młodzieży w Katowicach. Jest specjalistą w zakresie nagłośnienia i oświetlenia scenicznego.

– Z jakimi planami wchodził Pan w tę kadencję?

– Wchodząc do Rady Miasta, moimi głównymi priorytetami było kreowanie przestrzeni miejskiej, ze szczególnym uwzględnieniem bezpieczeństwa na drogach oraz infrastruktury rowerowej. Chciałem skupić się na budowie nowych przejść dla pieszych oraz ścieżek rowerowych, choć rzeczywistość szybko zweryfikowała tempo tych zmian. Zrozumiałem, że budżet nie jest z gumy, a miasto realizuje wiele ogromnych inwestycji, które pochłaniają dużą część środków. To sprawia, że pewne projekty, jak choćby wspomniane drogi dla rowerów, muszą być realizowane etapami. Obecnie nasza sieć ścieżek jest niestety „poszatkowana” – mamy wiele krótkich, niepołączonych ze sobą odcinków. Wynika to z faktu, że nowa infrastruktura rowerowa powstaje zazwyczaj „przy okazji” dużych modernizacji dróg. Trzeba więc wykazać się cierpliwością i konsekwentnie zabiegać o kolejne ogniwa tej sieci. Zależało mi też szczególnie na poprawie bezpieczeństwa w okolicach szkół oraz doświetleniu przejść, co w niektórych miejscach, jak np. na ulicy Joanny, udało się już zrealizować. Moje plany na początku były jednak dość ostrożne, ponieważ jest to moja pierwsza kadencja i nie miałem pewności, jak duży wpływ na rzeczywistość ma pojedynczy radny.

– Co w połowie kadencji już udało się zrealizować?

 – W dużej mierze skupiłem się na poprawie codziennego otoczenia mieszkańców, zwłaszcza w rejonie Goduli. Udało się zadbać o drożność chodników i widoczność na drogach poprzez uporządkowanie zieleni, która wcześniej zasłaniała widok kierowcom. Bardzo ważna jest dla mnie bieżąca reakcja na ubytki w drogach oraz interwencje w nagłych sytuacjach, takich jak powalone drzewa czy uszkodzone studzienki – jestem pozytywnie zaskoczony, że zgłoszenia te są realizowane przez służby miejskie niemal natychmiast, nawet w dni wolne. Jeśli chodzi o większe projekty, to wspólnie z radnymi z naszego okręgu, z Orzegowa i Goduli, intensywnie lobbujemy u prezydenta w sprawie budowy nowej sali gimnastycznej przy Szkole Podstawowej nr 36. To dla nas absolutny priorytet dzielnicowy. Wiemy, w jakich warunkach ćwiczą tam dzieci, a biorąc pod uwagę rozbudowę osiedli w tej okolicy – choćby nową inwestycję na ponad 300 mieszkań przy ulicy Ziętka – zapotrzebowanie na nowoczesną infrastrukturę sportową będzie tylko rosło. Obecnie trwają rozmowy i analizy dotyczące wpisania projektu tej sali do budżetu miasta. Dodatkowo, złożyłem propozycję do budżetu na przyszły rok dotyczącą ulicy Starej. Chciałbym, aby powstała tam komfortowa ścieżka rowerowa łącząca się z ulicą Dworcową i Pawła. Ulica Karola Goduli jest zbyt wąska, by bezpiecznie pomieścić rowerzystów na chodnikach, dlatego przeniesienie tego ruchu na mniej ruchliwą ulicę Starą byłoby idealnym rozwiązaniem dla wszystkich.

– Jak wyobrażenia o pracy w Radzie Miasta przełożyły się na rzeczywistość?

– Moje postrzeganie roli radnego ewoluowało. Początkowo wchodziłem do Rady bez sztywnych oczekiwań, chcąc przede wszystkim poznać ten mechanizm od środka. Szybko jednak zrozumiałem, że powszechne przekonanie o tym, iż „radny może wszystko załatwić od ręki”, jest niestety mitem. Realna praca to systematyczne drążenie tematów i współpraca. Dziś uważam, że radni powinni być przede wszystkim „oczami i uszami” prezydenta. Prezydent, mimo najlepszych chęci, nie jest w stanie być w każdym zakątku miasta jednocześnie. To my, będąc blisko ludzi, musimy wsłuchiwać się w ich codzienne bolączki i przekazywać te sygnały dalej, by władze mogły na nie reagować. Jesteśmy takim naturalnym „przedłużeniem” miasta w dzielnicach. Ważną lekcją była też dla mnie kwestia współpracy. Przekonałem się, że drogą wzajemnej pomocy i wspólnego działania z innymi radnymi można osiągnąć znacznie więcej niż poprzez ciągłe „ścinanie się” i konflikty. Tam gdzie można wypracować pozytywną zmianę poprzez dialog, zawsze wybieram tę drogę. Staram się być aktywnym radnym, mimo że praca zawodowa czasem mnie ogranicza. Uważam jednak, że obecność na uroczystościach czy spotkaniach z mieszkańcami jest niezbędna – to właśnie tam najlepiej słychać, co jeszcze należy poprawić, by w naszym mieście żyło się wygodniej i bezpieczniej. Praca ta wymaga też dużej wrażliwości na potrzeby różnych grup mieszkańców, bo każdy z nas inaczej postrzega priorytety dla swojego otoczenia.

www.inkubatorsl.pl

Autor wpisu

Wioletta Tkocz
Wioletta Tkocz