1 Sierpnia – Dziś świętują: Konrad, Piotr.

Praca z dzieckiem to praca z całą rodziną

Podczas czerwcowej sesji Sejmiku Województwa Śląskiego wręczono nagrody w konkursie „Przyjaciel Rodziny 2026” organizowanym przez Regionalny Ośrodek Polityki Społecznej Województwa Śląskiego. To wyróżnienie przyznawane jest osobom, które na co dzień wspierają rodziny i osoby w trudnych sytuacjach życiowych. Wśród nagrodzonych znalazł się Rudzianin Arkadiusz Staisz, dyrektor Ośrodka Adaptacyjnego dla Dzieci Niepełnosprawnych w Bykowinie.

– Jest Pan laureatem nagrody „Przyjaciel Rodziny”. Co dla Pana kryje się pod tym pojęciem? Jak definiuje Pan tę rolę w swojej codziennej pracy?

– To szczególne i bardzo odpowiedzialne wyróżnienie, bo nazwanie kogoś „przyjacielem” to mocne słowo. To ogromny zaszczyt, ale i odpowiedzialność żeby nie zawieść zaufania kogoś kto uważa Cię za przyjaciela. W mojej codziennej pracy zawsze starałem się wychodzić do ludzi z otwartym sercem i głową. Trzeba zrozumieć, że praca z dzieckiem z niepełnosprawnością to nierozerwalnie praca z całą jego rodziną, która boryka się z ogromnymi wyzwaniami logistycznymi i emocjonalnymi. Dla mnie bycie „przyjacielem rodziny” oznacza wyciągnięcie ręki, normalną rozmowę i pomoc w rozwiązywaniu konkretnych problemów. Ta nagroda ma sens właśnie wtedy, gdy rodzice czują, że nie są w swoich zmaganiach sami.

– Jest Pan związany z bykowińskim ośrodkiem od 1990 roku, czyli właściwie od samego początku. Jak bardzo zmieniło się to miejsce, ale też same potrzeby dzieci i ich rodzin, na przestrzeni tych 36 lat?

– Ośrodek powstał w momencie, gdy ruch wsparcia osób z niepełnosprawnościami w Polsce dopiero się rodził, a miasto bardzo szybko dostrzegło potrzebę stworzenia takiego miejsca. Na początku to było „raczkowanie” i szukanie metod pomocy. Przez te lata zmieniło się niemal wszystko: od naszych kompetencji, przez metody terapii, aż po nowoczesny sprzęt. Najważniejsza zmiana zaszła jednak w mentalności – nasi podopieczni nie są już „niewidoczni”, stają się pełnoprawnymi członkami społeczeństwa, kończą studia, zostają paraolimpijczykami, zakładają rodziny. Dziś mamy nawet sytuacje, w których nasi dawni wychowankowie przyprowadzają do nas swoje własne dzieci – to dla nas dowód ogromnego zaufania.

– Zaczynał Pan jako fizjoterapeuta, potem był Pan zastępcą dyrektora, a od 2012 roku kieruje Pan placówką. Który z tych etapów był największym wyzwaniem?

– Zdecydowanie moment, w którym zostałem dyrektorem. Wymagało to zmiany sposobu funkcjonowania ośrodka. Moim priorytetem stało się stworzenie oddziału popołudniowego, rozszerzenie kompetencji personelu, poszerzenie form wsparcia i terapii ponieważ niepełnosprawność nie kończy się z chwilą pójścia dziecka do szkoły czy przedszkola. Udało nam się zabezpieczyć opiekę i specjalistyczną rehabilitację dla dzieci i młodzieży do 18. roku życia, które rano przebywają w innych placówkach, a po południu potrzebują naszego wsparcia. Wyzwaniem było też stworzenie zespołu – grupy ludzi z ogromną empatią i merytoryczną mądrością, z których jestem dziś niezwykle dumny. Jestem szczęśliwy że jestem ich częścią nie tylko szefem.

– Przez te lata zmieniały się też medycyna i fizjoterapia. Które z metod i rozwiązań wprowadzonych w ośrodku uważa Pan za najbardziej przełomowe?

– Przełomem było stworzenie „jednego organizmu” łączącego działania społeczne i medyczne. Ściśle współpracujemy z oddziałem dziennym NZOZ dr Bernadety Wiśniowskiej, gdzie pełnię rolę koordynatora rehabilitacji. Dzięki temu pomoc jest kompleksowa. Udało się też stworzyć Stowarzyszenie dla Osób i Dzieci Niepełnosprawnych „Jaskółka”, które niestety nie przetrwało pandemii. Działania te zostały docenione na arenie krajowej gdzie zostaliśmy laureatami ogólnopolskiej edycji konkursu ,,Samorząd równych szans”. Powstało jednak wiele fajnych projektów, które nadal kontynuujemy. Staramy się tworzyć bardzo przyjazną placówkę, której drzwi nigdy nie są zamknięte dla rodziców.

– Z jakimi największymi barierami – psychicznymi, społecznymi czy systemowymi – mierzą się dziś rodzice dzieci z niepełnosprawnościami i jak staracie się im pomóc?

– Bariery zmieniają się wraz z wiekiem dziecka. Na początku rodzice mierzą się z buntem i pytaniem „dlaczego ja?”, co często prowadzi do kryzysów w rodzinach. My staramy się ich wspierać w drodze do akceptacji. Kolejną barierą jest obciążenie psychiczne – rodzice potrzebują chwili wytchnienia, by móc iść do pracy, realizować swoje marzenia i po prostu czuć się potrzebnymi społecznie. Są też bariery finansowe – choć systemów wsparcia jest więcej, ceny sprzętu ortopedycznego są wciąż ogromne. Dlatego nasze drzwi nigdy nie są zamknięte, zapraszamy rodziców, by widzieli jak pracujemy z ich dziećmi, bo tylko świadomy rodzic jest skutecznym partnerem w terapii.

– Nagroda to wspaniałe podsumowanie dotychczasowej pracy, proszę jednak zdradzić plany dotyczące Ośrodka?

– Moim marzeniem jest ciągły rozwój i poszerzanie oferty dla rodzin. Chcę, abyśmy potrafili unieść emocjonalnie to, co robimy, bo mierzenie się z czyjąś krzywdą i bezsilnością jest ogromnym obciążeniem. Współpraca z instytucjami, głównie CUS-em, Poradnią Psychologiczno-Pedagogiczną, placówkami oświatowymi, stowarzyszeniami, a przede wszystkim ogromna odpowiedzialność i aktywne wsparcie  miasta w zakresie utrzymania infrastruktury oraz współpraca z NZOZ Ośrodek Adaptacyjny w ramach kontraktu z NFZ w obszarze zadań medycznych są dla nas podstawą działania. Staramy się aby oferta była jak najszersza i jak najbardziej celowa. Będziemy nadal szukać rozwiązań, sponsorów i wprowadzać nowe terapie, aby zawsze być skutecznym miejscem pomocy. Jeśli chodzi o same metody, stale wprowadzamy nowości – dzięki sponsorom pozyskaliśmy środki na hipoterapię, dogoterapię czy specjalistyczną terapię w wodzie. Szukamy rozwiązań, które są nie tylko nowoczesne, ale przede wszystkim skuteczne i atrakcyjne dla naszych dzieci.

– Dziękuję za rozmowę.

Tekst i foto: WT  

Autor wpisu

REDAKCJA
REDAKCJA