1 Sierpnia – Dziś świętują: Konrad, Piotr.

Nikt nie ma monopolu na mądrość i rację

1 sierpnia, 2026

Kontynuujemy cykl ,,Radni na półmetku”. W tym numerze wywiad z wiceprzewodniczącym Rady Miasta Witoldem Hanke, który w gremium tym zasiada od 2006 roku. Z wykształcenia jest pedagogiem. Od prawie 40 lat związany jest z Caritas Archidiecezji Katowickiej oraz Ośrodkiem dla Osób Niepełnosprawnych Najświętsze Serce Jezusa w Rudzie Śląskiej – Halembie, którego jest wicedyrektorem.

Witold Hanke, wiceprzewodniczący Rady Miasta Ruda Śląska

– Z jakimi planami wchodził Pan w tę kadencję?

– Inaczej jest, kiedy zostaje się radnym po raz pierwszy… Wchodzi się w tę rolę z pewnymi planami, czy wyobrażeniami. Też tak miałem… Dziś to głównie kontynuacja tego, czego nie dało się zrobić w poprzednich kadencjach. Teraz najważniejsza wydaje mi się sprawa odkorkowania Halemby i wszelkie działania zmierzające ku powstaniu drogi łączącej tę dzielnicę z drogami szybkiego ruchu. Jest to ważne zarówno dla naszych mieszkańców, jak i dla przejeżdżających tranzytem przez nasze miasto. Cieszą mnie trwające prace, mające na celu wyznaczenie szlaku trasy N-S na południe. Niezwykle ważne są tu jednak głosy mieszkańców, zwłaszcza te, wskazujące na pewne uciążliwości związane z budową drogi. Jako radny spotykam się i rozmawiam z mieszkańcami. Ich obiekcjami i obawami dzielę się z prezydentem miasta. Jestem przekonany, że uda nam się wspólnie zminimalizować skutki prac dotykające lokalne firmy. Niemniej, należy pamiętać, że trasa N-S to inwestycja nie tylko długo wyczekiwana, ale również kluczowa z perspektywy większości mieszkańców południowej części Rudy Śląskiej i docelowo mogąca rozwiązać nasze problemy komunikacyjne

– Co w połowie kadencji już udało się zrealizować?

– Żyjemy w czasach, w których jest wiele pomysłów, ale wszyscy zwracają uwagę na zbyt szczupły portfel. Trudno wskazywać jakieś wielkie sukcesy. Praca radnego to zwykle mniej spektakularne, codzienne działania, podejmowane celem zwiększenia komfortu życia mieszkańców. To uchwały i sprawy w rodzaju poprawy nawierzchni jezdni, czy chodnika, wycinki zagrażających bezpieczeństwu spróchniałych drzew… Rzeczy, na pierwszy rzut oka niepozorne, a jednak dla niektórych bardzo ważne. Tego typu drobne sprawy, o ile jest to możliwe i zasadne, zazwyczaj udaje mi się załatwić dość szybko. Często nie czekam z nimi do sesji, by złożyć interpelację, tylko osobiście dzwonię do odpowiedniego wydziału. Oczywiście nie zawsze wszystko można zrobić od razu. Czasem nie można. Trzeba liczyć się z przepisami, procedurami, a niekiedy także ze środkami finansowymi, których zwyczajnie nie przewidziano w budżecie na dany rok. Cieszę się zawsze, jak się udaje…

– Biorąc pod uwagę wieloletnią pracę w Radzie Miasta – co uważa Pan za swój największy sukces – za działania o największym znaczeniu dla miasta?

– Ciężko wybrać jedną rzecz… Jeśli jednak mowa o całokształcie mojej pracy w Radzie Miasta, mimo, że jest to już chyba prehistoria, mógłbym przywołać pewne przedsięwzięcie, które miało miejsce w czasie mojej pierwszej kadencji, a z którego jestem bardzo dumny. Udało nam się wówczas przywrócić funkcję kulturalną dawnemu dworkowi Donnersmarcków, w którym dziś mieści się filia nr 18 Miejskiej Biblioteki Publicznej. Uważam to za swój duży sukces oraz wszystkich, którzy byli w ten proces zaangażowani. Cieszę się też ze szczęśliwego finału podnoszonego przez lata tematu wprowadzenia ruchu jednokierunkowego na ulicy Energetyków. Projekt ten był wstrzymywany, gdyż obawiano się protestów mieszkańców. Zaproponowałem wtedy, by w razie czego przysłać wszystkich niezadowolonych do mnie. I wie pan, że nikt nie przyszedł? Udało się nam wtedy wprowadzić ruch jednokierunkowy na Energetyków, a chwilę później też na Leśnej. Dzięki temu stworzono na obydwu ulicach kilkadziesiąt nowych miejsc parkingowych. I co ważne, bez wydatków. Trzeba było tylko postawić znaki zmieniające organizację ruchu… Myślę też, że dzięki moim staraniom zrezygnowano w swoim czasie z planu połączenia szkół na osiedlu w Halembie i w Bielszowicach. Cieszę się z tego, że ówczesne władze były otwarte na rozmowę i argumenty, że jako radni byliśmy tymi rzeczywistymi łącznikami. Tam gdzie było to możliwe doszło do połączenia placówek, a tam, gdzie były wątpliwości zostało po staremu. Wielu ludzi było z tego powodu bardzo szczęśliwych. A pozostając przy oświacie i przechodząc do współczesności… Wszyscy wiemy, że rodzi się coraz mniej dzieci, co zmusza samorządy do łączenia szkół, przedszkoli, a czasami również zamykania niektórych z nich. To są naprawdę trudne sprawy… Ale cóż, praca radnego często wymaga dużej odwagi i odpowiedzialności za podejmowane decyzje. Nie zawsze jest to łatwe, szczególnie gdy prezentuje się niepopularną opinię. Nikt jednak nie obiecywał, że będzie łatwo. Dlatego rozmawiamy, rajcujemy, aby osiągać kompromisy. Często mówię, że nikt nie ma monopolu na mądrość i rację. Trzeba więc słuchać się nawzajem, słuchać mieszkańców i próbować znajdować najlepsze rozwiązania.

– Dziękuję za rozmowę.

Tekst i foto: PT

Autor wpisu

REDAKCJA
REDAKCJA