Samorząd jest od pomagania ludziom
Zanim w 2029 roku pójdziemy do urn wyborczych by wybrać radnych – będziemy musieli przebrnąć przez kampanię wyborczą, wielki festiwal spotkań, rozmów, obietnic i planów. Warto w połowie kadencji 2024-2029 przyjrzeć się aktualnemu składowi Rady Miasta. Na wstępie – wyrównujemy szanse. Zestaw trzech prostych pytań będzie taki sam dla każdego radnego – debiutanta i ze zmienionym ostatnim pytaniem dla radnego z doświadczeniem nabytym w pracy w Radzie. Będzie też tyle samo miejsca na odpowiedź. Mamy nadzieję, że dzięki temu wybór na kogo postawić krzyżyk na karcie do głosowania w 2029 roku będzie łatwiejszy.

Na pierwszy ogień – Przewodniczący Rady Miasta, Kazimierz Myszur. W Radzie Miasta zasiadał w latach 1998-2002 oraz od 2006 do nadal. Przewodniczący Rady Miasta jest emerytowanym nauczycielem Zespołu Szkół nr 5 im. J. Markowej w Rudzie Śląskiej – Nowym Bytomiu. To wieloletni radny, unikający rozgłosu choć dobrze znany z wielkiego zaangażowania w sprawy lokalne.
– Z jakimi planami wchodził Pan w tę kadencję?
– Zawsze marzyłem o tym, by Ruda Śląska była miastem nowoczesnym, ale jednocześnie głęboko zakorzenionym w swoim dziedzictwie i dumnym z własnej przeszłości. Z taką właśnie wizją rozpoczynałem kolejną już kadencję. Moim głównym celem była między innymi rozbudowa i remont szkoły w Kłodnicy. Niestety, to akurat zamierzenie ostatecznie nie doszło do skutku, rozmawiamy jednak o planach, a w samorządzie trzeba podchodzić do nich ze spokojem i pokorą. Dzięki determinacji rodziców i ich oddolnemu projektowi powstał przy niej nowoczesny plac zabaw. Moją rolą było po prostu to działanie konsekwentnie wspierać. Myśląc o dziedzictwie, niezwykle ważne było dla mnie odpowiednie zadbanie o tereny po dawnym podobozie Auschwitz w Kłodnicy, aby przywrócić temu miejscu należytą pamięć. Chciałem również, we współpracy z Lasami Państwowymi, uporządkować i otworzyć dla mieszkańców tereny leśne w Halembie. Ostatnim z takich wielkich, wieloletnich wyzwań, z jakimi mierzyłem się już w poprzednich kadencjach, była kwestia budowy obwodnicy Halemby. To główne filary, wokół których chciałem skupić swoje działania.
– Co w połowie kadencji już udało się zrealizować?
– Ta kadencja jest specyficzna, ale na jej półmetku możemy już mówić o konkretnych efektach. Jeśli miałbym je wskazać, to jest nim bez wątpienia ogromne zaangażowanie i włączenie samych mieszkańców w procesy decyzyjne. To właśnie dzięki nim zrealizowaliśmy plan dotyczący dawnego podobozu Auschwitz. Dwukrotnie składałem wnioski o zabezpieczenie środków na ten cel w projekcie budżetu miejskiego – bezskutecznie. Wtedy sprawy w swoje ręce wzięli społecznicy – zgłosili inicjatywę do Budżetu Obywatelskiego, projekt został wybrany i dziś teren jest uporządkowany. Co ważne, wcześniej planowano tam zwykły plac zabaw, co wspólnie z radnymi zanegowaliśmy – uznając, że w miejscu martyrologii beztroskie zabawy po prostu nie pasują. Dziś stoją tam ławki oraz tablice
historyczne, jest miejsce na wypoczynek, rekreację – i refleksję. Co do lasów – miasto prowadzi rozmowy z Lasami Państwowymi. Dzięki temu leśne trakty zostaną przygotowane tak, by bezpiecznie służyły pieszym i rowerzystom. W kwestii obwodnicy Halemby również nastąpił przełom. Wreszcie ruszyły oficjalne konsultacje społeczne i powstają pierwsze projekty, do których Rudzianie mogą się odnieść. Od planów przeszliśmy do czynów.
– Biorąc pod uwagę wieloletnią pracę w Radzie Miasta – co uważa Pan za swój największy sukces – za działanie o największym znaczeniu dla miasta?
– Sądzę, że moim sukcesem jest wypracowanie umiejętności zapewnienia zgodnej pracy wszystkich radnych, niezależnie od ich barw klubowych czy opcji politycznych. Różnorodność poglądów i odmienne spojrzenia na te same problemy nie muszą nas dzielić – wręcz przeciwnie, mogą stać się motorem rozwoju Rudy Śląskiej, o ile potrafimy wypracować razem najlepsze opcje. Warunek jest jeden: dialog w Radzie Miasta musi być zawsze merytoryczny, szczery i nakierowany na dobro mieszkańców. Bardzo cenię sobie rolę mediatora i osoby, która w trudnych momentach stabilizuje emocje. To nie jest łatwa sztuka, ale to absolutny fundament samorządu. Zasiadam w Radzie Miasta już szóstą kadencję. Fakt, że mieszkańcy za każdym razem obdarzają mnie tak ogromnym zaufaniem, sprawiając, że niezmiennie plasuję się w ścisłej czołówce pod względem liczby zdobytych głosów, to dla mnie największa nagroda. Niedawno zostałem uhonorowany przez Prezydenta RP Złotym Krzyżem Zasługi – to ogromny prestiż, biorąc pod uwagę, że to odznaczenie trafia do bardzo wąskiego grona osób w kraju. Jednak szczerze powiem: ważniejsze od medali jest to, że mieszkańcy idą do urn i stawiają przy moim nazwisku krzyżyk. Równie mocno cenię sobie zaufanie koleżanek i kolegów z Rady, którzy już po raz trzeci wybrali mnie na swojego przewodniczącego. A w pracy radnego mam jednak jedną, żelazną zasadę: nigdy niczego nie obiecuję na wyrost, dopóki dokładnie nie sprawdzę przepisów i nie upewnię się, że realnie mogę pomóc. Nie rzucam słów na wiatr. Idę do urzędników, rozmawiam z naczelnikami wydziałów Urzędu Miasta i wspólnie szukamy takich rozwiązań prawnych, które pozwolą pomóc ludziom, których życie nierzadko mocno pokiereszowało. Cenię sobie bardzo, że tacy ludzie do mnie przychodzą. Samorząd, moim zdaniem, jest od realnego pomagania ludziom.
Tekst i foto: bl
Autor wpisu


