Felinoterapia w sercu miasta
Ruda Śląska zyskała miejsce, które trudno pomylić z jakimkolwiek innym. Przy ulicy Niedurnego 67a, tuż przy głównej arterii Nowego Bytomia, powstała przestrzeń, w której zapach świeżo mielonej kawy miesza się z cichym mruczeniem kotów. Kocia Kawiarenka „Tom” – jedyna taka w mieście – otworzyła się 28 maja i od razu przyciągnęła spojrzenia przechodniów zaglądających przez jej duże, jasne okna.
Za tym miejscem stoi Wiktoria Niesteforenko, która marzyła o stworzeniu miejsca, którego w Rudzie Śląskiej brakowało – cichego azylu, w którym człowiek może odetchnąć, a koty są pełnoprawnymi gospodarzami. Wszystko zaczęło się od formalności – wymagane zgody Sanepidu, wnioski urzędowe, miesiące oczekiwania, rozpoczęcie remontu po uzyskaniu kompletu pozwoleń – wszystko to sprawiało, że lokal długo stał pusty, generując koszty, zanim mógł przyjąć pierwszych gości. Do tego codzienność: sterylna czystość, szorowanie wnętrza kilka razy dziennie, organizowanie odpowiedniej przestrzeni dla kocich rezydentów. Ale Wiktoria dopięła swego.

Nazwa kawiarni nawiązuje do jej najbardziej charakterystycznego mieszkańca. Tom, srebrzysty kocur o miękkim spojrzeniu i odwadze gospodarza, stał się „twarzą” miejsca. Wita gości przy drzwiach, zagląda do torebek, czasem siada przy stoliku, towarzyszy przy filiżance kawy. To jedyny kot, któremu właścicielka zmieniła imię – poprzednie było zbyt trudne, a Tom nie reagował na nie. Nowe przyjął natychmiast, jakby wiedział, że zaczyna swój nowy rozdział. Obok niego mieszka tu ciekawe kocie towarzystwo: czujni obserwatorzy Eliot i Emir, zgrane trio Sendi, Stefan i grafitowa Busia, towarzyska Cindy oraz Masia – spokojna i piękna kotka, która trafiła tu po tym, gdy jej opiekunka musiała wyjechać do Kanady. Każde z nich ma swoją historię, temperament i ulubione miejsce w kawiarni. Wnętrze zaprojektowano tak, by to koty czuły się tu najlepiej. Duże okna dają im światło i widok na ulicę, a pod sufitem biegnie system kładek, rur i drabinek, po których mogą poruszać się ponad głowami gości i przemieszczać między salkami. Na ścianach wiszą drapaki, w kątach stoją miękkie legowiska, a w cichych strefach czekają budki na popołudniowe drzemki. To przestrzeń, która żyje ich rytmem. Co ważne, wszystkie koty przeszły komplet badań zaleconych przez lekarza weterynarii i są pod stałym nadzorem specjalisty. To fundament funkcjonowania kawiarni – dopiero zdrowe, dobrze zaopiekowane zwierzęta mogą tworzyć atmosferę spokoju, która płynie z tego niezwykłego miejsca.

Równie starannie zadbano o komfort gości. Dzięki systemowi odświeżaczy powietrza, pracujących w obu salkach, w kawiarni panuje zaskakująco świeży, czysty zapach – bez charakterystycznej „kociej nuty”, której obawiają się osoby odwiedzające takie miejsca po raz pierwszy. To przestrzeń, w której naprawdę można odetchnąć pełną piersią.
Architektura wnętrza – i sama obecność zwierząt – tworzą warunki do czegoś więcej niż samo picie kawy. To miejsce, w którym doświadcza się … felinoterapii. To pełnoprawna, oparta na badaniach forma wyciszenia, ponieważ kontakt z kotem realnie obniża poziom stresu i napięcia. Koty wręcz „wymuszają” spokój, skupienie na chwili, miękkość i delikatność gestów. Wiktoria mówi, że kiedy człowiek zaczyna je głaskać, naprawdę zapomina o problemach – bo koty potrafią pochłonąć całą uwagę.

Jest pyszna kawa, herbaty, ciasta, lody, napoje, a kawiarnia pomyślała także o najmłodszych. W menu pojawiły się urocze babeczki z motywem kotków, wypiekane przez rzemieślników z Katowic. Wiktorii zależy, by były dostępne cenowo – tak, by każda rodzina mogła pozwolić sobie na małą słodką chwilę. Choć lokal działa dopiero od końca maja, Wiktoria myśli już o przyszłości. Marzy, by kawiarnia stała się kiedyś miejscem adopcyjnym – bo koty są w pełni zsocjalizowane, otwarte, gotowe na nowe domy. Ale podkreśla jedno: najważniejsze jest ich szczęście. Chce, by ludzie widzieli, jak bardzo są tutaj kochane.
Wielu mieszkańców przechodzących obok kawiarni wciąż tylko zagląda przez szyby, niepewnych, czy można wejść. Można – i warto. Kawiarenka „Tom” czeka codziennie , wystarczy przekroczyć próg, zamówić filiżankę kawy i pozwolić, by Tom, Eliot, Emir, Sendi, Stefan, Busia, Cindy i Masia zrobili to, co potrafią najlepiej: rozbroili codzienny stres sesją profesjonalnego mruczenia.
Tekst i foto: bl
Autor wpisu


