Największą motywacją pozostają mieszkańcy
Marzenia o skutecznym pomaganiu ludziom zderzyły się z procedurami i samorządową rzeczywistością. Mimo to, jak podkreśla radny, po dwóch latach pracy w Radzie Miasta nic nie zmieniło jego przekonania, że najważniejsze są sprawy mieszkańców. Rozmowa na półmetku kadencji z Arkadiuszem Pilarzem.

– Z jakimi planami Pan wchodził do rady debiutując w tej kadencji?
– Przede wszystkim z przekonaniem, że jestem tu, w Radzie, dla mieszkańców. Nie traktowałem funkcji radnego jako formalnego obowiązku ograniczającego się do sesji czy głosowań. Najważniejsza była możliwość realnego działania i pomagania ludziom. Szybko przekonałem się, jak różnorodne są problemy mieszkańców. Z jednej strony dotyczą spraw całych dzielnic, infrastruktury czy inwestycji, z drugiej bardzo osobistych kwestii związanych z mieszkaniem, zdrowiem, sytuacją materialną czy bezpieczeństwem. Wtedy jeszcze mocniej zrozumiałem, że rola radnego polega przede wszystkim na słuchaniu ludzi i szukaniu możliwości pomocy. Największą satysfakcję dają mi sytuacje, kiedy udało się pomóc konkretnym osobom, szczególnie tym znajdującym się w trudnym położeniu życiowym. To właśnie takie momenty przypominają mi, dlaczego zdecydowałem się kandydować. Wejście do samorządu było naturalną kontynuacją działalności społecznej, którą prowadziłem wcześniej. Angażowałem się w akcje charytatywne, współtworzyłem fundację, działałem w stowarzyszeniach i świetlicach środowiskowych. Uznałem, że samorząd daje możliwość działania na większą skalę i wpływania na decyzje ważne dla mieszkańców. Dziś wiem, że była to dobra decyzja, choć rzeczywistość samorządowa okazała się bardziej wymagająca, niż zakładałem. Nie wszystko wygląda tak, jak sobie wyobrażałem, ale każda sprawa zakończona sukcesem utwierdza mnie w przekonaniu, że warto pracować dla mieszkańców.
– Co w połowie kadencji udało się już zrealizować?
– Oczywiście, ważne są uchwały, zadania wpisane do budżetu czy projekty, o które zabiegaliśmy jako klub radnych. Wiele z nich było realizacją postulatów zgłaszanych jeszcze podczas kampanii. Największą satysfakcję daje mi jednak pomoc mieszkańcom. Kiedy organizowałem pierwsze dyżury radnego, byłem przekonany, że nikt się na nich nie pojawi. Tymczasem już wtedy zgłosiło się wiele osób potrzebujących wsparcia. Do dziś mieszkańcy przychodzą z różnymi problemami i nadzieją, że uda się znaleźć rozwiązanie. Nie wszystkie sprawy kończą się sukcesem, ale wiele udało się rozwiązać lub przynajmniej skierować na właściwe tory. Przez te dwa lata przekonałem się, że mieszkańcy nie zawsze wiedzą, jakie są możliwości radnego. Samorząd działa w określonych ramach prawnych, a radny nie może samodzielnie rozwiązać każdego problemu. Może jednak inicjować działania, zgłaszać postulaty, kontrolować pracę organu wykonawczego i nagłaśniać sprawy ważne dla mieszkańców. Staram się wykorzystywać wszystkie te możliwości jak najlepiej. Łącznie podczas wyborów zaufało mi około dziewięć tysięcy osób. To dla mnie nie sukces wyborczy, lecz zobowiązanie do dalszej pracy.
– Praca w Radzie Miasta: marzenia a rzeczywistość…
– Moim marzeniem było pomaganie ludziom na większą skalę i realny wpływ na sprawy miasta. Rzeczywistość okazała się jednak bardziej złożona. Oprócz chęci działania trzeba mierzyć się z procedurami, przepisami i wieloma czynnikami, na które nie ma się bezpośredniego wpływu.
Przed zdobyciem mandatu wydawało mi się, że samorząd jest przede wszystkim przestrzenią otwartej debaty i wspólnego poszukiwania najlepszych rozwiązań. Dziś wiem, że nie zawsze wygląda to tak, jak wyobrażają sobie mieszkańcy. Jednym z trudniejszych doświadczeń była utrata funkcji przewodniczącego Rady Miasta. Nie chodzi o samo stanowisko, ale o rozczarowanie poziomem debat i podejściem do zadawania pytań. Uważam, że radni mają prawo pytać, by świadomie podejmować decyzje. Niestety, takie pytania bywają odbierane politycznie. Mam też wrażenie, że niektóre pomysły ocenia się bardziej przez nazwisko autora niż ich znaczenie dla miasta. Wielu radnych darzę szacunkiem i od wielu nauczyłem się cierpliwości oraz spojrzenia na problemy z różnych perspektyw. To jedna z najważniejszych lekcji, jakie wyniosłem z pracy w samorządzie. Największą motywacją pozostają mieszkańcy. To dla nich od początku angażuję się w samorząd i nadal będę reprezentować ich sprawy, zabiegać o rozwiązania problemów oraz pracować na rzecz miasta najlepiej, jak potrafię. Przez te dwa lata wiele rzeczy mnie zaskoczyło, niektóre rozczarowały, ale nic nie zmieniło mojego przekonania, po co przyszedłem do samorządu. Największym dowodem, że warto, jest zaufanie mieszkańców. Funkcje i stanowiska są tylko etapem. Ważne jest to, czy po latach będzie można spojrzeć ludziom w oczy i zapewnić, że zrobiło się dla nich wszystko, co było możliwe.
– Dziękuję za rozmowę.
Tekst i foto: BL
Autor wpisu