Malowany Las. Jacek Bogucki i jego oniryczna opowieść o naturze
W świecie, w którym technologia dąży do perfekcyjnej ostrości obrazu, Jacek Bogucki proponuje zupełnie inną, niemal oniryczną wizję rzeczywistości. Urodzony w 1991 roku w Katowicach artysta na co dzień pracuje w surowych, precyzyjnych warunkach — jako alpinista przemysłowy i przewodnik beskidzki. W fotografii jednak porzuca detal na rzecz plamy, rytmu i emocji. Jego projekt „Malowany Las” to nie tylko dokumentacja natury, ale osobisty zapis relacji człowieka z żywym, zmiennym organizmem, jakim jest las.
Zamiast klasycznych krajobrazów Bogucki serwuje widzom impresjonistyczne kompozycje, w których aparat staje się pędzlem, a światło — farbą. Podstawą tej wizji jest technika świadomego ruchu aparatu, ICM, którą autor nazywa „cyfrowym malarstwem”. Pomysł narodził się przypadkiem podczas spaceru. Jak wyjaśnia – Ten efekt uzyskuje się dzięki fotografowaniu na dłuższym czasie naświetlania. Gdy migawka jest otwarta, światło zaczyna budować obraz. W moich pracach używałem najczęściej jednej dwudziestej sekundy, czasem jednej piątej. A potem dochodzi ruch — to on tworzy tę malarską miękkość. Drzewa są pionowe, więc zacząłem poruszać aparatem pionowo. Myślałem, że odkryłem coś nowego, ale wszystko zaczęło się przypadkiem: miałem kartę pamięci, na której mieściło się tylko czterdzieści zdjęć, więc musiałem podejść do tematu kreatywnie.
Technika, choć pozornie prosta, wymaga cierpliwości i precyzji. Bogucki przyznaje: – Żeby uzyskać idealny efekt, czasem trzeba próbować dwadzieścia razy. Ludzie często pytają, czy te zdjęcia są robione ze statywu, bo wyglądają bardzo równo. A to wszystko jest z ręki. Dzięki temu fotografie przypominają obrazy — olejne, akwarelowe, a czasem nawet gwasz gdy w kadrze są tylko biele, czernie i szarości. W cyklach jesiennym i zimowym artysta wzbogaca warsztat o błysk lampy, który „zamraża” ruch liści lub płatków śniegu na tle rozmytego ruchem tła. Jak tłumaczy: – Kiedy liście opadały, dostosowywałem ruch aparatu do ich spadania, a błysk lampy „zatrzymywał” je w kadrze. Wymarzyłem sobie takie zdjęcia i polowałem na odpowiedni moment. Siedziałem w Lesie Murckowskim, przy bukach, i fotografowałem. I naprawdę się tym cieszyłem, bo to, co sobie wyobraziłem, udało się osiągnąć. Podobny zabieg stosuje zimą:, padający śnieg jest doświetlony lampą, a pionowy ruch aparatu rozmazuje tło. To zmienia fotografię w obraz, impresjonistyczny z samego założenia i efektu końcowego. Choć technika ma swoją nazwę, Bogucki nie przywiązuje się do jej formalnego określenia: – To się nazywa ICM, ale nie przepadam za technicznymi określeniami – zupełnie niepotrzebnie zamykają w ramach. Wolę mówić o cyfrowym malarstwie. To określenie mi pasuje.
„Malowany Las” jest hołdem dla cykliczności natury, podzielonym na cztery akty odpowiadające porom roku. Wiosna w obiektywie Boguckiego to radosna eksplozja odrodzenia i lekkości. Lato tętni intensywnością życia ukrytą w „zielonej ciszy”. Jesień przynosi melancholijną dojrzałość szarości i fioletów, a zima – minimalizm i pełne nadziei trwanie.
Piąta edycja „Malowanego Lasu” zagościła w industrialnych wnętrzach Stacji Biblioteka w Chebziu. Wernisaż, który odbył się 7 lipca, zgromadził miłośników sztuki wokół prac ułożonych według kodu kolorystycznego — od bieli i żółci, przez zielenie, aż po fiolety i czerwienie z następnymi kroplami żółci.
Dla kolekcjonerów artysta przygotował unikalny album artystyczny. To ręcznie wykonane dzieło, w którym fotografie wydrukowano na papierze czerpanym z Muzeum Papiernictwa w Dusznikach – Zdroju i oprawiono w dębowe deski, dzięki czemu każdy egzemplarz jest niepowtarzalny. „Malowany Las” jest zaproszeniem do zatrzymania się w biegu i spojrzenia na las jako źródło wewnętrznej siły, ciszy i powrotu do samego siebie. Bo – jak śpiewa Kuba Sienkiewicz – w spojrzeniu ptaków, w mowie przestrzeni, rodzi się spokój, mówią, po jednym roku, leczą się myśli…








Autor wpisu


