20 Września – Dziś świętują: Agnieszka, Barbara, Dionizy.

50. wystawa Grzegorza Haiskiego

50. wystawa Grzegorza Haiskiego
20 września, 2026

10 września Galeria Fryna w Śląskim Teatrze Impresaryjnym im.H.Bisty wypełniła się gośćmi, którzy przyszli świętować pięćdziesiątą indywidualną wystawę Grzegorza Haiskiego. Rodzina, przyjaciele i miłośnicy jego twórczości stworzyli atmosferę ciepła i życzliwości – a wnuki artysty dopełniły ekspozycję swoimi własnymi pracami, sugerując naturalną ciągłość rodzinnej pasji.

Grzegorz Haiski, od lat związany z Rudą Śląską, tworzy obrazy olejne, akrylowe i akwarelowe, swobodnie łącząc techniki. Pracował w wielu grupach artystycznych, uczestniczył w międzynarodowych plenerach, a jego dorobek – nagrodzony Srebrnym Medalem „Labor Omnia Vincit” – znajduje się w muzeach i kolekcjach prywatnych w całym regionie. W Galerii Fryna zobaczyliśmy artystę w pełni jego wrażliwości. Haiski zatrzymuje to, co znika: miejsca, krajobrazy, fragmenty śląskiej codzienności. Jego obrazy są kroniką, która nie pozwala odejść temu, co ważne. Wśród prac znalazły się jesienne aleje i monumentalna panorama „Cztery pory roku”, pokazująca upływ czasu w szlachetnej prostocie, a jednocześnie – kompletnie.

Artysta mówił o swoim życiu spokojnie, bez emfazy, ale z wielką szczerością. Wyznał, że jego życie to lista spełnionych marzeń – tych małych, codziennych, i tych, które prowadziły go przez kolejne dekady twórczości, jak ślub i wymarzona towarzyszka życia i artystycznej drogi. Mówił o malowaniu jak o darze, który nie tylko pozwalał mu tworzyć, ale też porządkował świat, nadawał mu sens i rytm. Opowiadał o wystawach, które były dla niego kamieniami milowymi: pierwszej, która dodała mu odwagi; tych późniejszych, które otwierały kolejne drzwi, i tej obecnej, pięćdziesiątej, która stała się dla niego momentem podsumowania. Podkreślił, że ta właśnie wystawa jest czymś więcej niż jubileuszem – jest potwierdzeniem, że warto było iść tą drogą. Wieczór dopełnił kameralny koncert dwóch młodych artystek. Skrzypce i klawisze stworzyły miękki, jazzowy klimat, idealny na wrześniowy wernisaż. Gdy zabrzmiał „Unforgettable”, stało się jasne, że to słowo najlepiej opisuje cały wieczór – niezapomniany.

Haiski zapowiedział, że to jego ostatnia wystawa indywidualna. Czy tak będzie – czas pokaże. Atmosfera tego spotkania, bogactwo barw i pogoda ducha, którą wnosi jego malarstwo, aż proszą się, by wracać do miejskiej przestrzeni jeszcze nie raz.              

Tekst i foto: BL

Autor wpisu

REDAKCJA
REDAKCJA