12 Czerwca – Dziś świętują: Antonina, Jan, Leon.

Architekt dźwięku

Dawid Szefer, znany w świecie streamingowej muzyki jako DSM, mieszka z rodziną w Goduli i pracuje – jak każdy trzydziestolatek. Różni go jedno: nocami buduje muzyczne światy, korzystając wyłącznie ze smartfona. Tworzy autorskie elektroniczne brzmienia, bez granic, bez definicji. Jego utwór „Night”, wyemitowany w Radiu Katowice, stał się pierwszym sygnałem, że to, co tworzy po godzinach, może trafić do szerszej publiczności.

Jego historia zaczyna się jednak dużo wcześniej, w szkolnej sali w Nowym Bytomiu. – Wszystko zaczęło się od taty, który zapisał mnie i brata do szkoły muzycznej – wspomina. Uczył się gry na fortepianie i akordeonie, pod okiem Mirosława Krause i Magdaleny Bonk. Klasyczne podstawy były solidne, ale życie szybko zweryfikowało plany. – Na ostatnim roku musiałem rzucić szkołę, bo musiałem iść do pracy. Sytuacja była trudna. Przez lata nie dotykał instrumentów. Zamiast tego zaczął tworzyć na telefonie – z konieczności, ale też z uporu. „Klikając”, jak mówi, choć za tym prostym słowem kryje się proces, który dziś nazywa „architekturą dźwięku”. Najpierw szkic w jednej aplikacji, potem przeniesienie projektu do bardziej zaawansowanego programu. – Najpierw robię akordy, linię melodyczną. Gdy czuję, że program już nic więcej mi nie da, przenoszę projekt dalej i dopieszczam szczegóły.

Choć pracuje w wielu aplikacjach, nie traktuje muzyki jak technicznego zadania. – Nie planuję z góry brzmienia utworów. Jeżeli coś czuję w sobie, to wtedy otwieram program. Układam, aż zacznie brzmieć to, co mam w środku. To, co ma w środku często bywa melancholią. – Moja twórczość to jednak nie tylko smutek i melancholia,  ale też mroczna, intensywna energia i soniczna potęga, moc,  siła i konsekwencja, i to właśnie ubieram w melodię i rytm.

Przełomem okazał się utwór „Night”. – Wyobrażałem sobie faceta siedzącego w wieżowcu w Katowicach czy Warszawie, który w nocy rozmyśla nad życiem. Nie o problemach, po prostu… snuje refleksje, duma… To najlżejszy utwór w jego dorobku, a jednocześnie pierwszy, który trafił do radia. Choć jego muzyka obecna jest na muzycznych platformach streamingowych, to postanowił wysłać go do radia, „na próbę”, żeby sprawdzić, czy w ogóle się nadaje. Nadał się. „Night” wybrzmiał w Radio Katowice.

DSM podkreśla, że jego muzyka jest w pełni autorska. – Nie chcę używać sampli z lat 80., 90.  Wolę zrobić wszystko sam, od podstaw. To konsekwencja, która wyróżnia go na tle wielu twórców elektronicznych. Choć jego studio mieści się w kieszeni, marzenia są większe. – Chciałbym w końcu wyjść z muzyką do ludzi. Zacząć lokalnie, choćby na Burlochu. A potem – może festiwale? Kto wie? Do tego potrzebuje jednak sprzętu: laptopa, konsoli, możliwości miksowania na żywo. Ale jednak wyznaje: – Najbardziej by mnie cieszyło, gdyby ludzie utożsamiali się ze mną i poczuli to, co ja. W przyszłości chce spróbować trance’u. – Dodałbym trochę podniosłości, takiego światełka w tunelu w  moich utworach. Bo choć jego twórczość wyrasta z melancholii, nie zatrzymuje się w niej na zawsze. –  Moja muzyka ewoluuje wraz ze mną przez cały czas. To, co tworzę dzisiaj to odzwierciedlenie mojej obecnej wewnętrznej siły i determinacji by wejść na poziom światowy. Każdy mój utwór to kolejny krok na tej drodze, zarówno jako artysty, jak i człowieka – podsumowuje Dawid.

DSM łączy pracę, rodzinę i tworzenie muzyki, często kosztem snu. Jego muzyka – nocna, intuicyjna – pokazuje, że prawdziwa pasja nie potrzebuje idealnych warunków. Potrzebuje tylko człowieka, który ma coś do powiedzenia. A Dawid mówi muzyką, którą buduje jak architekt: warstwa po warstwie, emocja po emocji.                  

BL

Foto: arch. prywatne

Autor wpisu

REDAKCJA
REDAKCJA