12 Lipca – Dziś świętują: Andrzej, Euzebiusz, Feliks.

Od marketingu do dumy z własnej tożsamości

Od marketingu do dumy z własnej tożsamości
23 czerwca, 2026
Za nami dwa lata intensywnej pracy w ramach projektu „Laboratoria czwartej przyrody: aktywizacja społeczności lokalnych w kierunku zielonej transformacji i rozpoznawania lokalnego dziedzictwa antropocenu”, realizowanego przez Śląski Inkubator Przedsiębiorczości w partnerstwie z Uniwersytetem Śląskim i Stowarzyszeniem TURuda. Przez ten czas opisywaliśmy wielkie zmiany jakie zachodzą wśród nas i obok nas. Pisaliśmy o kulturze, tradycji i o tym, jak przemysłowe dziedzictwo kształtuje nasze otoczenie. Wszystkie nasze spotkania i rozmowy doprowadziły do jednego, najważniejszego wniosku. Na sam koniec widać wyraźnie, co jest najgłębszym rdzeniem naszej tożsamości i co absolutnie każdy z nas powinien chronić – to naszo godka, język śląski, to, kim rzeczywiście jesteśmy na co dzień. Tak po prostu, bez sztuczności. Spacerując ulicami śląskich miast, nie sposób nie zauważyć, jak ogromna zmiana zaszła w ostatnich latach. Śląszczyzna, przez całe dekady spychana wstydliwie do domowej kuchni, dziś coraz śmielej wychodzi do ludzi. Widzimy ją na szyldach, sklepowych wystawach, reklamach, na tablicach w urzędach. To, co kiedyś próbowano umniejszać i nazywano tylko „gwarą”, staje się dziś językiem nowoczesnego Śląska, a przede wszystkim – głośnym, publicznym i dumnym wyznaniem: „Jestem stąd”.

Język jako marka

Wszystko zaczęło się oddolnie, od nas samych. Lokalni właściciele biznesów zaczęli sięgać po śląskie słowa, żeby pokazać swoje przywiązanie do regionu i skrócić dystans do klienta. Kawiarnia „Cafe Byfyj”, sklep „Biksa”, marka „Gryfnie” czy jubiler „Keta Gold” to świetne przykłady na to, jak śląskie nazwy budują domowy, przyjazny klimat i stają się lokalnym znakiem jakości.

Prawdziwym przełomem było jednak to, że po śląszczyznę sięgnęły światowe marki, takie jak Coca-Cola, Samsung czy Allegro. Ich spece od marketingu szybko zrozumieli, że mówienie do nas w naszym własnym języku po prostu się opłaca. Śląski przestał kojarzyć się wyłącznie z kabaretem, przaśnym folklorem czy opowieściami starszego pokolenia – stał się pełnoprawnym, nowoczesnym narzędziem komunikacji, które doskonale sprawdza się w biznesie. 

Co ciekawe, to, jak zapisujemy śląskie słowa, ma ogromne znaczenie. Na naszych ulicach toczy się ukryta bitwa o litery. Zapisywanie śląskich haseł fonetycznie, według zasad polskiej ortografii, często sprawia wrażenie, że śląski jest tylko „gorszą”, zniekształconą wersją polszczyzny. Dlatego tak ważny stał się jednolity zapis – na przykład tzw. ślabikŏrzowy szrajbōnek. Dla wielu śląskich aktywistów, pisarzy, naukowców, własna pisownia to kluczowy krok do tego, by śląszczyzna była traktowana z należytym szacunkiem i powagą.

Oficjalnie i bez kompleksów

Obecność śląskiego w przestrzeni miast to jednak coś więcej niż chwytliwe hasła reklamowe. To ważny głos w dyskusji o naszych prawach. Coraz więcej instytucji i miast wprowadza śląski do codziennego życia. Chorzów czy Rybnik witają podróżnych napisami po śląsku, łącząc oficjalne działania promocyjne z oczekiwaniami mieszkańców. Miejsca takie jak Muzeum Hutnictwa w Chorzowie używają śląszczyzny jako pełnoprawnego języka, w którym opisuje się wystawy i oprowadza gości. Nikogo już nie dziwią tabliczki „Tu godomy po ślonsku” przed gabinetami chociażby w Urzędzie Miasta w Rudzie Śląskiej, w sklepach czy bankach.

I to jest niezwykle ważne. Jeśli język znika z ulic, łatwo go wtedy zamknąć w czterech ścianach jako coś „domowego”, co nie pasuje do poważnych, oficjalnych sytuacji. Napisy, szyldy, które widzimy każdego dnia w drodze do pracy czy szkoły, są najlepszym dowodem na to, że nasza kultura żyje i ma się świetnie.

Nasz własny, niepowtarzalny kod

W całym procesie zmian wreszcie warto powiedzieć jedno: nie wolno nam wstydzić się swojego akcentu, melodii języka czy twardej wymowy! Przez lata wmawiano nam, że to błąd, coś gorszego, tymczasem prawda jest zupełnie inna. Język polski i śląski nie muszą ze sobą walczyć – one harmonijnie się łączą, przeplatają i tworzą nasz własny, unikalny kod komunikacyjny. To jest coś, co nas wyróżnia. I nie to jest powód do skrępowania, ale nasza wielka, wyjątkowa wartość i dziedzictwo, które powinniśmy pielęgnować.

Widoczność godki rośnie z każdym dniem. Niezależnie od politycznych dyskusji o nadaniu jej statusu języka regionalnego, to mieszkańcy, Ślązacy decydują o jej losie. Używanie jej – tak naturalnie, prosto z serca – to najlepszy, osobisty manifest tożsamości. Jeden z młodych śląskich autorów, Mateusz Siedlich, mówiący piękną, wręcz literacką polszczyzną, wtrąca słówko „bestóż” tak autentycznie i bezpretensjonalnie, że bez tego jednego wyrazu jego wypowiedzi straciłyby całą swoją śląską duszę. Wojciech Miliczek, laureat tytułu „Pszociel ślonski godki”, skutecznie promuje ją wśród młodych. A Krystian Gałuszka konsekwentnie pokazuje jak piękna i głęboka może być współczesna śląska poezja.

Mądra i sprawiedliwa transformacja Śląska to nie jedynie nowe inwestycje i dbałość o przyrodę, lecz przede wszystkim troska o to, kim jesteśmy. Dlatego kończąc projekt „Laboratoria czwartej przyrody…”, przypominamy pierwsze, najważniejsze przykazanie dla ocalenia naszej tożsamości, kultury i korzeni.

Pierwsze i najważniejsze: GODAĆ!

Barbara Lemanik

Autor wpisu

REDAKCJA
REDAKCJA