Zaginiony powstaniec
Piotr Pierończyk od dziesięcioleci spoczywa na cmentarzu w Czarnym Lesie. Rodzina wiedziała, że walczył w powstaniach śląskich. W domu przechowywano Śląski Krzyż Powstańczy i Brązowy Krzyż Zasługi. Krążyły opowieści o obozie koncentracyjnym i dramatycznym powrocie do domu. Jednak pamięć rodzinna to jedno, a oficjalne potwierdzenie historii przez państwowe instytucje - to drugie.
To właśnie dlatego jego prawnuczka Katarzyna Poledniok wraz ze swoją mamą rozpoczęły poszukiwania dowodów na jego powstańczą przeszłość. – Główną inicjatorką i pomysłodawczynią całego przedsięwzięcia była moja mama . Zaczęło się od bardzo konkretnego pytania: skoro pradziadek był powstańcem śląskim, a jego i prababci grób nadal istnieje, to czy istnieje możliwość ufundowania przez Instytut Pamięci Narodowej zestandaryzowanego nagrobka, jaki przyznaje się weteranom walk o wolność i niepodległość? Chciałyśmy po prostu sprawdzić, czy da się cokolwiek w tej sprawie zrobić.
Szybko okazało się, że sama rodzinna pamięć nie wystarczy. Potrzebne były twarde dowody. Archiwalne ślady, które pozwoliłyby Instytutowi Pamięci Narodowej potwierdzić powstańczą działalność Piotra Pierończyka, pradziadka pani Katarzyny. – Musiałyśmy przedłożyć dokumenty i bezspornie udowodnić, że pradziadek istotnie brał udział w powstaniach śląskich. Tak rozpoczęło się śledztwo prowadzące przez archiwa, parafie i urzędy.
Piotr Pierończyk urodził się 25 maja 1884 roku w Łanach, w powiecie gliwickim. Był synem Jana Pierończyka i Julianny z domu Stypa. Przez wiele lat pracował w Hucie Pokój. Należał do Polskiej Organizacji Wojskowej i brał czynny udział w I, II oraz III powstaniu śląskim.
Po zakończeniu walk działał również w Związku Powstańców Śląskich. Wiele takich historii przez lata funkcjonowało jedynie w rodzinnych przekazach. Trzeba było odnaleźć dokumenty, które wytrzymają historyczną weryfikację. Przełom przyszedł z nieoczekiwanej strony. – Niezwykłe było to, że mocny dowód znalazłam w niemieckich archiwach z czasów II wojny światowej.

W piśmie informującym o skazaniu pradziadka na pobyt w niemieckim obozie koncentracyjnym, obok starannie zapisanych danych osobowych, znajdowała się rubryka dotycząca przynależności organizacyjnej. Wpis brzmiał jednoznacznie: „Związek Powstańczy”. To sami Niemcy pozostawili pisemne świadectwo jego działalności i życiorysu – podkreśla pani Katarzyna.
To odkrycie miało szczególną wartość. Nie był to już rodzinny przekaz ani wspomnienie, lecz oficjalny dokument sporządzony przez niemiecką administrację, która odnotowała powstańczą przeszłość Piotra Pierończyka kilka lat po zakończeniu walk. Do odnalezionego dokumentu dołączono przechowywane przez rodzinę odznaczenia: Śląski Krzyż Powstańczy oraz Brązowy Krzyż Zasługi. Materiał dowodowy stawał się coraz mocniejszy. Przy okazji poszukiwań dokumentów Katarzyna i jej mama zaczęły odkrywać również rodzinne korzenie.
– Usiadłyśmy z mamą w kancelarii parafialnej w Chechle. Ksiądz proboszcz przyniósł pokaźną księgę urodzeń z końca XIX wieku, gdzie odnaleźliśmy wpis dotyczący narodzin mojego pradziadka Piotra.- opowiada pani Katarzyna. W kolejnych zapisach odnaleziono także informacje o rodzeństwie przyszłego powstańca, jego rodzicach i rodzinnych powiązaniach. Im więcej dokumentów trafiało do rodzinnego archiwum, tym pełniejszy stawał się obraz człowieka, który poświęcił swoje zdrowie i młodość walce o polski Śląsk. We wrześniu 1939 roku został aresztowany przez Gestapo. Trafił do KL Buchenwald. Po blisko dziesięciu miesiącach wrócił do domu skrajnie wycieńczony.
– Był rok 1940. W środku nocy ktoś nagle zaczął pukać do drzwi mieszkania, prababcia mocno się przestraszyła, przecież w tamtych czasach nocne pukanie oznaczało najgorsze. Ale zza drzwi dobiegł bardzo słabiutki głos: „Helena…”. Prababcia otworzyła drzwi. Wrócił cień człowieka. Z opowiadań wujka wiem, że przed wojną pradziadek Piotr był niezwykle postawnym, barczystym mężczyzną – bardzo silnym, mającym w sobie mnóstwo krzepy. Kiedy zestawiam ze sobą te dwa obrazy – mocarnego mężczyzny i człowieka, który po obozie wrócił jako własny cień – głęboko to przeżywam – mówi pani Katarzyna.
Zmarł 23 grudnia 1955 roku w Nowym Bytomiu. Spoczął na cmentarzu parafialnym w Czarnym Lesie, gdzie do dziś znajduje się jego wspólny grób z żoną Heleną. Po wielu latach, w 2025 roku Piotr Pierończyk został oficjalnie uznany przez Instytut Pamięci Narodowej za weterana walk o wolność i niepodległość Polski. Tym samym rodzina uzyskała dokument, który stał się symbolicznym zwieńczeniem kilkuletnich poszukiwań. Wyrazem pamięci o pradziadku było ufundowanie przez Instytut Pamięci Narodowej w lipcu 2026 roku nagrobka – widnieje na nim krzyż powstańczy, przywrócenie pamięci o powstańczej historii Piotra Pierończyka. Dziś na cmentarzu w Czarnym Lesie spoczywa mieszkaniec dawnego Nowego Bytomia – powstaniec śląski, którego historia została opowiedziana na nowo. – Bardzo żałuję, że mama nie doczekała chwili, w której IPN przychylił się do naszych starań…- przyznaje pani Katarzyna.
Paradoksalnie, mimo całego wysiłku włożonego w odtworzenie jego życiorysu, jedna z najważniejszych rzeczy pozostaje nieznana. – W naszym albumie rodzinnym nie ma ani jednego zdjęcia pradziadka. Po śmierci prababci w 1978 roku w rękach mojej mamy znalazły się Śląski Krzyż Powstańczy, Brązowy Krzyż Zasługi oraz kilka dokumentów rodzinnych. Wśród zachowanych pamiątek nie było jednak zdjęć pradziadka. Prababcię Helenkę znam z fotografii. Mama stworzyła piękny kolaż czterech pokoleń kobiet naszej rodziny. Jest na nim prababcia, babcia, mama i ja. Kiedy patrzę na to zdjęcie, widzę ciągłość, podobieństwa i historię zapisaną w twarzach kolejnych pokoleń. Ale twarzy pradziadka Piotra nie znam – dodaje.
Być może właśnie ten brak obrazu pradziadka sprawił, że rodzinne poszukiwania nabrały dla Katarzyny jeszcze głębszego znaczenia. Gdy nie można spojrzeć przodkowi w oczy uwiecznione na starej fotografii, tym większej wartości nabierają dokumenty i wspomnienia przekazywane z pokolenia na pokolenie. Prowadzą do pytań nie tylko o historię jednej rodziny, ale również o znaczenie patriotyzmu i tożsamości we współczesnym świecie.
– Myślę, że definicja patriotyzmu ewoluuje na przestrzeni dziesięcioleci. W dzisiejszych realiach patriotyzm nie oznacza przecież, że musimy ginąć za ojczyznę. Dzisiaj wyraża się on w prostych, codziennych sprawach: w tym, by być uczciwym człowiekiem, pielęgnować tradycje, dbać o historię i pamiętać o swoich przodkach. – stwierdza jasno Katarzyna Poledniok. Może właśnie dlatego ta historia jest czymś więcej niż rodzinną opowieścią.
Tekst i foto: BL
23 października przy grobie Piotra Pierończyka na cmentarzu parafialnym w Czarnym Lesie odbędzie się uroczystość zorganizowana przez Instytut Pamięci Narodowej z udziałem władz Miasta Ruda Śląska. Będzie ona wyrazem pamięci i wdzięczności za jego patriotyczną postawę w walkach o przyłączenie części Górnego Śląska do odrodzonej Rzeczypospolitej Polskiej.
Autor wpisu