28 Września – Dziś świętują: Jan, Luba, Lubosza.

Magia Disneya po naszymu

Magia Disneya po naszymu
28 września, 2026

Elsa, Mulan, Arielka, Roszpunka... Księżniczki i wojowniczki, które od lat przypominają dzieciom na całym świecie, że warto wierzyć w siebie, podążać własną drogą i nie bać się marzeń. Piosenki z filmów Disneya trafiają do najmłodszych, ale równie mocno przemawiają do dorosłych, którzy odnajdują w nich własne emocje. 20 września podczas premiery spektaklu muzycznego „Disney po śląsku” w Śląskim Teatrze Impresaryjnym im. Henryka Bisty w Rudzie Śląskiej te ponadczasowe historie zabrzmiały wyjątkowo blisko. Wydarzenie, objęte patronatem Prezydenta Miasta Ruda Śląska Michała Pierończyka, pokazało jak połączenie disneyowskiej magii ze śląską godką może stworzyć widowisko poruszające serca widzów w każdym wieku.

Koncert rozpoczął się od nostalgicznego „Milion gwiazd na niebie lśni” z „Pinokia”. Zaśpiewany przez disneyowską wróżkę utwór stworzył na widowni atmosferę wzruszenia i powrotu do dzieciństwa. Jednak już po kilku minutach stało się jasne, że twórcy przygotowali znacznie więcej niż sentymentalną podróż do krainy wspomnień. Muzyka przyspieszyła, światła nabrały dynamiki, a scena wypełniła się ruchem, energią i radością, z której słyną najlepsze disneyowskie musicale.

Za tym niezwykłym przedsięwzięciem stoi Patrycja Zając, pomysłodawczyni, która koncert zorganizowała i w nim zaśpiewała. Z ogromną determinacją, pieczołowitością, precyzją i rzadko spotykaną wrażliwością muzyczną stworzyła widowisko kompletne. Ze sceny mówiła o swoim marzeniu, by stworzyć koncert łączący pokolenia. Dzieci odnajdywały na scenie ukochanych bohaterów, rodzice wracali do melodii znanych z ekranów, a dziadkowie odkrywali w tych opowieściach uniwersalne wartości. Każde pokolenie usłyszało coś swojego: słowo z przeszłości, znaną nutę albo zdanie, które przez lata stało się życiowym drogowskazem. Dla wielu takim momentem była choćby pieśń Elsy „Pokaż się”, mówiąca o odkrywaniu własnej tożsamości, innych poruszył niezapomniany hit „Miłość rośnie wokół nas ” z Króla Lwa, jeszcze innych przebojowy miks rodem z „Herkulesa”.

Muzyczną stronę koncertu współtworzył kierownik muzyczny Grzegorz Kasperczyk, który nadał aranżacjom szlachetność i rozmach. Za realizację nagrań oraz nagłośnienie odpowiadała Klaudia Fredrych z Fredsound, a choreografię przygotowała Dominika Jaenel.

Jednym z największych atutów spektaklu okazały się tłumaczenia autorstwa Anny Morajko-Fornal. Przekładając disneyowskie teksty na język śląski, nie odebrała im emocji ani nie zamieniła ich w językową ciekawostkę. Przeciwnie. Odnalazła w śląskiej mowie słowa pełne czułości, dzięki którym opowieści o miłości, przyjaźni, odwadze i wierze we własne możliwości zabrzmiały niezwykle naturalnie. W pewnym momencie granica między tym, co disneyowskie, a tym, co nasze, niemal całkowicie się zacierała. Słuchając tych piosenek, mieliśmy wrażenie, że słuchamy po prostu o sobie.

Sercem widowiska byli jednak wokaliści. Ich profesjonalizm, zaangażowanie i autentyczna radość ze wspólnego śpiewania szybko udzieliły się publiczności. W sekcji sopranów wystąpiły: Martyna Hadrian, Maria Marzetz, Magdalena Wołek oraz Lidia Drożniewicz. Alty tworzyły: Aleksandra Jasica, Karolina Szczurek, Katarzyna Skrzypska, Magdalena Woźniak i Agnieszka Pielok-Opara. W partiach tenorowych usłyszeliśmy: Daniela Zarzyckiego, Krzysztofa Drożniewicza oraz Dawida Tkaczyka. Razem stworzyli zespół, który imponował nie tylko brzmieniem, ale przede wszystkim umiejętnością przekazywania emocji ukrytych w tych dobrze znanych melodiach.

Na osobne słowa uznania zasługuje również prowadzący koncert Marcin Boronowski. Dobry konferansjer wie, że nie jest głównym bohaterem wieczoru, lecz jego przewodnikiem. To sztuka rzadsza, niż mogłoby się wydawać. Boronowski poprowadził koncert z klasą, humorem i swobodą, ale przede wszystkim konsekwentnie kierował uwagę publiczności na scenę i występujących artystów, stworzył  im przestrzeń by mogli wybrzmieć w całej pełni. Zrobił to po mistrzowsku.

„Disney po Śląsku” okazał się czymś więcej niż koncertem. Był spotkaniem dwóch światów: uniwersalnych opowieści Disneya i śląskiej tożsamości. Pokazał, że śląska godka doskonale odnajduje się w świecie wielkich emocji i ponadczasowych historii, dodając im nie tylko naszych słów, ale i  śląskiej wrażliwości i głębi. A to chyba najlepszy dowód na to, że marzenie Patrycji Zając naprawdę się spełniło.

Owacje na stojąco, kwiaty, gratulacje i złoty deszcz konfetti były naturalnym finałem wieczoru. Gdy ucichły ostatnie brawa, pozostało jeszcze jedno odczucie: lekki niedosyt. Bo trudno było oprzeć się myśli, że istnieje jeszcze wiele disneyowskich przebojów, które po naszymu zabrzmiałyby równie pięknie, naturalnie i  prawdziwie. I nie tylko disneyowskich.

Tekst i foto: BL

Autor wpisu

REDAKCJA
REDAKCJA