20 Października – Dziś świętują: Irena, .

350 powodów, by odwiedzić rudzkie Muzeum

350 powodów, by odwiedzić rudzkie Muzeum
20 października, 2026

W miniony czwartek, 8 października, Muzeum Miejskie im. Maksymiliana Chroboka w Rudzie Śląskiej zamieniło się w tętniącą życiem skarbnicę wspomnień. Wszystko za sprawą wyjątkowego oprowadzania kuratorskiego po jubileuszowej wystawie „Skarby rudzkiego muzeum. Tradycja i teraźniejszość dla przyszłości”. Opowieści dwojga pasjonatów – historyka Ireny Twardoch i również historyka, ale z etnograficzną smykałką - Mateusza Kitla udowodniły, że muzeum to nie szklane gabloty, lecz żywe historie ludzi, pasji i niezwykłych zbiegów okoliczności.

Jubileusz 50-lecia rudzkiego muzeum stał się okazją do spotkania z ludźmi, którzy o jego zbiorach wiedzą najwięcej. Irena Twardoch i Mateusz Kitel nie tylko oprowadzali po wystawie, ale przede wszystkim odsłaniali historie, których nie sposób znaleźć na muzealnych tabliczkach. Choć początkowo planowano pokazać jedynie 50 obiektów symbolizujących pół wieku działalności placówki, ostatecznie jubileuszowa wystawa rozrosła się do 350 eksponatów.

Od 11 pomieszczeń do 25 tysięcy eksponatów

Sama historia rudzkiej placówki przypomina barwną powieść. Gdy w latach 1975-1976 Towarzystwo Przyjaciół Rudy Śląskiej organizowało muzeum przy ulicy Wolności, dysponowano zaledwie 11 pomieszczeniami i bazą 1200 eksponatów, zgromadzonych w wielkim pospolitym ruszeniu z udziałem m.in. uczniów i nauczycieli z Liceum Ogólnokształcącego w Kochłowicach. Dziś zbiory liczą ponad 25 000 obiektów, z których znacząca część trafiła do gablot dzięki niezwykłym zbiegom okoliczności, mądrości i życzliwości mieszkańców.

Wśród najstarszych sekretów Działu Historii znajdują się fragmenty kości, ząb i kieł mamuta, opatrzone w starych księgach zwięzłą adnotacją o pozyskaniu w czasach czynu społecznego, co do dziś owija ich odkrycie tajemnicą. Niezwykłym rarytasem kartograficznym jest również najstarsza mapa Śląska z 1544 roku autorstwa Sebastiana Münstera.

Skarby ocalone

Zaskoczenie zwiedzających wywołały anegdoty opowiadane przez Irenę Twardoch o tym, jak pozyskiwano do muzealnych zbiorów cenne eksponaty. Pewien mieszkaniec Strzelec Opolskich w 2013 roku oglądał program kulinarny Remigiusza Rączki i słysząc o Rudzie Śląskiej, przypomniał sobie o powstańczych medalach i dokumentach ojca pochodzącego z Nowodworu, zakopanych przed laty w ziemi w zwykłej puszce. Odnalazł więc je, po czym bezpłatnie przekazał muzeum cały zbiór ponad 50 cennych pamiątek. Z kolei dwa przedwojenne sztandary z Kochłowic przetrwały tylko dlatego, że czujny gospodarz szkolny zdziwił się, dlaczego paczka z makulaturą przyniesiona przez jedno z dzieci jest tak niezwykle ciężka. Inny skarb – kopalniane pieniądze zastępcze z Knurowa – odnaleziono pod drewnianą podłogą podczas remontu mieszkania przy kopalni Paweł, a zniszczone przez wysoką  temperaturę sztandary z Nowej Wsi uratowano wprost z przykościelnej kotłowni.

Śląska elegancja

W trakcje oprowadzania Mateusz Kitel oczarował słuchaczy sekretami śląskiej obyczajowości i dawnego ubioru, przypominając, że dawna moda cechowała się niesamowitą zindywidualizowaną różnorodnością i wysokim poziomem praktyczności. W zbiorach, liczących ponad 350 elementów strojów, nie ma dwóch jednakowych jakli czy zapasek, co stanowi wyraźny kontrast z dzisiejszymi seryjnymi kostiumami scenicznymi. Prawdziwym unikatem jest tiulowy czepiec orzegowski – jeden z zaledwie dwóch zachowanych w muzeach na całym Śląsku – a także misternie zdobiony koralikami zimowy czepiec z Ostropy czy wykwintne nakrycie głowy zwane budkiem, noszone przez najbogatsze gospodynie. Etnograf obalił też mit o wyłącznie czarnym stroju Ślązaczek, prezentując śnieżnobiałą jaklę letnią na Boże Ciało wyhaftowaną w róże haftem krzyżykowym. Przy okazji wyszły na jaw codzienne praktyki gospodyń: odzież chroniono przed deszczem natłuszczając ją słoniną, a buty podkuwano podkowami lub metalem nie tylko po to, by wolniej się zużywały, ale by głośny stukot z daleka obwieszczał sąsiadom nadchodzenie zamożnej osoby.

Na szkle i porcelanie

Zaciekawienie  zwiedzających wzbudziły drobne przedmioty osobiste: biżuteria, fajki, puzderka i szkatułki oraz eksponaty ceramiczne. Zaprezentowano także szapoklak – czyli składany cylinder, sprężynujący do dziś i przechowywany w oryginalnym pudle z przedwojennego sklepu z galanterią z Orzegowa, a także mały flakonik z oleistymi perfumami, które mimo upływu wielu dekad po przypadkowym rozlaniu nadal roztaczają intensywny i trwały zapach. Pasjonująca była historia pozyskania 36-elementowego serwisu stołówkowego z Elektrociepłowni Halemba, który etnograf wypatrzył w internecie, na lokalnej grupie sprzedażowej, oferowanego przez komis z Nowego Bytomia. Kolekcję dopełniła śląska porcelana z Huty Franciszka w Bykowinie – grubsza, trwalsza, położona między porcelitem a kamionką – w tym kunsztowne bomboniery, piękne i delikatne filiżanki do moki w kolorze China Rot oraz porcelanowe pamiątki z okazji ważnych rodzinnych rocznic: chrztów, ślubów.

Dopełnieniem tej pełnej barw podróży w przeszłość były piękne obrazy malowane na szkle przez Marka Idziaszka, dzieła klasyków malarstwa intuicyjnego Pawła Wróbla, Władysława Lucińskiego, Jerzego Sewiny i Emila Brzeziny oraz rzeźby w węglu Marii Chudoby-Latoski, dowodzące, jak głęboka potrzeba piękna drzemie w sercach mieszkańców Górnego Śląska. Współczesny obraz Rudy Śląskiej w swoich pracach zawarli natomiast Jan Szmatloch w grafice, Piotr Pilawa w malarstwie i Arkadiusz Gola w fotografii.

Kuratorskie oprowadzanie po jubileuszowej wystawie pokazało, że największą wartością muzealnych zbiorów nie są same eksponaty. To historie ludzi, którzy je tworzyli, przechowywali, ratowali przed zapomnieniem i przekazywali kolejnym pokoleniom. Dzięki temu rudzkie muzeum od pół wieku nie tylko chroni przeszłość, ale także pomaga mieszkańcom lepiej zrozumieć własną historię.

 Tekst i foto: BL

Autor wpisu

REDAKCJA
REDAKCJA