12 Lipca – Dziś świętują: Andrzej, Euzebiusz, Feliks.

Kamil Gojowy - bez barier

Reprezentuje Śląsk w Europejskim Stowarzyszeniu Chóralnym, stanowi głos młodego pokolenia przy Radzie Europy i Europejskich Dniach Dziedzictwa, działa w Europa Nostra, a jako Koordynator Śląskiego Związku Chórów i Orkiestr – laureata Nagrody im. Oskara Kolberga 2025 udowadnia, że tradycja kolektywnego śpiewu to potężna, żywa siła.

Kamil Gojowy – Główny Specjalista ds. Dziedzictwa w Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu, kompozytor, dyrygent i manager w Sonora Music – z równym zaangażowaniem koordynuje międzynarodowy festiwal „All’Improvviso” w Gliwicach, realizuje wywiady z członkami górniczych społeczności. , co prowadzi „sąsiedzkie” próby Rudzkiego Chóru Społecznego „u Pana Franza” i Zespołu Śpiewaczego „Apertum Cor” w Katowicach.

Przeczytajcie opowieść 28-latka ze Śląska, który poprzez muzykę pokazuje, jak budować bezkompromisowy profesjonalizm na… czułości i bliskości.

Synek stond

Jestem „synkiem stond”, z Rudy Śląskiej, i choć obecnie mieszkam w Chorzowie, to właśnie w moim rodzinnym mieście odnajduję najgłębszy sens tego, co robię. Zainteresowanie śląskim dziedzictwem nie było od początku tak oczywiste, łączyłem naukę w rudzkiej jedynce, potem gimnazjum i liceum u Salezjanów w Świętochłowicach z jednoczesną edukacją muzyczną w I i II st. szkoły muzycznej w Nowym Bytomiu. W końcu w roku 2022 ukończyłem studia dyrygenckie na Akademii Muzycznej w Katowicach i zarządzanie kreatywne na Uniwersytecie Śląskim. Pamiętam jednak dobrze, że tej tożsamości musieliśmy uczyć się sami. W szkole obowiązywały podręczniki z historią Polski, ale bez historii Śląska. Dostałem kiedyś w podstawówce „kapę” (jedynkę) za to, że w wypracowaniu napisałem „galoty” zamiast „spodnie” – a ja przecież w domu nigdy spodni nie nosiłem, zawsze chodziło się w galotach (ewentualnie w gaciach….)! Prawdziwej historii Śląska zacząłem uczyć się dopiero wtedy, gdy wszedłem w amatorski ruch muzyczny, poznając dzieje zespołów śpiewaczych. To z ich pieśni i opowieści dowiadywałem się, co tak naprawdę działo się na tej ziemi. Mam 28 lat i choć moje życie zawodowe to splot wielu różnych dróg, to najważniejsza jest chóralistyka.

W górniczym mundurze

Pochodzę z absolutnie górniczej rodziny – mój pradziadek, dziadek i tata pracowali na kopalni. Choć sam nie zjechałem pod ziemię jako górnik, czuję ogromną dumę z tego, kim są moi bliscy. Kiedy zakładam mundur górniczy na próby, festiwale czy uroczystości, czuję, że reprezentuję bardzo konkretny, twardy pakiet wartości: lojalność, wierność, solidność i niesamowitą wręcz ilość pracy, którą trzeba włożyć w każdą podjętą inicjatywę. Pracuję w Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu, zajmuję się szeroko pojętą kulturą i organizacją wydarzeń. Ale moja doba musi być wyjątkowo elastyczna, bo równocześnie współpracuję z licznymi instytucjami i organizacjami, m.in. z Regionalnym Instytutem Korfantego, a w agencji Sonora Music koordynuję m.in. Festiwal Muzyki Dawnej Improwizowanej „All’Improviso” w Gliwicach. Przez pewien czas byłem też drugim dyrygentem w chórze Uniwersytetu Ekonomicznego (to była prawdziwa produkcyjna machina z ogromną liczbą koncertów) i wykładałem muzykę filmową w katowickiej szkole filmowej. Musiałem mądrze wybrać, z czego zrezygnować, żeby nie zatracić tego, co w chóralistyce jest dla mnie najświętsze: społeczności.

Fortepian bez kilku klawiszy

Chór to dla mnie wspólnota, a nie tylko grupa ludzi wydobywająca z siebie dźwięki. Śpiew w chórze nie jest własnością jednostki, jest dobrem wspólnym. Często powtarzam moim chórzystom, że zespół jest jak fortepian – jeśli zabraknie choćby kilku głosów, to tak, jakby instrument stracił klawisze. Akord nie wybrzmi w pełni, a ja jako dyrygent będę jedynie „machał w powietrzu”. Moja pasja realizuje się obecnie na dwóch zupełnie różnych, ale uzupełniających się płaszczyznach. Z jednej strony prowadzę Zespół Śpiewaczy „Apertum Cor” – tam liczy się ciężka praca, dyscyplina, rygor wykonawczy i wysokie loty artystyczne – z tego czerpiemy przyjemność. Z drugiej strony – powołałem do życia Rudzki Chór Społeczny, który z dumą nazywam „chórem sąsiedzkim”. Tam, na próbach w Sali Kapelmajstra na Szybie Franciszek, formuła jest zupełnie inna: na próbę może przyjść absolutnie każdy. Nie ma list obecności, zapisów ani przesłuchań. Nie sprawdzam, czy ktoś ma idealny słuch. Chórzysta ma być na tej próbie, której w danym momencie swojego życia potrzebuje. Jeśli przyjdzie na każdą – super, jeśli raz na dwa tygodnie – też jest okej. Ważniejsza od perfekcji jest radość wspólnego śpiewania i poczucie bliskości.

Odzyskiwanie tożsamości

Śląski Związek Chórów i Orkiestr to organizacja z korzeniami sięgającymi 1910 roku, powstała jako Związek Śląskich Kół Śpiewaczych. W latach 70. XX wieku, spotkał ją dramatyczny los – władze centralne w Warszawie po prostu zaanektowały ją jednym oficjalnym listem, zmieniając ten samodzielny, barwny ruch w zwykły, szary oddział Polskiego Związku Chórów i Orkiestr. Dopiero w 2009 roku, w akcie wielkiej niezgody na centralne sterowanie, Śląski Związek na powrót odzyskał swoją pełną „niepodległość”.

Kiedy 5 lat temu moja ówczesna profesor prof. Iwona Melson, zaprosiła mnie na spotkanie dotyczące reaktywacji tego ruchu, ta organizacja zaczynała się powoli zwijać, zamiast rozwijać, głównie przez brak młodych ludzi. Jako student Akademii Muzycznej studiowałem tuż obok jej siedziby, a nie miałem pojęcia o jej istnieniu! Przez 5 lat wykonaliśmy tytaniczną pracę: otwarliśmy trzy nowe okręgi, przyjęliśmy 35 nowych zespołów, a obrót finansowy stowarzyszenia wzrósł ze 100 tysięcy do 1,5 miliona złotych (nie mylić z przychodem ani zyskiem! Ta liczba to jedynie dowód ilości zapikowanych zespołów, a nie pełnego portfela).

W zarządzie przyjęliśmy jedną, twardą zasadę: interesuje nas „dół”, czyli codzienna rzeczywistość naszych 3500 członków, a nie wierchuszka. Dbamy o każdego – niezależnie od tego, czy to chór kościelny, zespół folklorystyczny czy orkiestra górnicza. Honorujemy ich jubileusze, dofinansowujemy działalność, budujemy tętniącą życiem sieć kontaktów – jesteśmy m.in. członkiem Europejskiego Stowarzyszenia Chóralnego. To tam zauważyłem coś na kształt organu doradczego dla Zarządu – „Youth Committee”. Pomyślałem: dlaczego mamy tego nie mieć u nas? Tak powstała 15-osobowa Rada Młodych ŚZChiO, gdzie każda osoba ma swoją funkcję – od emisji głosu, przez pozyskiwanie funduszy, aż po promocję. Niedawno na naszej grupie na WhatsAppie jeden z chłopaków z Rady Młodych napisał spontanicznie, że nasz związek jest po prostu jak rodzina. Wpisuje się to w hasło naszej strategii, z resztą ukute podczas pracy nad osobowością marki właśnie w gronie Rady Młodych – „Gdyby Śląski Związek Chórów i Orkiestr był człowiekiem – lubił by się przytulać”. I to jest esencja tego, co budujemy – profesjonalizm oparty na czułości.

Festiwal jak milion dolarów

Jednym z moich najważniejszych i najukochańszych „dzieci” jest rudzka Noc Chórów. Festiwal ma już swoją tradycję – odbyło się siedem edycji (z przerwą z powodu pandemii), a ja osobiście – we współpracy z dr Krzysztofem Dudzikiem – układam go od czterech lat. Moim celem było zerwanie z wizerunkiem amatorskiego śpiewania jako czegoś „przaśnego”. Chcę, żeby ten festiwal wizualnie i organizacyjnie wyglądał jak „milion dolarów”, ma być rodzinnie i spontanicznie ale też profesjonalnie! Zespoły wkładają w swoją pasję potężną, systematyczną pracę i zasługują na najlepszą oprawę. Chcę, żeby festiwal wybuchał feriami barw w przestrzeni miasta. I tak się dzieje: w ciągu zaledwie pięciu godzin, od 17.00 do 22.00, potrafimy zorganizować aż 45 koncertów! Tyle to niektóre duże instytucje kultury nie robią w cały sezon. Przez nasze sceny przewija się każdy możliwy rodzaj chóru: kościelne, akademickie, dziecięce, męskie, śpiewające szanty, zespoły w strojach ludowych, chóry osób migających i z niepełnosprawnościami, goście z Czech, Białorusi, Węgier. Zostaliśmy docenieni na poziomie europejskim – otrzymaliśmy prestiżowy znak jakości „Niezwykły Festiwal Sztuki” (EFFE Label), który przyznano nam aż do 2027 roku.

Noc Chórów pozostaje wydarzeniem całkowicie bezpłatnym – zarówno dla słuchaczy, jak i dla zespołów, które nie płacą żadnego wpisowego. Jako organizacja pozarządowa jesteśmy sprawni w pozyskiwaniu funduszy – potrafimy zdobywać granty od Narodowego Centrum Kultury, fundacji korporacyjnych czy stowarzyszeń europejskich. Te pieniądze są nam potrzebne chociażby po to, by ubrać i nakarmić blisko setkę naszych wspaniałych wolontariuszy, którzy dbają o każdy detal w przestrzeni rudzkiej Nocy Chórów.

Gdyby ktoś zapytał mnie o zdjęcie albo moment, który najlepiej definiuje Noc Chórów, opowiedziałbym o czymś konkretnym: w starym einfarcie chór śpiewa trudny, sakralny utwór po łacinie. Z okna przygląda nam się babcia (zwykła mieszkanka kamienicy) z wnuczkiem posadzonym na wietrzącej się pierzynie. Zapewne nie rozumieją ani jednego słowa z łacińskiego tekstu, ale bije brawo, jest absolutnie zachwycona i bierze rączki tego swojego wnuczka, żeby klaskać razem z nim. O tym właśnie jest ten nasz festiwal. O znoszeniu barier.

BL

Foto. Archiwum prywatne Kamila Gojowego

KODAK Digital Still Camera
KODAK Digital Still Camera
KODAK Digital Still Camera
KODAK Digital Still Camera
KODAK Digital Still Camera
KODAK Digital Still Camera
KODAK Digital Still Camera
KODAK Digital Still Camera
KODAK Digital Still Camera
www.inkubatorsl.pl