6 Listopada – Dziś świętują: Feliks, Leonard, Trzebowit.

To co trwa wiecznie

6 listopada, 2026

Gdy 30 października, w piątkowy wieczór, wybrzmiały ostatnie nuty i opadła kurtyna, w sali Domu Kultury w Rudzie Śląskiej - Bielszowicach wciąż unosiły się emocje. VII Zaduszki Artystyczne Rudzkiego Teatru „Pierro”, przygotowane wspólnie ze Stowarzyszeniem Współpraca i Rozwój oraz Związkiem Górnośląskim, po raz siódmy zaprosiły publiczność do refleksji nad przemijaniem, pamięcią i tym, co pozostaje po człowieku.

Tegoroczne spotkanie odbywało się pod hasłem „Niech żyje bal”. Już od pierwszych chwil było jasne, że nie będzie to tradycyjny koncert wspomnieniowy. Wiersz Bolesława Leśmiana „Dwoje ludzieńków” oraz walizki niesione przez aktorów stworzyły opowieść o ludzkiej drodze, pełnej spotkań, rozmów i doświadczeń.

 Anna Morajko-Fornal, twórczyni spektaklu, zaprosiła widzów, by na czas przedstawienia „otworzyli śląskie niebo”. Niebo rozumiane szerzej niż region czy tradycja. To przestrzeń, w której nadal obecni są ci, którzy odeszli, pozostawiając po sobie słowa, muzykę, wspomnienia i wartości.

– Niech przez moment wszyscy nasi bliscy, których pożegnaliśmy, będą z nami. Może w którejś z piosenek odnajdziecie państwo fragment własnej historii, wspomnienie albo emocję. Życzę wam wzruszeń, ale nie tylko tych smutnych. Życzę pięknych wspomnień i refleksji – mówiła. Wspominano osoby, które pozostawiły trwały ślad w historii regionu i lokalnej społeczności. Hołd oddano między innymi Alojzemu Lysce, dr Łucji Staniczkowej, Stanisławowi Kiermesowi, Józefowi Burkowi i Łukaszowi Litewce. Każde wspomnienie przywoływało czyjąś historię, ale też przypominało, że człowiek nie kończy się w chwili odejścia. Trwa w pamięci innych.

Koncert był jednak przede wszystkim świętem muzyki. Młodzi artyści Rudzkiego Teatru „Pierro” sięgnęli po piosenki doskonale znane publiczności, nadając im nowe znaczenia. Z niemal ascetyczną prostotą zaufali swojej sile głosu, emocjom oraz słowom i stworzyli widowisko poruszające bardziej niż najbardziej wyszukane sceniczne środki. „Niebo do wynajęcia” zabrzmiało jak zaproszenie do przekroczenia granicy codzienności. Do miejsca odległego, a jednocześnie zadziwiająco bliskiego, dostępnego poprzez pamięć, wiarę i tęsknotę. Wielogłosowa interpretacja „Tolerancji” Stanisława Sojki zamieniła się w przejmującą opowieść o wspólnocie, wzajemnym szacunku i odpowiedzialności za drugiego człowieka. Szczególne poruszenie przyniosła „Dłoń” z repertuaru Natalii Kukulskiej. W kontekście tego wieczoru utwór brzmiał jak zapewnienie, że ci, którzy odeszli, nie znikają bez śladu. Pozostają obecni w pamięci, powracają czasem w jednym słowie czy melodii. Jak niewidzialna dłoń, która nadal prowadzi, wspiera i chroni. W pamięci  z pewnością pozostanie również „Modlitwa” Bułata Okudżawy. Kameralny akompaniament gitary i oszczędna interpretacja sprawiły, że utwór zabrzmiał jak osobista rozmowa z Zielonookim Bogiem. Obok nich wybrzmiały także „Nauczmy się żyć obok siebie”, „Opowiadaj mi tak”, „Ballada o walizce”, „Wielka woda”, „Świat Ordonki”, „Poeci nie zjawiają się przypadkiem” oraz wyjątkowo wyraziste „Nic nie może wiecznie trwać”. Każdy z tych utworów dopowiadał kolejny fragment opowieści o ludzkim losie i nadziei na ciąg dalszy podróży nazywanej życiem.

Choć podczas wieczoru wielokrotnie wracał motyw odchodzenia, niemal podprogowo ze sceny płynęło przesłanie życia. Artyści „Pierro” śpiewali o przemijaniu, przypominali utwory twórców, których nie ma już wśród nas, a jednocześnie swoją młodością, świeżością, wrażliwością i talentem udowadniali, że to, co najcenniejsze, nie znika wraz z człowiekiem.

Tegoroczne Zaduszki Artystyczne były koncertem pięknych głosów, dojrzałych interpretacji i odważnych aranżacji. Piosenki, które znamy od lat, zabrzmiały inaczej niż zwykle. Jakby ktoś zdjął z nich warstwę przyzwyczajenia i pozwolił na nowo usłyszeć sens ukryty między słowami. Były wspomnieniem tych, którzy są już po drugiej stronie. Powrotem do ich marzeń, myśli i wartości. Spotkaniem z ludźmi, którzy odeszli, lecz nadal żyją w pamięci kolejnych pokoleń, bo zmieniają się wykonawcy, ale wciąż rozbrzmiewają te same pieśni, te same wiersze i te same opowieści.

Przez cały wieczór powracało pytanie, czy rzeczywiście nic nie może wiecznie trwać.

Nieprawda. To, co trwa wiecznie, jest w nas.

BL

Foto: UM Ruda Śląska

Autor wpisu

REDAKCJA
REDAKCJA