14 Kwietnia – Dziś świętują: Julianna, Justyn, Maria.

Ślązaczka w Krakowie

4 marca, 2026

Agata Kempa na co dzień mieszka w Krakowie. Tam pracuje jako nauczycielka języka polskiego i prowadząca audycję Kempa Kultury w radiu Jazzkultura. Pozostaje jednak dumną Rudzianką. Tak samo jak śląskość pozostaje stałym elementem jej pracy, zarówno medialnej jak i naukowej. I właśnie o śląskiej kulturze, a także Młodzieżowej Radzie Miasta Ruda Śląska, w której przed laty działała rozmawiamy z naszym gościem.

– Co Młodzieżowa Rada Miasta może dać młodemu człowiekowi? Jak wspominasz swoją działalność w niej?

– MRM daje bardzo wiele – doświadczenie w organizowaniu, marketingu, uczy poruszania się w urzędowym i dorosłym świecie. Kiedy w pierwszej pracy musiałam poprowadzić webinar, to usłyszałam, że jak na pierwszy raz, to poszedł mi bardzo dobrze. Tylko że to nie była dla mnie zupełna nowość. Publicznie występowałam już setki razy. Dzięki MRM i innym organizacjom, wolontariatowi potrafiłam też załatwiać różne rzeczy na studiach. Sama chciałam to robić, bo byłam tego nauczona. Wiedziałam, jak napisać pismo urzędowe czy maila, bo robiłam to wcześniej wielokrotnie, pod czyimś okiem, w Kancelarii Rady Miasta. MRM uczy też obycia, dobrej organizacji pracy, autoprezentacji i myślenia obywatelskiego. Pomaga rozwinąć pewne pozytywne cechy charakteru. Uczy, że warto działać i się angażować. Jednocześnie masz ciągłe wsparcie – opiekuna, kancelarię. Ja załapałam się na czasy, kiedy opiekunem był Michał Pierończyk, jeszcze jako radny, a potem Krzysztof Rodzoch. Oni razem z Wydziałem Kultury i Promocji, gdzie był i nadal jest Krzysztof Piecha, MOSiR, gdzie była Aleksandra Poloczek, MCK z Katarzyną Furmaniuk, ale też Damianem Belokiem i Lechem Śmiechowieczem, pomagali w codzienności, sprawiali, że miałam wsparcie i przekazywali wiedzę niezbędną do działania. Poznałam wtedy masę osób, które mnie inspirowały. Te doświadczenia z Młodzieżowej Rady przydały się także ze względu na charakter mojej pracy. Zaraz po studiach pracowałam przez jakiś czas w kulturze. I nie zaczynałam tam zupełnie od zera, ponieważ pewnych rzeczy nauczyłam się już w Radzie.

– Byłaś bardzo zaangażowaną Radną. Jak godziłaś to zajęcie z nauką i życiem prywatnym? Nie miałaś czasami poczucia, że bierzesz na siebie trochę za dużo, że masz dość?

– Myślę, że to nie tylko kwestia dobrej organizacji, oprócz tego miałam fantastycznych przyjaciół, którzy bardzo mnie wspierali i często pomagali, przychodząc na różne wydarzenia Młodzieżowej Rady czy pomagając w ich organizacji. Dzięki temu mnie i Oli Kusiak, z którą działałyśmy, było o wiele łatwiej. Zwłaszcza że w pewnym sensie robiłyśmy te imprezy dla samych siebie, dla ludzi z naszego pokolenia. A co do nauki, otrzymałam bardzo dobrą bazę wiedzy w gimnazjum – obecnie to Szkoła Podstawowa nr 27 na Halembie. Dlatego liceum nie było dla mnie aż tak trudne. Nauczyłam się też wcześniej wybierać sobie to, co naprawdę mnie interesuje. Poza tym MRM nie zajmuje aż tyle czasu, ile może się wydawać. Wszystko zależy od okresu w ciągu roku. Zdarzają się również tak zwane „sezony ogórkowe”, kiedy pracy jest mniej. Też ty jako radny czy radna decydujesz, kiedy możesz poświęcić na działalność pro bono więcej czasu.

– Jak żyje się Ślązaczce w Krakowie?

– Ostatnio czytałam, że każdy Ślązak musi przeżyć swój krakowski etap – tak też jest ze mną. Kocham Kraków, jego zabytki, uliczki, uwielbiam ludzi, których tu poznałam, możliwości, które stwarza stolica Małopolski, ale serce zawsze miałam na Śląsku. Mimo już kilkunastu lat w Krakowie nie jestem galicyjska, a cały czas śląska. Na szczęście Kraków i Rudę Śląską nie dzieli wielka odległość, więc tę miłość można łączyć. Nie wiem kiedy, ale na pewno wrócę na Górny Śląsk, by tu mieszkać, żyć i rozwijać się.

– W pracy doktorskiej zajmujesz się śląską kulturą. To kwestia przywiązania wyniesionego z domu, czy ten temat sam w sobie jest dla ciebie, aż tak ciekawy?

– Myślę, że jedno i drugie. Jestem Ślązaczką i Polką, kocham języki śląski i polski, uwielbiam kulturę śląską i polską. Wokół tego od lat oscylują moje zainteresowania, także te naukowe. W ostatnim czasie obserwuję wzrost zainteresowania śląskością – kolejne spektakle po śląsku i o Śląsku zwłaszcza w Teatrze Śląskim i Korezie, śląski dubbing Gothica czy filmów dzięki Grzegorzowi Kulikowi, tłumaczenia literatury na śląski Mirosława Syniawy. To wszystko sprawia, że coraz większa liczba osób interesuje się śląskością. Chcę podążyć za tym trendem i wypełnić lukę w badaniach dotyczących kulturemów górnośląskich. To wyrażenia charakterystyczne dla danej społeczności, które pokazują jej tożsamość i kulturę – to takie słowa kluczowe Górnoślązaków, na przykład hanys, gruba, familok. Mam nadzieję, że moje badania pomogą lepiej zrozumieć tożsamość górnośląską i jej funkcjonowanie we współczesnej kulturze.

– Czy można powiedzieć, że cały czas poznajesz tę śląskość coraz lepiej? Jak, wraz z pogłębianiem wiedzy i wykształceniem, zmienia się myślenie o śląskiej kulturze i tożsamości?

– Z pewnością poznaję ją coraz lepiej i lepiej, na tym polega też mój doktorat. Dzięki niemu poznaję przede wszystkim różne perspektywy nie tylko moją i mojej rodziny. To otwiera oczy, ale też pokazuje, ile nas – Górnoślązaków – łączy, że mamy podobne postrzeganie rzeczywistości. Czuję się jeszcze bardziej Ślązaczką, czuję, jak śląskość jest ważna dla wielu bliskich mi osób.

– A jakie jest Twoje ulubione śląskie słowo?

– Ostatnio mam słabość do familoka, bo też postrzeganie familoków badam, nimi się zajmuję. Lubię ciampówę, bo kocham ją jeść i to jest moje danie na pocieszenie. Lubię też okompać (pol. wykąpać), kielnia (pol. Chochla) i oświecić (pol. zaświecić), bo to słowa, o których najdłużej myślałam, że są polskie.

– Jak powstała JazzKultura? Skąd wziął się na nią pomysł?

– Jazzkultura powstała z pasji do muzyki, jazzu i kultury w trakcie pandemii, kiedy nie można było koncertować i organizować wydarzeń. Ja do Jazzkultury dołączyłam w 2022 roku, kiedy już sprawnie działała. Od 2024 r. jesteśmy Stowarzyszeniem, które prowadzi na co dzień radio internetowe, ale także organizuje koncerty, wydarzenia, warsztaty.

– A czemu właśnie Radio? Niektórzy uważają, że to medium wymiera, a wy zdecydowaliście się właśnie na nie.

– Wydaje się, że wymiera, ale to nieprawda. Radio zmienia się w podcasty, wideocasty. Teraz tego jest mnóstwo. Jeśli radio to nie tylko muzyka, ale też wartościowe rozmowy, analizy, dyskusje, to przetrwa ono dłużej niż czas pojedynczej audycji. Mam nadzieję, że taka jest też Jazzkultura. Sama nigdy nie wiedziałam, że będę chciała pracować w radiu, przekonałam się, poznając ludzi Jazzkultury. To oni i Jazzkultura sprawili, że teraz nie wyobrażam sobie siebie bez radia, kocham to robić.

– Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Paweł Tulik

Foto: arch. prywatne

Autor wpisu

REDAKCJA
REDAKCJA