Wspomnienia zapisane w dźwiękach
Myslovitz, winyle i festiwalowe kakauszale okazały się połączeniem, które zapełniło przestrzeń Galerii Fermata. Kolejne spotkanie cyklu „Vinyl w Stacji Biblioteka”, zorganizowane w ramach XII Festu Literackiego Kakauszale pod hasłem „Śląskie Granie”, stało się pełną wspomnień podróżą przez historię jednego z najważniejszych śląskich zespołów oraz świat analogowych brzmień.
Przewodnikiem po tym muzycznym świecie był Bogusław Ziębowicz, entuzjasta i pasjonat, kolekcjoner od ponad trzech dekad gromadzący płyty winylowe, kompakty i kasety magnetofonowe. Jego opowieść daleka była jednak od klasycznego wykładu. Prowadzący wciągnął publiczność w swoją opowieść z niezwykłym humorem, dystansem i gawędziarską swobodą, a spotkanie bardziej przypominało rozmowę pasjonatów niż tradycyjną prelekcję. Dzieląc się prywatnymi anegdotami o rowerowych wyprawach na Czantorię, pracy na uczelni oraz dowcipnych relacjach ze studentami, udowodnił, że muzyka jest jak osobisty notatnik ludzkiego życia, zapisujący daty, fakty i emocje towarzyszące pierwszemu wysłuchaniu danego utworu.
Wysoka frekwencja nie była zaskoczeniem. Trudno o bardziej śląskie połączenie niż twórczość Myslovitz, winylowe brzmienia i słynny już dla kakauszale aromatyczny napar z kakaowych łusek, serwowany uczestnikom Festiwalu. Głównym bohaterem wieczoru był jednak zespół Myslovitz. Uczestnicy poznali historię formacji założonej w 1992 roku w Mysłowicach przez Artura Rojka, Wojciecha Powagę oraz braci Jacka i Wojciecha Kuderskich, do których wkrótce dołączył Przemysław Myszor. Prowadzący przybliżył czasy, gdy mysłowiccy muzycy zachłysnęli się falami brytyjskiego britpopu, czerpiąc inspiracje z brzmień grup takich jak Oasis, Stone Roses czy The Beatles i łącząc chwytliwe melodie z charakterystycznymi ścianami gitarowych dźwięków.

Przy okazji przypomniał realia polskiego rynku muzycznego początku lat 90. Był to czas, gdy płyty winylowe niemal całkowicie ustąpiły miejsca kasetom magnetofonowym i płytom CD. Właśnie wtedy debiutowała grupa z Mysłowic, a jej pierwsze nagrania trafiały do słuchaczy głównie na tych nośnikach. Rozwijający się rynek fonograficzny przechodził jednocześnie proces porządkowania kwestii praw autorskich i walki z piractwem, czego symbolem stały się charakterystyczne hologramy umieszczane na legalnych wydaniach kaset i płyt. I tu Ziębowicz zwrócił uwagę na paradoks technologicznego postępu. – Płyty CD po latach ulegają utlenieniu i przestają grać, a winyl od ponad 75 lat po prostu wyciągamy, czyścimy, włączamy… no i jest wszystko w porządku! – podkreślał.
Podczas odsłuchu nagrań powróciły utwory z najważniejszych albumów Myslovitz, „Sun Machine” z przebojami „Z twarzą Marilyn Monroe” i „Peggy Brown”, wydawnictwa „Z rozmyślań przy śniadaniu” oraz pokrytej platyną „Miłości w czasach popkultury”. Bogusław Ziębowicz przypomniał o współpracy zespołu z Markiem Grechutą oraz o sztuce projektowania okładek płyt, które dla wielu fanów stanowią nieodłączną część muzycznego doświadczenia i obcowania z czarnym krążkiem. Jak podkreślał, fenomen winyli nie sprowadza się wyłącznie do jakości dźwięku. – Płyta winylowa ma w sobie niesamowitą moc przekazu, która zmusza nie tylko do słuchania jej zawartości muzycznej, ale także do pewnych rytuałów związanych z jej czyszczeniem, konserwacją, wyjmowaniem z koperty, obracaniem na talerzu gramofonu…To prawdziwa magia…
Trudno było nie odnieść wrażenia, że właśnie za taką uważnością tęsknią dziś słuchacze.
Tekst i foto: BL
Autor wpisu