Wieczór z Luna Moth
Przyciemnione światła, dwa fotele i książka pomiędzy rozmówcami. Trudno było o lepszą oprawę dla spotkania poświęconego „Luna Moth”, debiutanckiej powieści Matta Childeisa. We wtorkowy wieczór, 29 września Centrum Sztuki Niezależnej SAMI w Halembie po raz pierwszy stało się przestrzenią do rozmów o literaturze. Jego bohaterem był Mateusz Siedlich, czyli Matt Childeis.
„Luna Moth” to książka zanurzona w świecie fantasy. Są w niej anioły, demony, wampiry i mrok obecny niemal na każdej stronie. Oprawa autorskiego spotkania nawiązywała więc do klimatu powieści. Przyciemnione światła i kameralna przestrzeń sceny dobrze współgrały z historią, o której tego wieczoru rozmawiano. Rozmowę prowadził Marcin Boronowski, dla którego był to debiut w roli gospodarza wieczoru autorskiego. Pytając o książkę, pozwalał jednocześnie pokazać się autorowi. Rozmowa prowadziła przez kolejne wątki powieści, ale częściej schodziła na inspiracje, sposób myślenia i doświadczenia Mateusza Siedlicha. Spod warstwy precyzyjnie odmalowanych mrocznych światów wyłaniał się człowiek, jego sposób myślenia, inspiracje i doświadczenia, które wpłynęły na kształt powieści.
Z każdą kolejną odpowiedzią coraz wyraźniej było widać, że Matt Childeis i Mateusz Siedlich to dwa różne oblicza tej samej osoby. Ten pierwszy zabiera czytelników do pełnego mroku świata wykreowanego na kartach książki. Ten drugi okazał się człowiekiem otwartym, dowcipnym i obdarzonym dużym dystansem do siebie. Jeśli gdzieś kryje się w nim literacki mrok, ujawnia się dopiero wtedy, gdy Mateusz Siedlich siada do pisania i zmienia się w Matta Childeisa.

Atmosfera spotkania od początku była swobodna. Pytaniom i odpowiedziom towarzyszył serdeczny śmiech, a między autorem a publicznością od pierwszych minut nie było dystansu. Wśród uczestników znaleźli się zarówno ci, którzy „Luna Moth” już przeczytali, jak i osoby, które lekturę miały dopiero przed sobą. Po oficjalnej części długo trwały jeszcze rozmowy, autografy i wymiana wrażeń. Na gości czekała także niespodzianka. Każdy mógł sięgnąć po wiśniowego lizaka, ulubiony przysmak Raspaela, głównego bohatera „Luna Moth”. Niewielki detal, ale właśnie takie szczegóły najlepiej pokazują, ile serca włożono w przygotowanie spotkania. Autor zapowiedział, że „Luna Moth” nie będzie jego jedyną książką. Kolejna jest już w przygotowaniu i, jak przyznał autor, ma być gotowa w styczniu. Przed nim także udział w Targach Książki w Krakowie, które będą kolejną okazją do spotkania z czytelnikami.
Wieczór był także debiutem dla samego Centrum Sztuki Niezależnej SAMI. Na kilka godzin przestrzeń zamieniła się w kameralny salon literacki, gdzie równie ważna jak sama powieść była rozmowa o pisaniu, wyobraźni i historiach, które kryją się za książkowymi okładkami.
Niebieska poświata padająca zza szyb Centrum przyciągała uwagę mieszkańców Halemby. Zatrzymywali się przy oknach, zaglądali do środka, próbując dojrzeć, co wydarza się w przestrzeni SAMI. Być może część z nich przy kolejnym spotkaniu nie poprzestanie już na patrzeniu przez szybę. Wystarczy przekroczyć próg. Reszta dzieje się sama.
BL
Foto: Sami
Autor wpisu