Facebook
Aktualny numer

Najlepszy tygodnik i portal społeczno-kulturalny w Rudzie Śląskiej

Ucząć innych, uczymy siebie

20-03-2020, 14:34 Agnieszka Lewko

Kamil Wojciechowski stanął na najwyższym stopniu Mistrzostw Europy w Grapplingu, które odbyły się 17 lutego w Rzymie. Zawodnik opowiada o swojej sportowej pasji I karierze, a także o przekazywaniu miłości do sportu swoim młodym podopiecznym.

 

W lutym stanął Pan na najwyższym stopniu Mistrzostw Europy w Grapplingu. Co znaczy dla Pana ten sukces?

 Grappling to nie jest dyscyplina olimpijska, nie da się porównać tego do zapasów i innych sportów olimpijskich, gdzie konkurencja i poziom są „kosmiczne”. Niemniej ciężko pracowałem na to, aby dostać się do kadry i wystartować na tych mistrzostwach. W momencie, gdy dostałem się do finału, pomyślałem o przebytej drodze, trudzie i o tym, że się udało, to był moment wzruszenia. Nawet mi się nie śniło, żeby wysłuchać Mazurka Dąbrowskiego na podium. Reprezentowanie naszego kraju traktuje bardzo poważnie.

Mistrzostwa we Włoszech były przy okazji eliminacjami do Mistrzostw Świata w Serbii. Czy już przygotowuje się Pan do tych zawodów?

 Po drodze czeka mnie kwalifikator w postaci Pucharu Polski, ale nastawiam się na to, że wystartuję na Mistrzostwach Świata w Serbii. Aktualnie przechodzimy kwarantanne, także pozostaje mi trening indywidualny, a trening specjalistyczny w parach będzie musiał poczekać.

Grappling to dyscyplina pomiędzy zapasami a brazylijskim ju-jitsu. Proszę opowiedzieć co w niej takiego niezwykłego, że się Pan nią  zainteresował?

 Mając za sobą długą karierę w zapasach, możliwości rozwoju technicznego, który ograniczają przepisy lub brak sparing partnerów, są ograniczone. Gdy odkryłem brazylijskie jiu jitsu, otworzył się przede mną cały nowy świat, filozofia i wręcz nieograniczona możliwość rozwoju. To sztuka która wyraża się za pomocą ruchu, a jej piękno przejawia się w zmianach pozycji i poddaniach.

Czy oprócz udanego startu w Mistrzostwach Europy ma Pan jeszcze jakieś osiągnięcia w tej dyscyplinie?

Grappling to tak naprawdę formuła, której przepisy faworyzują walkę w „stójce”. Starty w grapplingu rozpocząłem dopiero w 2019 roku bez żadnych planów czy oczekiwań. Do tej pory, jak wspomniałem jestem weteranem zapasów w stylu wolnym oraz mam za sobą liczne starty w brazylijskim jiu jitsu czy MMA. Starty w grapplingu, to przede wszystkim przygotowanie taktyczne pod przepisy, sam zasób technik zawiera techniki z zapasów i brazylijskiego jiu jitsu.

Zaczynał Pan właśnie od przygody z zapasami w ZKS Slavia Ruda Śląska.  W tej dyscyplinie też ma Pan wiele osiągnięć. Proszę o nich opowiedzieć.

ZKS Slavia to miejsce, któremu zawdzięczam bardzo dużo. Nie byłoby medalu na Mistrzostwach Europy w Rzymie, gdyby nie solidne zapasy, które zawdzięczam trenerom Tomaszowi Garczyńskiemu, Władysławowi Dziurze i Marku Garmulewiczowi. Jestem ośmiokrotnym medalistą Mistrzostw Polski Seniorów, brałem udział i zdobywałem medale w wielu imprezach w Polsce. Byłem również wieloletnim członkiem kadry narodowej w zapasach, gdzie reprezentowałem nasz kraj na arenie międzynarodowej.

Czy dalej trenuje Pan zapasy czy już całkowicie odciął się od tego sportu?

Jeśli czas mi na to pozwala, trenuję zapasy. Skupiam się na nich zwłaszcza w okresie przygotowawczym do mistrzostw Polski oraz w czasie trwania niemieckiej ligi zapaśniczej, w której walczę już 8 lat. Od  5 lat reprezentuję ten sam klub RSK Gelenau, dla którego stoczyłem w ubiegłym roku 18 walk na przestrzeni 4 miesięcy. Mało gdzie dostanę taki wycisk jak w Slavii. Przekłada się to na moje ogólne przygotowanie. Na tym etapie nie ma już dla mnie czegoś takiego, jak odcięcie od zapasów. Zapasy mam we krwi. Gdyby pasja do zapasów miała się skończyć, stałoby się to dawno temu. Kluczem do każdego mojego sukcesu jest wytrwałość, nauczyły mnie tego zapasy i jest to dla mnie najcenniejsza życiowa lekcja.

Dlaczego akurat takie dyscypliny jak zapasy i grappling? Jak zaczęła się Pana sportowa przygoda?

Wszystko zaczęło się w SP 6 w Orzegowie w 2000 roku, kiedy to mój trener, Tomasz Garczyński, rozpoczął pracę w szkole jako nauczyciel wychowania fizycznego. Zorganizowano wtedy pokaz zapaśniczy, który ściągnął do klubu masę dzieciaków. Utworzyła się  świetna grupa kolegów, autorytet trenera, niecały kilometr na halę, wsparcie miasta, to wszystko pomogło wytrwać tak długo w sporcie.  Na początku nie ma się tak naprawdę pojęcia, jaką drogą się podąża, dopiero w trakcie podróży pojawiają się znaki i dokonujemy wyboru, w jakim kierunku będziemy podążać.

Regularne treningi brazylijskiego jiu jitsu rozpocząłem w Bastionie Ruda Śląska teraz Academii Gorila u Tomka Paszka i Jarka Rataja. Ta sama historia. Atmosfera i ludzie odegrały kluczową rolę w trenowaniu. Uważam, że mało co tak łączy i uczy szacunku, jak właśnie sporty walki. Jest to narzędzie, które pomaga w życiu, pod warunkiem, że się dobrze z niego korzysta.

Jakie ma Pan mniej i bardziej odległe plany, jeśli chodzi o sportową przyszłość?

Na ten moment czuję się spełniony w sporcie, chociaż ciągle, raz na jakiś czas, ambicja daje o sobie znać. Mam przed sobą jeszcze parę dobrych lat, jeśli zdrowie pozwoli, chcę stworzyć jak najlepsze warunki wokół siebie, aby móc jeszcze cieszyć się tymi emocjami, które ciężko będzie w życiu zastąpić. Przede mną Puchar Polski w Grapplingu, Mistrzostwa Polski w Zapasach, Mistrzostwa Świata w Grapplingu i cały długi sezon niemieckiej ligi zapaśniczej. Ciężko będzie zmieścić coś jeszcze, ale mogę pojawić się kontrolnie na jakiejś imprezie.

A czy na co dzień Pana praca zawodowa wiąże się jakoś ze sportem?

Jestem nauczycielem wychowania fizycznego w SP 41, gdzie mamy 5 oddziałów klas sportowych o profilu zapaśniczym i głównie z nimi pracuję. Mój dzień wygląda tak, że do południa jestem w szkole, po południu prowadzę zajęcia i trenuję w Slavii lub w Nelson Club - klubie, który założyłem w 2016 roku i staram się go rozwijać w każdej wolnej chwili. Wszystkie rzeczy, które robię, łączą się ze sobą i przenikają nawzajem. Moim celem jest żyć sportem i dla sportu oraz dzielić się jego darem ze wszystkimi, którzy chcą z niego korzystać. Uważam, że praca szkoleniowca pomogła mi zwiększyć swój poziom sportowy, umiejętność objaśniania techniki polega na jej rozumieniu, dlaczego robimy tak a nie inaczej. Pomogło mi to dostrzec wiele detali i błędów, które sam popełniałem, przez co mogłem je poprawić. Nauczyłem się także dużo od trenerów, z którymi prowadzę zajęcia, Tomaszem Rogalą i Elą Garmulewicz. Jest taki cytat „ucząc innych, uczymy siebie” i to się w moim przypadku sprawdziło.


Komentarze