Facebook
Aktualny numer

Najlepszy tygodnik i portal społeczno-kulturalny w Rudzie Śląskiej

Rudzianka w finale międzynarodowego konkursu

14-05-2020, 11:01 Joanna Oreł

Kinga Kwaśny z Rudy Śląskiej oraz pochodząca z Raciborza Magdalena Orzeł-Rurańska zostały finalistkami międzynarodowego konkursu architektonicznego Fundacji im. Stefana Kuryłowicza! Młode architektki, które na co dzień mieszkają w Katowicach, przygotowały nowatorski projekt „Uważaj(my)!”. Proponują w nim rozwiązania, które mogą uchronić pieszych przed poważnymi wypadkami. Z Kingą i Magdaleną rozmawiamy nie tylko o samym projekcie, ale również o przestrzeni publicznej w Rudzie Śląskiej.

– Na początku porozmawiajmy o konkursie. Dlaczego zdecydowałyście się w nim wystartować?

Kinga Kwaśny: – Obie mieszkamy i pracujemy w Katowicach. Mamy więc na co dzień doskonałą możliwość obserwacji tego, jak żyje się w tym mieście i z jakimi problemami borykają się jego mieszkańcy. Zdarzało się nam często podczas spotkań ze znajomymi dyskutować o tematach związanych z Katowicami. Nierzadko mieliśmy takie same wnioski: Katowice to mocno rozwijające się miasto. Taki wielki „plac budowy”, na którym dzieją się rzeczy pozytywne w skutkach, ale też niestety negatywne.

Magdalena Orzeł-Rurańska: – Każda z nas ma bardzo silne więzi z miejscem, w którym się urodziła, czy w którym mieszka i od początku wiedziałyśmy, że chcemy spróbować zadziałać na lokalnym podwórku. Celem konkursu było zdefiniowanie problemu w przestrzeni dowolnego polskiego miasta i próba rozwiązania go poprzez zaproponowaną koncepcję. Jako że problem bezpieczeństwa podczas poruszania się do pracy, czy to pieszo, czy samochodem, czy komunikacją miejską jest nam bliski, stwierdziłyśmy, że konkurs ten to idealna okazja, aby poruszyć temat na ogólnopolskim forum. Kiedy więc został ogłoszony konkurs organizowany przez Fundację im. Stefana Kuryłowicza, nie miałyśmy wątpliwości, którym miastem chcemy się zająć.

– Jaka jest idea Waszej koncepcji?

Magdalena: – Problem, który zdefiniowałyśmy, łączy dwa czynniki – poruszanie się w mieście różnymi środkami transportu oraz zjawisko – które jest coraz bardziej powszechne w naszej rzeczywistości – korzystanie ze smartfonów czy innych zdobyczy elektroniki ostatnich lat. To bardzo nas rozprasza. Połączenie tych dwóch czynników niestety w wielu przypadkach może prowadzić do niebezpiecznych sytuacji, które w ciągu ostatniego roku miały miejsce na katowickich drogach. Znaczna część naszego życia przeniosła się do strefy wirtualnej. Coraz częściej pracujemy i ,,spotykamy się” online. Tego zjawiska nie da się zatrzymać. Hasło „odłóż telefon i żyj” niestety czasem może nie wystarczyć.

Kinga: – Jednocześnie dostrzegłyśmy pewien dysonans. W przeciwieństwie do wielu stref naszej rzeczywistości, które zostały mocno zdigitalizowane, przestrzeń miejska jest nadal mocno analogowa. Problem, który przeanalizowałyśmy, pojawia się w wielu polskich miastach, niezależnie od natężenia ruchu miejskiego. Wystarczy smartfon w ręce i nieco mniej koncentracji – czy to ze strony kierowcy samochodu, pieszego czy rowerzysty. Jednakże każde miasto – w tym na przykład Ruda Śląska – jest inne. Poruszanie się po nim ma swój indywidualny charakter. Zanim wdroży się konkretne rozwiązanie, należy dobrze przeanalizować dany problem.

Magdalena: – Bazowałyśmy na trzech lokalizacjach oraz na trzech różnych zmysłach człowieka. Zadałyśmy sobie pytanie, jak dotrzeć do osoby, której uwaga jest całkowicie skupiona na np. smartfonie. Zdecydowałyśmy się zaufać zmysłom, które powodują odruchy bezwarunkowe i są naszymi naturalnymi obrońcami przed niebezpieczeństwem. Dlatego też np. na ul. Sokolskiej w Katowicach wykorzystałyśmy hologramy, multiplikujące (pomnażające – przyp. red.) obraz pieszego. Większa grupa ludzi ma znacznie mocniejszą siłę przebicia niż pojedynczy pieszy. Jest dużo większa szansa, że zostanie on zauważony przez kierowcę. Z kolei na przystanku Katowice-Graniczna zaproponowałyśmy wykorzystanie aplikacji i „przeniesienie” przystanku tramwajowego do przestrzeni wirtualnej. Dzięki mapowaniu lokalizacji (oznaczeniu – przyp. red.) użytkowników danego przystanku w czasie rzeczywistym za pomocą WiFi, aplikacja wysyła automatycznie powiadomienia o zbliżającym się tramwaju i w tym celu nawet wycisza muzykę w telefonie.

Kinga: – Postawiłyśmy na wykorzystanie bardziej zaawansowanych technologii, bo widzimy, że Katowice, jak i inne śląskie miasta, w tym także Ruda Śląska, również przekształcają się z przemysłowych ośrodków na rozwojowe. Widzimy w tym potencjał na rozwój naszych pomysłów. Dotarłyśmy do finału konkursu. Być może uda się zaprezentować nasz projekt na lokalnym forum i w ten sposób kogoś zainteresować?

– Wspomniałyście już wcześniej o Rudzie Śląskiej. Co tutaj należałoby zmienić w przestrzeni publicznej?

Kinga:– Moim zdaniem kwestia centrum, czyli Nowego Bytomia została już wielokrotnie poruszana i jest to temat „oklepany”, a rynek niestety kojarzy się niektórym mieszkańcom z pustym placem. Niemniej jednak to może się wkrótce zmienić. Świetnym pomysłem dla promocji miasta był niedawno rozpisany i rozstrzygnięty konkurs na opracowanie koncepcji rewitalizacji i adaptacji na cele turystyczno-kulturalne Wielkiego Pieca w Nowym Bytomiu. Moim zdaniem byłby to wielki krok w rozwoju Rudy Śląskiej pod względem architektonicznym. W Polsce jest wiele obiektów industrialnych, które w przyszłości będą rewitalizowane. Realizacja Wielkiego Pieca będzie dobry wzorem. Możliwość utworzenia miejsca z historią, nadając mu nowe znaczenie, to jednak trudne zadanie. Ruda Śląska zresztą jako miasto ma bardzo dobry potencjał. Jest świetnie skomunikowana. Ma dużo zieleni. Powstaje coraz więcej godnej uwagi architektury. Moim zdaniem problemem każdego miasta jest określenie własnego „ja”. Myślę, że Wielki Piec byłby właśnie początkiem tego procesu. Należy pamiętać o historii danego miejsca i nie budować wszystkiego od początku.

Na zdjęciu: Po prawej Kinga Kwaśny, po lewej Magdalena Orzeł-Rurańska. (archiwum prywatne)


Komentarze