Facebook
Aktualny numer

Najlepszy tygodnik i portal społeczno-kulturalny w Rudzie Śląskiej

Książka historią pisana

04-06-2020, 12:50 Joanna Oreł

Jan Szymczyk to niezwykła postać, choć nie każdy w Rudzie Śląskiej zna jego historię. Jako nastolatek z Orzegowa w czasie wojny został powołany do wojska niemieckiego, a później służył jako żołnierz II Korpusu Polskiego. Jego historią zafascynował się oraz opisał ją i wydał w książce pt. „Chłopak z Wehrmachtu. Żołnierz Andersa” Kamil Kartasiński, doktorant Instytutu Historii Uniwersytetu Śląskiego. Niedawno odbyła się premiera drugiego wydania tej niezwykłej publikacji, z której poznamy nie tylko losy Jana Szymczyka, ale również historię przedwojennego i wojennego Orzegowa. Inicjatywa została objęta honorowym patronatem prezydent Rudy Śląskiej.

– W jakich okolicznościach poznał Pan śp. Jana Szymczyka?
– Historia poznania pana Jana rozpoczęła się od luźnej rozmowy z moim licealnym kolegą. Zapytałem go, czy zna jakiegoś żołnierza, który walczył w II wojnie światowej. Okazało się, że był to jego własny dziadek – pan Jan Szymczyk. Poprosiłem kolegę o możliwość spotkania z panem Janem i tak rozpoczęła się nasza wspólna znajomość. Co ciekawe kolega, powiedział mi najpierw, że jego dziadek był w II Korpusie Polskim „u Andersa”, a dopiero później, gdy spotkałem się z panem Janem osobiście, dowiedziałem się o jego przymusowej służbie w Wehrmachcie. Pana Jana poznałem w 2009 r. Wówczas temat Polaków w Wehrmachcie nie był jeszcze aż tak dobrze mi znany. Dla mnie jako nastolatka było niezwykłe to, że pan Jan służył w dwóch wrogich sobie armiach. Pierwsze nasze spotkania miały charakter luźnych rozmów, słuchałem wraz z wnukiem pana Jana jego opowieści. Rozmawialiśmy na tematy bieżące i poznawaliśmy się. Koncepcja książki narodziła się dopiero w 2011 roku, gdy rozpocząłem studia historyczne na Uniwersytecie Śląskim. Poza tym, ze względu na moje zainteresowania wspomnieniami wojennymi weteranów z okresu II wojny światowej, zawsze miałem marzenie wydania czegoś swojego. Mogę powiedzieć, że pomysł na wydanie książki przez wiele lat ewoluował. Im więcej słuchałem historii pana Szymczyka, tym bardziej byłem przekonany, że aby ją dobrze zrozumieć, należy przedstawić ją w wielu aspektach. Ukazać w szerokiej perspektywie historycznej. Szczegółowo i dokładnie ją opisać. Pan Szymczyk stał się bohaterem mojej książki, ponieważ słuchając go przez lata, najpierw jako uczeń liceum, później jako student i naukowiec, wiedziałem, że mam kontakt z niezwykłą historią. Wspomnień osób z Górnego Śląska, które były przymusowo wcielone do Wehrmachtu i które przedstawiono na druku, jest naprawdę niewiele. Dlatego, mimo wielu przeciwności na mojej kilkuletniej drodze badawczej, głęboko wierzyłem, że historia pana Jana Szymczyka będzie dobrym materiałem na książkę i swój cel osiągnąłem.

– Jakie losy spotkały Jana Szymczyka i jaką historię swojego bohatera chce Pan pokazać?
– Pan Szymczyk był mieszkańcem przedwojennego Orzegowa, gdzie urodził się w 1927 roku. Do tej miejscowości po 1922 roku przyjechał jego ojciec Tomasz Szymczyk (z pochodzenia krakowianin), który szukał na Górnym Śląsku pracy. W Orzegowie poznał swoją żonę, Rozalię z domu Drobionka, z którą dochował się trójki dzieci – Róży, Jana i Herberta. W mojej książce przedstawiłem życiorys pana Jana z lat 1927-1989. Opisałem jego dzieciństwo w Orzegowie, doświadczenia związane z okresem II wojny światowej oraz jego powojenne losy. Najwięcej miejsca poświęciłem opisaniu jego życia w trakcie jego służby w Wehrmachcie oraz II Korpusie Polskim. Będąc powołany jako 17-latek do wojska niemieckiego, brał udział w walkach na przedpolach „Festung Breslau” w styczniu i lutym 1945 r. Następnie będąc rannym w Malczycach nad Odrą, udało mu się uciec na zachód Niemiec, gdzie trafił do niewoli amerykańskiej. Z obozu dla jeńców niemieckich trafił do II Korpusu Polskiego, w którym służył już w okresie powojennym we Włoszech oraz w Wielkiej Brytanii. Jego wspomnienia są w wielu miejscach nieoczywiste, wolne od popularnej poprawności politycznej oraz wyjątkowe. Myślę, że nawet po wielu latach, gdy opowiadał mi swoje losy, pan Szymczyk potrafił zachować swoje „czyste” wspomnienia, które nie miały naleciałości, a które mogły pojawić się po wielu latach po opowiadanych przez niego wydarzeniach. Nie będę ukrywał, że obydwoje dzięki naszej długiej znajomości polubiliśmy się i zaufaliśmy sobie nawzajem. Dzięki temu udało mi się „wydobyć” od mojego wiekowego rozmówcy wiele ciekawych informacji, którymi na pewno nie podzieliłby się z obcym człowiekiem. A jakie to były informacje, to odsyłam do mojej pracy.

– Często nie znamy losów swojej małej Ojczyzny. Tak jest w przypadku Orzegowa, do którego wraca Pan w swojej książce. Jaką wiedzę dały Panu podróże po przedwojennym i wojennym Orzegowie?
– Przede wszystkim była to podróż bardzo osobista, która nie jest często obecna na kartkach książek. Wraz z panem Janem podróżowałem po szkolnych salach szkoły, do której uczęszczał. Śmiejąc się wraz z nim z wybryków, które sprawiała orzegowska młodzież swoim nauczycielom. Mogłem zapoznać się z mentalnością ludzi, którzy zamieszkiwali Orzegów przed 1945 rokiem. Poznać ich postawy, uczucia i nastawienie do zmieniających się sytuacji politycznych. Poza tym mogłem sam posłuchać, że mentalność ludzi zarówno teraz, jak i kilka dekad temu, była bardzo podobna. Pamiętam, jak pan Jan często opowiadał, a dotyczy to czasów okupacji, że musiał dbać o utrzymanie swojej rodziny, gdy jego ojca nie było w domu (został wywieziony na roboty do Niemiec, potem trafił do Organizacji Todta). Opowieści pana Szymczyka dostarczają bardzo wielu ciekawych szczegółów dotyczących zwykłego życia codziennego. Mogą rozgrywać się wokół nas wielkie wydarzenia historyczne, ale nasze codzienne życie musi toczyć się dalej. Poznałem pana Szymczyka, gdy miałem 17 lat. Dokładnie tyle samo on miał, gdy trafił do Wehrmachtu i musiał walczyć o nie swoją sprawę. Rozmowy z nim dały mi wiele jego mądrości życiowych, które z powodzeniem wykorzystuję w swoim życiu, mimo że niestety już go nie ma wśród nas. Myślę również, że bardzo ważne w przypadku małych Ojczyzn jest poszukiwanie świadków historii, takich jak pan Szymczyk, którzy potrafią historii nadać naprawdę „żywy” charakter.

– Ile czasu zajęło Panu przygotowanie publikacji?
– Przygotowania książki trwały kilka lat i mogę podzielić je na kilka etapów. W latach 2009-2012 poznawałem się z panem Szymczykiem. Rozmowy były bardzo nieformalne, przeplecione wydarzeniami bieżącymi oraz opowiadaniem przez niego jego własnej historii. Drugi etap prac nad książką rozpoczął się w 2012 roku i trwał trzy lata. W tym czasie byłem już studentem historii Uniwersytetu Śląskiego i miałem już pewne doświadczenie naukowe. Przez te trzy lata prowadzone rozmowy z panem Szymczykiem nagrywałem na dyktafon lub na kamerę. Gdy wraz z wnukiem pana Jana przepisaliśmy i uporządkowaliśmy nagrany materiał, rozpoczęła się kwerenda (poszukiwania – przyp. red.) w archiwach. Była ona prowadzona w latach 2015-2017, kiedy to pisałem do archiwów polskich, niemieckich oraz brytyjskich, aby udokumentować losy pana Jana. W tym samym czasie udało mi się nawiązać kontakty z rodzinami oficerów, pod którymi pan Jan służył w wojsku – jednego niemieckiego oraz dwóch polskich. Historie oficerów doskonale uzupełniły opowieść pana Szymczyka. Pozwoliły na ukazanie tych samych wydarzeń z zupełnie innej perspektywy. Ostatnim (2017-2018), zdecydowanie najtrudniejszym etapem, było uporządkowanie zebranego materiału, opracowanie go oraz poszukiwanie wydawcy. Jeżeli z pierwszą częścią poradziłem sobie bez problemu w trzy miesiące, to poszukiwanie wydawcy były bardzo długim i nieraz dołującym procesem. Pisałem do wielu wydawnictw, ale żadne nie chciało przyjąć mojej pracy. Mimo że na swoim koncie miałem już artykuły naukowe, a nawet e-booka o Henryku Sienkiewiczu. W końcu zaufało mi (właściwie od razu, gdy wysłałem rękopis) poznańskie wydawnictwo „Pomost”, które w grudniu 2018 roku wydało pierwsze wydanie mojej książki.

– Czy będzie Pan kontynuował tę historię w kolejnych publikacjach?
– W chwili, gdy ukazuje się nasza wspólna rozmowa, zakończyłem moją ponad dziesięcioletnią przygodę z historią pana Jana Szymczyka. Osiągnąłem wszystko, co chciałem, a nowe uzupełnienia udało mi się zawrzeć w drugim wydaniu mojej książki, które ma teraz premierę. Po premierze „Chłopaka z Wehrmachtu. Żołnierza Andersa” miałem okazję opowiadać o niej na kilkunastu spotkaniach autorskich, docierając do bardzo szerokiego grona czytelników z Górnego Śląska. Niemal rok temu na jedno ze spotkań w Rybniku przyszedł bardzo wiekowy pan wraz ze swoim wnukiem. Jakie było moje zaskoczenie, gdy okazało się, że ten pan ma podobny życiorys jak Jan Szymczyk. Pan Zygmunt Szymiczek (ur. 1923 r. w Radlinie), bo o nim tutaj mowa, był również przymusowo wcielony do Wehrmachtu, w którym odbywał służbę wojskową na Kaukazie oraz w Norwegii w latach 1942-1945. Dzięki jego wnukowi miałem okazję kilka razy już z nim porozmawiać i spisać kolejną ciekawą historię. Moja mama, gdy opracowałem życiorys pana Zygmunta, z uśmiechem stwierdziła, że „zamieniłeś Szymczyka na Szymiczka” i coś w tym na pewno jest! I czy nie jest prawdą, że historia lubi się powtarzać?

– Dziękuję za rozmowę.


Komentarze