Facebook
Aktualny numer

Najlepszy tygodnik i portal społeczno-kulturalny w Rudzie Śląskiej

Gita Story, czyli who is who

01-10-2019, 10:58 admin

Zbigniew Stryj – aktor, reżyser, dramaturg, poeta oraz wicedyrektor ds. artystycznych Teatru Nowego w Zabrzu. Jego rodzina pochodzi z Rudy Śląskiej, a i on sam często odwiedza nasze miasto. Co jest tego powodem? Jak to często bywa ... kobieta, i to nie byle jaka – Gita!

- Jest Pan ostatnio częstym gościem w Rudzie Śląskiej, a to głównie za sprawą pewnej uroczej Gity i… lacia, który niczym pantofelek w „Kopciuszku” odrywa istotną rolę w spektaklu, którego premiera już na początku października, tym razem właśnie na scenie Miejskiego Centrum Kultury im. Henryka Bisty. O czym będzie to przedstawienie, zapowiadane jako „śląska komedia muzyczna”?
- Rzeczywiście tytuł wskazuje, że jest to opowieść o kobiecie, kobieta jest motorem napędowym całej historii, tego tytułowego story… Nie będę opowiadał oczywiście fabuły, ale na pewno warto nadmienić, że akcja rozgrywa się na przełomie lat 50. i 60. ubiegłego wieku, czyli w tym okresie, kiedy Ruda zaczęła być Rudą Śląską, dzieje się właśnie tu, w Nowym Bytomiu, dziewczyna jest z Kaufhausu, jest to historia miłosna, z ciekawymi postaciami. Cofamy się w czasie, wracamy do dawnych wartości, które są już albo passe albo komuś wydaje się, że ich nigdy nie było, a wtedy przecież było wszystko bardzo uporządkowane, zwłaszcza u nas na Śląsku. To co wynosiło się z domu, było dla nas drogowskazem, fundamentem, na którym można się oprzeć. „Gita Story” to także okazja do dobrej zabawy - sztuka napisana jest wierszem.

- Jest Pan nie tylko autorem sztuki i jej reżyserem, ale także wcieli się Pan w rolę ojca Gity. Kogo jeszcze widzowie będą mieli okazję zobaczyć na scenie? Jak się Panu pracuje w tym zespole?
- Mam ogromną przyjemność tworzyć ten spektakl zarówno z osobami, które znałem wcześniej, jak i z tymi, z którymi nie pracowałem nigdy. Zacznę może od mojej koleżanki z Teatru Nowego w Zabrzu, Joli Niestrój-Malisz – jest to wybitna artystka, o wielkiej charyzmie, z którą współpracowałem wielokrotnie. To osoba, której wystarczy pojawić się na scenie i już jest pewność, że widz to zapamięta. Drugim aktorem, z którym już współpracowałem w zabrzańskim teatrze, jest Jakub Podgórski, młody, zdolny aktor, bardzo sympatyczny i mądry człowiek. No i jeszcze osoby, z którymi nie pracowałem nigdy – ale są silnie związane z Rudą Śląską, środowiskiem twórczym, kulturalnym i teatralnym. Anna Białoń, czyli tytułowa Gita to osoba niezwykle zdolna, reżyserka, aktorka, szefowa swojego teatru Figa. Następnie Nina Siwy, która również udziela się w teatrze Figa, projektach aktorskich i poetyckich w Chorzowie i Rudzie Śląskiej (gospodyni Krakowskiego Salonu Poezji – przyp. MCK). Nina wciela się w rolę jednej z dwóch kamratek Gity – Lusi. No i jest jeszcze „Benek” – w tej roli Janek Woldan, znany m.in. ze Studia Musicalowego Step Tomasza Micha, ale nie tylko. Ma wykształcenie muzyczne, jest za nim już wiele przygód aktorskich – fantastyczny, utalentowany młody człowiek. To dla reżysera wielka radość, że aktorzy nie tylko rewelacyjnie odczytali wizje zawarte w scenariuszu, ale jeszcze dodają tak wiele od siebie, tworząc postaci głębszymi i bardziej wyrazistymi.

- Czyli miło jest na próbach, dobrze się bawicie, pracując nad spektaklem?
- O, tak, zdecydowanie, bardzo!

- Ruda Śląska, która świętuje w tym roku jubileusz 60-lecia, to miejsce Pana korzeni, stąd pochodzą Pańscy rodzice. A z czym Panu kojarzy się to miasto?
- Od razu sprostuję jedno – niektórzy myślą, że urodziłem się w Rudzie Śląskiej, tymczasem urodziłem się już w Zabrzu. Jednak rzeczywiście z Rudy są moi rodzice, tu mieszkali moi dziadkowie i w Rudzie się wychowywałem. Byłem takim krnąbrnym maluchem, który nie chciał się zasymilować w przedszkolu, więc gdy rodzice pracowali, jeździłem do dziadków, do Rudy 1, w okolice kościoła św. Józefa. Ruda kojarzy mi się więc bardzo prosto - z niezwykłym poczuciem bezpieczeństwa i czytelnym, uporządkowanym światem. Miałem bardzo mądrych dziadków i rodziców i to, co zbudowało mnie w Rudzie, poczucie uporządkowania świata, było potem ze mną i jest do tej pory. Ja nigdy nie zostałem zbyty z żadnym pytaniem, a pytałem bardzo dużo, chciałem wszystko wiedzieć. Mój dziadek był moim pierwszym przewodnikiem, mentorem, człowiekiem szalenie mądrym – jak to Ślązok. Dzięki niemu także żadne narzędzie i żadna praca fizyczna nie są mi obce, wszystko potrafię zrobić. To był cudowny, piękny świat, byłem przecież mały, a sam wychodziłem na dwór, to była wolność, ale kontrolowana – w każdym oknie siedziała czujna sąsiadka, która pilnowała bezpieczeństwa dzieci. Wspaniałe było to poczucie wolności – tam naprawdę można było być Indianerem, kowbojem, budować szałasy, palić ogniska, jeździć na kole po całej Rudzie…

- Jednym słowem kamratki czuwały!
- Tak, tak, te kamratki nie wzięły się znikąd. Tak rzeczywiście było. Moja babcia, ciotki, koleżanki ciotek, one takie były – zawsze wiedziały lepiej! Mówiły „doczkej no… jo ci to wytumacza...” i te cechy skumulowałem właśnie w tych dwóch postaciach - Lusi i Kristy. Wracając do miast i mojego dzieciństwa - Ruda i Zabrze, choć może to dla niektórych brzmieć nielogicznie czy kogoś oburzać – dla mnie to był jeden organizm, nie czułem tych granic, to był jeden przyjemny, piękny świat, świat mojego dzieciństwa.

- Niestety tak się już dzisiaj na placu nie żyje…
- To prawda. Pozostały jedynie pojedyncze, enklawiczne miejsca, gdzie tak się dzieje.

- No i na koniec zaprośmy widzów na spotkanie z tytułową Gitą i resztą bohaterów sztuki. Dlaczego warto przyjść do Miejskiego Centrum Kultury i zapoznać się z tą historią?
- Przyjdźcie Państwo zobaczyć prawdziwie śląską opowieść. Opowieść o Śląsku, o nas, bez naginania. To jest nasz humor, nasza mentalność i nikt tutaj ze Ślązoków gupka nie robi. Zapraszamy!

Rozmawiała: Patrycja Ryguła-Mańka, MCK


Na premierowe spektakle „Gita Story” zapraszamy 6 października o godzinie 17.00 oraz 7 października o 10.00 i 18.00
do Miejskiego Centrum Kultury im. Henryka Bisty.


Komentarze