Tajemnice dawnej toaletki
Niemal w przededniu Dnia Kobiet, 6 marca Muzeum Miejskie im. M. Chroboka zaprosiło panie na „Spotkanie z Mme Chantberry”. Frekwencja dopisała i licznie przybyłe panie przeniosły się do świata osiemnasto – i dziewiętnastowiecznej elegancji. Spotkanie poświęcone kobiecemu pięknu, zapomnianym zwyczajom pielęgnacyjnym oraz modzie okazało się fascynującą lekcją historii, podaną w wyjątkowo atrakcyjnej formie.
Wydarzenie przyciągnęło wiele kobiet pragnących nie tylko odetchnąć od codzienności, ale także zanurzyć się w historii, która – choć na pozór prozaiczna – mówi bardzo wiele o życiu naszych przodkiń. Uczestniczki z ciekawością odkrywały, jak powstawały efektowne fryzury, jak modelowano sylwetkę, jak dbano o cerę i jakie sztuczki stosowano, by zachwycać urodą.
Głównym punktem programu była prelekcja „Jak być piękną i zachować młodość na długo”, którą poprowadziła Justyna Sepiał-Rychlik. Prelegentka reprezentowała pracownię „Mme Chantberry – Kostiumologia i Krawiectwo Artystyczne”, specjalizującą się w projektowaniu i wykonywaniu wiernych rekonstrukcji dawnych ubiorów dla prestiżowych instytucji, m.in. Zamku Królewskiego na Wawelu. W ofercie pracowni znajdują się również wykłady i prezentacje na „żywych” modelkach, z użyciem rekwizytów z dawnych epok oraz rekonstrukcją nie tylko strojów, ale i sposobów ich zakładania oraz użytkowania. Dzięki wysokiemu przygotowaniu merytorycznemu uczestniczki spotkania otrzymały solidną dawkę wiedzy o tym, jak historia ubioru splatała się z przemianami społecznymi i cywilizacyjnymi.

Największe emocje wywołała część poświęcona higienie. Bo jak dbać o czystość, kiedy łazienka w dzisiejszym rozumieniu nie istnieje, a woda nie płynie z kranu? Uczestniczki mogły zobaczyć, jak wyglądały toaletki sprzed ponad stu lat, czym czesano i pielęgnowano włosy, jakich mydeł używano i dlaczego niektóre metody pielęgnacji mogą dziś budzić szok. Justyna Sepiał-Rychlik szczegółowo opisała naturalne – a chwilami zaskakujące – metody dbania o czystość ciała i włosów, stosowane na długo przed erą zaawansowanej chemii kosmetycznej. Mycie włosów żółtkami jajek – najmniej 10 sztuk! – nacieranie olejami, nieśmiertelne szczotkowanie i to sto razy na każdy pukiel włosów – to wzbudziło poruszenie wśród uczestniczek spotkania. Opowieści o dawnych perfumach – tych dla panien i tych dla mężatek – pokazały, że zapach był nie tylko ozdobą, ale i komunikatem społecznym. Podobnie makijaż, który w XIX wieku miał swoje surowe zasady: nie każdej kobiecie „wypadało” podkreślać urodę.
Teoretyczne rozważania o pięknie dopełnił widowiskowy pokaz na żywo, ukazujący kunszt dawnego fryzjerstwa i mody. Dzięki Alenie Bialovej uczestniczki zobaczyły, jak powstają fryzury, które dziś kojarzymy z portretów i filmów kostiumowych. W ruch poszły szczotki, wstążki, wsuwki, wymyślne ozdoby i dopinki, oraz piękne kapelusze – te ostatnie zakładane według ściśle określonych zasad, bo w XVIII i XIX wieku kapelusz był nie tylko ozdobą, ale i elementem etykiety.

Na muzealnej „scenie” pojawiły się panie w misternie wykonanych sukniach, a prezentacja przepisów na naturalne kosmetyki dopełniła obrazu epoki. Dzięki temu spotkanie stało się czymś więcej niż wykładem – było doświadczeniem, które pozwoliło poczuć, jak wyglądała codzienność kobiet sprzed dwóch stuleci i zrozumieć, w jaki sposób kobiety kształtowały swoje sylwetki, by zachwycać otoczenie urodą i wdziękiem. Specjalistki z „Mme Chantberry” pokazały, że tak pozornie przyziemne aspekty jak higiena czy strój stanowią klucz do zrozumienia życia codziennego w przeszłości, a dawne metody i triki mogą być inspirujące również dla współczesnych odbiorców.
Spotkanie w Muzeum Miejskim udowodniło, że historia opowiedziana przez pryzmat codzienności trafia do odbiorców szybciej niż daty i nazwiska. Dla wielu pań była to nie tylko lekcja, ale też okazja do spędzenia czasu w kobiecym gronie – w atmosferze, która łączyła ciekawość, śmiech i zachwyt nad tym, jak wiele można wyczytać z rękawiczki, szczotki czy flakonika perfum. Dzięki temu historia stała się namacalna i bliska każdej z obecnych w Muzeum pań.
Tekst i foto: bl
Autor wpisu