Facebook
Aktualny numer

Najlepszy tygodnik i portal społeczno-kulturalny w Rudzie Śląskiej

Rewitalizacja to nie tylko zadanie samorządu

27-09-2019, 08:57 Joanna Oreł

Rynek w Orzegowie, czy dworzec kolejowy w Chebziu to niektóre z przykładów zrewitalizowanych przestrzeni w Rudzie Śląskiej. Inwestycje te realizowane były przez miasto z wykorzystaniem pieniędzy unijnych. I tak dzieje się w wielu miejscowościach na Śląsku. Jednak jak podkreśla Henryk Mercik – samorządowiec oraz architekt, który pracował jako miejski konserwator zabytków w Rudzie Śląskiej, a obecnie pełni tę funkcję w Chorzowie – potrzebny jest kompleksowy, rządowy program rewitalizacji śląskich miast.

– Którymi miejscami możemy już teraz się pochwalić?
– Mamy na Śląsku przykłady wielu udanych rewitalizacji. W Rudzie Śląskiej udało się w ten sposób tchnąć nowe życie w Orzegów, gdzie powstał klimatyczny ryneczek. Kolejnym takim przykładem jest kolonia robotnicza Ficinus w Wirku, która zresztą znajduje się na Szlaku Zabytków Techniki Województwa Śląskiego. Z kolei rewitalizacja Szybu Prezydent w Chorzowie opierała się nie tylko na jego modernizacji, ale również na utworzeniu dookoła zielonej przestrzeni oraz skateparku. Warto również zwrócić uwagę na Park Tradycji w Siemianowicach Śląskich, a także na zrewitalizowane wieże kopalni „Polska” w Świętochłowicach. To są bardzo ważne miejsca i potrzebne mieszkańcom, co widać przy okazji różnych imprez. Trzeba jednak zaznaczyć, że są to przykłady rewitalizacji, które dokonane zostały ze środków samorządowych, często przy wykorzystaniu środków unijnych. Brakuje wsparcia ze strony rządowej i kompleksowego programu rewitalizacji, ponieważ żaden samorząd nie ma niestety takich pieniędzy, żeby bardziej kompleksowo podejść do tematu rewitalizacji.

– To znaczy?
– Posłużę się tutaj przykładem budynku dworca kolejowego w Chebziu, który ze zdegradowanego miejsca, dzisiaj jest godny, by na nowo stać się perełką Rudy Śląskiej. Ruda Śląska wykorzystała swoją szansę i postarała się, by przy wkładzie własnym i funduszom unijnym znaleźć nową funkcję dla tego miejsca (przy utrzymaniu tej pasażerskiej – przyp. red.). Dzięki temu budynek dworca ma szansę tryumfalnie wrócić na Szlak Zabytków Techniki Województwa Śląskiego. Jednak przydałyby się pieniądze również na to, żeby odmienić całe otoczenie tego obiektu, czyli budynki mieszkalne, które przez lata należały do kolei i stopniowo popadały w ruinę. Władze miasta postarały się, ale zrobiły tyle, na ile wystarczyło pieniędzy. Chebzie mogłoby być dużo lepszym miejscem do życia, ale wówczas gdyby zmieniła się cała przestrzeń w dzielnicy.

– Ale nie jest to przecież problem tylko naszego miasta…
– Oczywiście, że nie. Górny Śląsk przez lata, kiedy funkcjonował tutaj przemysł, został w znacznym stopniu wyeksploatowany. Przykładem tego jest m.in. Bytom, dzielnice Lipiny i Chropaczów w Świętochłowicach, centrum Siemianowic Śląskich, czy Orzegów oraz część dzielnicy Ruda. To są miejsca, w których mamy zabudowania historyczne i zabytkowe. Są to pohutnicze i pokopalniane budynki mieszkalne, które przez lata należały do państwa, a dopiero później zostały sprzedane gminom. Kolejne lata pokazały, że ani gminy, ani wspólnoty, ani prywatni właściciel nie mają funduszy na to, żeby poradzić sobie z remontami na własną rękę.

– Ma Pan na to jakiś pomysł?
– Kiedy zasiadałem w Zarządzie Województwa Śląskiego, proponowałem, żeby wprowadzić rządowy program Śródmieście Plus w zamian za program Mieszkanie Plus, ponieważ u nas deweloperzy radzą sobie dobrze i mamy wręcz do czynienia ze zjawiskiem, kiedy to centra miast wyludniają się ze względu na niski standard życia, a na obrzeżach miast powstają nowe mieszkania. U boku rewitalizacji poszczególnych miejsc, potrzebny jest kompleksowy remont dawnej zabudowy. Samorządy są po prostu zbyt biedne, by na własnych barkach udźwignąć rozwiązanie problemu zdegradowanych dzielnic na Górnym Śląsku.

– Wróćmy jeszcze na moment na Szlak Zabytków Techniki. Wiem, że chciałby Pan, aby obiekty hutnicze miały w nim swój większy udział...
– Nie da się mówić o historii pracy na Górnym Śląsku bez opowieści o hutnictwie. Dlaczego jest to takie ważne? Dlatego, że hutnictwo w zasadzie zniknęło na naszych oczach. Górnictwo pozostawiło po sobie chociażby Zabytkową Kopalnię Węgla Kamiennego Guido w Zabrzu. Natomiast po hutnictwie nie ma nic. Obecnie przewodniczę Zespołowi ds. Utworzenia Muzeum Hutnictwa w Chorzowie, które ma powstać w najbliższych latach, a na które udało nam się uzyskać dofinansowanie unijne dzięki współpracy z miastem Zabrze. Kolejnym miejscem, gdzie hutnictwo nie daje o sobie zapomnieć, jest Nowym Bytom wraz z wielkim piecem hutniczym, znajdującym się w centralnym punkcie tej dzielnicy. Na szczęście kilka lat temu został zrobiony pierwszy krok w celu ocalenia tego obiektu, a teraz miasto stara się o jego rewitalizację. Czy warto? Wystarczy wybrać się do Ostrawy, gdzie tamtejszy piec hutniczy przyciąga tłumy turystów. Na Śląsku mamy także Walcownię w Muzeum Hutnictwa Cynku w Katowicach-Szopienicach. To fantastyczna grupa hutniczych zabytków techniki, które mogłyby stanowić część Szlaku Zabytków Techniki Województwa Śląskiego.


Komentarze