Niebanalni i In-nI
W świecie, w którym coraz częściej mijamy się zamiast spotykać, Rudzkie Stowarzyszenie Inicjatyw Niebanalnych „In nI” od niemal dwudziestu pięciu lat robi coś pozornie prostego, a w rzeczywistości rzadkiego: tworzy przestrzeń, w której ludzie naprawdę są dla siebie, nie obok - ale - razem. Zaczynali skromnie – dziś są jednym z tych miejsc, które spajają lokalną społeczność, pokazując, że kultura to nie tylko wydarzenia, ale przede wszystkim relacje. Historia tej organizacji to droga od małego pokoiku do tętniącego życiem centrum międzypokoleniowego przy Oświęcimskiej w Kochłowicach, które podczas tegorocznej Gali „Dziękujemy Pozarządowcom 2026 ” w pełni zasłużenie odebrało tytuł Organizacji Roku.
Początki
Idea „In – nych” narodziła się w 2000 roku w środowisku rudzkich harcerzy. Tomasz Bartniczak – inicjator i wieloletni prezes stowarzyszenia chciał stworzyć w mieście przestrzeń dla działań wykraczających poza schematy. Choć formalny wpis do KRS nastąpił w 2002 roku, realna działalność ruszyła wcześniej – od projektów cyklicznych i pierwszych spotkań w maleńkim pokoiku w obecnym Śląskim Teatrze Impresaryjnym.

– Nasze trzy na dwa metry – wspomina z uśmiechem Agata Korfanty, obecna sekretarz Stowarzyszenia. W tej klitce mieściło się wszystko: pomysły, dyskusje, przygotowania do seansów Dyskusyjnego Klubu Filmowego przy Kinie Patria, który stał się pierwszą wizytówką stowarzyszenia i otworzył mieszkańcom dostęp do kina ambitnego i niezależnego. – DKF Kafe In-nI był pierwszym przedsięwzięciem, które zorganizowaliśmy i na stałe wpisało się w historię Kina Patria, które jest dla nas ważnym miejscem – wspomina Elżbieta Frank – obecna prezes Stowarzyszenia. Do dnia dzisiejszego druga lub trzecia środa miesiąca jest spotkaniem z ciekawym filmem, prelegentem. Z czasem pojawiały się kolejne projekty: Festiwal Kultury Celtyckiej, „Lawiny”, „Głębiny”, „Art of Ride”. – Od kilku lat wspólnie z nami działa Grupa Fotograficzna „Źródło” i Rudzkie Modelarstwo Kartonowe. Stowarzyszenie tworzą ludzie, którzy nadają sens jego działaniom i sprawiają, że możemy funkcjonować na wielu płaszczyznach. Każdy ma swoją pracę i liczne obowiązki, a mimo to potrafi wygospodarować chwilę dla innych – dopowiada Elżbieta Frank. To właśnie z tych drobnych gestów i poświęconego czasu rodzi się realne dobro dla całej społeczności.
Prawdziwy przełom przyniósł jednak rok 2010, kiedy „In-nI” przejęli niszczejące piętro w budynku po dawnym klubie „Junior” w dzielnicy Kochłowice. Z miejsca zapomnianego stworzyli zupełnie inny dom kultury, który zaczął żyć – od rana do wieczora. Przejście do własnej siedziby wymusiło zmianę filozofii działania – z okazjonalnych wydarzeń na codzienną pracę z ludźmi, 365 dni w roku.
Mali, młodzi… i ci, którzy mają najwięcej do dania
Oferta dla najmłodszych szybko stała się jednym z filarów działalności. Zajęcia rytmiczne, taneczne, plastyczne, cyrkowe, muzyczne, robotyka, półkolonie i „ferie z pomysłem” sprawiły, że dom kultury zaczął tętnić życiem. Dla starszej młodzieży otwarto wolontariat – pierwszą szkołę odpowiedzialności i współpracy. Choć członkowie stowarzyszenia wywodzili się głównie z oświaty i początkowo planowali skupić się na dzieciach, potrzeby społeczne skierowały ich również uwagę na seniorów. Agata Korfanty wspomina: – Nie zdawałam sobie sprawy, że będę pracować z seniorami i najpierw miałam olbrzymie obawy… A okazało się, że ta praca jest bardzo motywująca, inspirująca. Seniorzy dają nam to, co mają najcenniejszego – czas, obecność, swoje doświadczenia…
Wioletta Paszek, prowadząca zajęcia ruchowe od 15 lat, zauważyła, że aby przyciągnąć starsze pokolenie, trzeba było dokonać paru zmian pojęciowych. – Zaczynałyśmy od „jogi”. Ale nazwa nie wzbudziła zainteresowania. Zmieniliśmy ją na „gimnastykę seniora” i to był strzał w dziesiątkę. Jak się zdejmie „etykietkę”, zostaje przecież świadoma praca z własnym ciałem – dopowiada.
Dziś na zajęcia przychodzą panie po siedemdziesiątce i osiemdziesiątce, które emanują optymizmem większym niż młodsze pokolenia. Seniorzy przychodzą tu nie tylko po sprawność, ale przede wszystkim po bliskość i poczucie więzi. Przełomem było powstanie w 2017 roku Klubu Aktywnego Seniora, który na stałe wpisał tę grupę w misję stowarzyszenia. Liderki stowarzyszenia dziś mówią o seniorach z czułością i szacunkiem, bo to właśnie oni tworzą najstabilniejszy, najwdzięczniejszy fundament In-nego Domu Kultury.
Most nad pokoleniami
Jednym z ciekawszych projektów „In- nych” jest „Młodzi i Młodsi”. Nazwę tego projektu wymyślili nasi młodzi wolontariusze w wieku od 14 lat. Połączyli swoje siły młodzież + senior i tak wspólnie uczyli się od siebie robienia na szydełku, zorganizowali wspólną prywatkę w stylu PRL. Te wszystkie grupy wspierają działania w Domu Kultury. Podczas wspólnych wydarzeń łączą się w pary – młody wolontariusz i senior, daje to ogromną motywację i zrozumienie dla obydwu stron. To wspólne odkrywanie świata i tworzenie albumu wspomnień, które dla wszystkich są najcenniejszym skarbem.

– Jako Dom Kultury organizujemy wspólne spotkania przedszkolaków i seniorów. W jednym kręgu siadają sześcioletni Franek i seniorka Ula. Dzieci uczą się przyszywać guziki i szydełkować, seniorzy – obsługi smartfonów. Podczas wspólnych zajęć dzieci dają seniorom energię, a seniorzy uczą młodych cierpliwości i konkretnych umiejętności – mówi Agata Korfanty. Elżbieta Frank dopowiada: – Tworzą się tutaj niesamowite więzi. Nasze seniorki stają się dla dzieci takimi „zastępczymi babciami”. A potem te relacje nadal trwają – już poza murami domu kultury – ktoś kogoś odwiedzi, ktoś przyniesie zakwas na chleb, podzieli się przepisem. Uczymy młodych nie tylko empatii i szacunku ale i odpowiedzialności za starsze pokolenie.
Satysfakcja ważniejsza niż premia
Choć praca społeczna bywa trudna, a codzienność wymaga mierzenia się z finansami i logistyką, zespół „In nI” nie traci zapału. – Ta cudowna wdzięczność, ci ludzie, którzy przychodzą i mówią, że mają swój najlepszy dom kultury… To daje nam dużą satysfakcję. Kontakt z drugim człowiekiem, obecność, wsparcie to najwyższa wartość – wyznaje Elżbieta Frank.
Ćwierć wieku później
Dziś, po niemal 25 latach od spotkań w małej klitce, „In-nI” patrzą w przyszłość z tą samą energią, z jaką zaczynali. Wychowują kolejne pokolenie wolontariuszy, którzy – jak żartują liderki – kiedyś przejmą pałeczkę i zorganizują zajęcia – już właśnie dla nich. – My się z tego teraz śmiejemy – mówi Elżbieta Frank. – Ale mówimy naszym młodym wolontariuszom, że za jakiś czas to Wy będziecie organizować zajęcia dla nas! Chcemy, żeby ten dom kultury trwał dalej jako miejsce spotkań, niezależnie od pokolenia, które będzie to miejsce dalej tworzyć.
Tekst i foto: BL
Autor wpisu