„Jaka Wigilia, taki cały rok”
07-01-2026, 11:13 Tekst i foto: bl
24 grudnia o godzinie 12.00 kilkudziesięciu mieszkańców Rudy Śląskiej zasiadło do wspólnego stołu w salkach przy parafii św. Wawrzyńca i św. Antoniego w Wirku, udowadniając, że w tym dniu nikt nie musi być samotną wyspą. To tutaj kontynuowana jest wizja śp. Andrzeja Stani, który ponad dwie dekady temu postanowił, że w Rudzie Śląskiej nikt nie powinien spędzać Wigilii w samotności, a przy wspólnym stole jest miejsce dla każdego – bez względu na status czy życiowe trudności.
Boże Narodzenie w Wirku zaczęło się od wspólnej modlitwy i gestu, który kruszy najtwardsze lody – łamania się opłatkiem. W salkach parafialnych w samo południe odbyło się spotkanie, które stało się świąteczną tradycją niosącą radość tym, którzy najbardziej potrzebują bliskości.
Wielka moc prostych słów
Uroczystość miała swój uświęcony tradycją porządek. Wszystko zaczęło się od tego, co najważniejsze – proboszcz parafii św. Wawrzyńca i św. Antoniego, ks. Ireneusz Brach, odczytał fragment Pisma Świętego o boskim narodzeniu i poprowadził wspólną modlitwę. Potem nastąpił moment, który wywołał największe wzruszenie: dzielenie się opłatkiem, życzenia wypowiadane prosto z serca. W salce parafialnej zapanowała podniosła, a jednocześnie bardzo serdeczna i niemal domowa atmosfera. Nie było obcych – były tylko dłonie wyciągnięte do drugiego człowieka i szczere życzenia, które w tym gronie nabierały szczególnej mocy.
Po tej chwili autentycznej bliskości nadszedł czas na tradycyjną wieczerzę. Na stołach, przygotowanych przez szefów kuchni z restauracji „Biały Dom” z Paniówek, zagościł aromatyczny barszcz z uszkami, pyszny karp i kapusta z ziemniakami. Ale jedzenie było tylko tłem dla tego, co działo się między ludźmi.
Chwile zatrzymane w czasie
To nie była jedynie wczesna kolacja, lecz czas niespiesznych rozmów i wspomnień – chwile, które wydawały się jakby zatrzymane w czasie. Nad wszystkim czuwała Aniela Staszczuk, przewodnicząca koła Związku Górnośląskiego Wirek-Czarny Las-Bielszowice, która z wielkim oddaniem kontynuuje dzieło zapoczątkowane przed laty przez ówczesnego przewodniczącego Koła, Andrzeja Stanię, prowadzone gdy objął urząd prezydenta, przez Irenę Krząkałę i członków koła.
– Dla nas najważniejsze jest to, by nikt nie odchodził od tego stołu z poczuciem, że jest sam – podkreślała Aniela Staszczuk. – Chcemy, by każdy zabrał ze sobą do domu nie tylko paczkę, ale przede wszystkim ciepło i pewność, że jest dla nas ważny.
I taka była idea wigilijnych spotkań według Andrzeja Stani: sprawić, by nikt w mieście w czasie Świąt nie czuł się zapomniany.
Refleksje i gesty
Wspólne świętowanie było też okazją do głębszej refleksji, którą podzielił się obecny na spotkaniu prezes Związku Górnośląskiego, Grzegorz Franki.
– Mówi się, że jaka Wigilia, taki cały rok. Cieszę się, że w tym dniu mogę być właśnie tutaj – mówił Franki. – To spotkanie przypomina nam o tym, po co w ogóle są te święta i w co my wierzymy. Ten piękny gest, który możemy dać raz w roku tym, którzy są troszeczkę słabsi czy mniej zaradni, przypomina nam o naszym własnym człowieczeństwie. Warto się rozejrzeć i zobaczyć, że świat nie zawsze i nie dla wszystkich jest taki kolorowy, jakbyśmy chcieli.
Z ciepłem w sercu
Nikt nie opuścił Wirku z pustymi rękami. Oprócz wspomnień i dobrych życzeń, dzięki sponsorom każdy uczestnik otrzymał świąteczny podarunek: owoce, słodycze, przekąski oraz tradycyjne makówki, by czas smakowania Świąt trwał jeszcze dłużej. Jednak najważniejszym, co wynieśli goście z salek przy parafii św. Wawrzyńca i św. Antoniego, było poczucie wspólnoty, „zaopiekowania”. Wizja Andrzeja Stani, wigilia dla ubogich i samotnych w Rudzie Śląskiej pokazała, że w Święta serce miasta bije najmocniej tam, gdzie ludzie potrafią się choć na chwilę zatrzymać i bezinteresownie podzielić dobrem z drugim człowiekiem.





Komentarze