Facebook
Aktualny numer

Najlepszy tygodnik i portal społeczno-kulturalny w Rudzie Śląskiej

Epidemia wymyka się spod kontroli

29-10-2020, 11:28 Joanna Oreł

Przepełnione lub zamknięte szpitale oraz brak personelu medycznego. Po drugiej stronie mamy pacjentów, którzy także potrzebują pilnego leczenia z powodu innych, ciężkich chorób. Sytuacja w służbie zdrowia z powodu epidemii koronawirusa staje się coraz bardziej napięta. Kierownik Izby Przyjęć Szpitala Miejskiego w Rudzie Śląskiej dr Tomasz Underman mówi wprost – system jest tak przeciążony, jak jeszcze nigdy nie był w ostatnich latach.

– Szpitalne oddziały ratunkowe i Izby Przyjęć są zamykane w kolejnych miastach z powodu koronawirusa. Jak to wygląda w Rudzie Śląskiej?
– Od początku pandemii jesteśmy na pierwszej linii frontu. Jednak teraz mamy stan prawdziwego oblężenia. Pacjentów z podejrzeniem COVID-19 jest bardzo dużo. Trafiają do nas codziennie. Jeżeli mamy wolne izolatki, to jesteśmy w stanie ich przyjąć. Następnie diagnozujemy pacjentów i w zależności od ich stanu klinicznego kierujemy do szpitala zakaźnego, na izolację, bądź kwarantannę. Oczywiście wszystko zależy od tego, w którym szpitalu są wolne miejsca, a z tym jest coraz trudniej. Sytuacja zmienia się z godziny na godzinę. Najważniejsze jest przecież, żeby pacjent był pod opieką medyczną. Jeżeli ktoś nie wierzy w koronawirusa, to gwarantuję, że nie chciałby być wewnątrz naszej Izby Przyjęć.

– Nagrania rozmów ratowników medycznych z dyspozytorniami co nuż wypływają do Internetu. Karetki jeżdżą od szpitala do szpitala i „odbijają się od drzwi”. Gdzie my, jako pacjenci, mamy szukać pomocy? Pandemia koronawirusa to jedno, ale przecież inne choroby nie zniknęły…
– Jeżeli nasz stan lub osoby, z którą coś się dzieje, wskazuje na zagrożenie życia, to oczywiście należy zadzwonić do pogotowia ratunkowego. Dyspozytor wie, jakim zespołem i zasobem karetek dysponuje. W tej chwili z powodu sytuacji epidemiologicznej zamknięte są szpitale m.in. w Zabrzu, Świętochłowicach i Bytomiu. Jeżeli u nas mamy zakażony personel lub izolatoria są zajęte, również musimy wyłączyć z użytku Izbę Przyjęć. Kolejny problem jest taki, że poszczególne oddziały są zamykane z powodu zainfekowania i nie mogą przyjąć pacjenta, który trafi a np. z problemami neurologicznymi. Niemniej jako mieszkańcy Śląska jesteśmy w o tyle „dobrej” sytuacji, że mamy największą liczbę szpitali w Polsce. Nie zalecam jednak optymizmu, bo to może się zmienić wraz ze wzrostem zakażeń. W tym miejscu chcę zaapelować do społeczeństwa. Akcja „Nie kłam medyka” nie przynosi efektów. Nadal trafiają się pacjenci, którzy tak naprawdę nie potrzebują diagnostyki i leczenia, lecz np. chcą „wyłudzić” L4. Tym samym zajmują miejsca pacjentom, którzy naprawdę potrzebują pomocy. To skrajny egoizm, który obserwujemy od lat. Jest jeszcze jedna sprawa. Mimo stosowania wszelkich środków ochronnych pacjent naraża się w ten sposób na zakażenie koronawirusem. Darujmy więc sobie „niepotrzebne” wizyty na Izbie Przyjęć.

– Odnoszę wrażenie, że kiedy rozmawialiśmy w marcu, w Pana głosie słyszałam więcej wiary w to, że epidemię uda się pokonać...
– Wiara nadal jest, z tym że towarzyszy jej coraz większe zmęczenie i fakty świadczące o tym, że nawet najbogatsze kraje świata nie radzą sobie z koronawirusem. Do tego każdego dnia musimy podejmować decyzje, w których etyka odgrywa bardzo dużą rolę. Dochodzi do tego, że musimy wybierać, którego pacjenta możemy aktualnie przyjąć, a którego nie. Oczywiście staramy się pomóc wszystkim, ale to staje się coraz trudniejsze. Oprócz zagrożenia epidemicznego nie zmniejszyła się przecież liczba wypadków, urazów, czy zawałów serca. Skoro wszyscy zajmujemy się leczeniem COVID-19, to co z resztą chorych? Politycy przerzucają się różnymi argumentami, ale sytuacja jest naprawdę poważna. Wynika to z 20-letnich zaniedbań w służbie zdrowia. Brakuje kadr, zamknięto szkoły medyczne, pielęgniarki i ratownicy medyczni pracują na dwóch, trzech etatach. Jeżeli dotyka ich koronawirus, spada liczba pracowników w kilku miejscach. Naszym problemem nie jest dziś liczba respiratorów. Zaczyna brakować ludzi do ich obsługi i opieki nad chorymi. Budowanie szpitali polowych niczego nie zmieni. I nie, nie zgadzam się z tym, co mówią politycy – sytuacja wcale nie jest opanowana. Spodziewamy się, że przez najbliższy miesiąc będziemy mieli dosyć dużo zachorowań na koronawirusa. To nakłada się na liczbę dotychczas zakażonych osób i chorych z innymi problemami. O ile jeszcze miesiąc temu umieszczenie pacjenta w szpitalu zakaźnym trwało ok. pół godziny od uzyskania pozytywnego wyniku na COVID-19, to dzisiaj mamy coraz większy problem. System jest tak przeciążony, jak jeszcze w ciągu 25 lat mojej pracy nigdy nie był.

– Uważa Pan, że wprowadzone obostrzenia to za mało?
– Podczas pierwszej fali koronawirusa ludzie się do nich stosowali. Natomiast teraz wybierają wiarę w teorie spiskowe. Zresztą na całym świecie tak jest. Czujność zdecydowanie spadła. Trzeba stosować te zasady, o których mówi się cały czas. Załatwiajmy tylko to, co jest niezbędne. Ograniczmy spotkania rodzinne i ze znajomymi, zwłaszcza gdy mają w nich uczestniczyć osoby starsze. Zachowujemy dystans społeczny oraz odpowiednią higienę. Chodzi mi także o higienę maseczek, bo obserwujemy u pacjentów, w jakim często są one stanie. Zagrożenie jest poważne. Nie wiem, co musiałoby się stać, żeby ludzie to zrozumieli. Do dzisiaj przecież nie ustalono, dlaczego jedne osoby chorują w stopniu bardzo ciężkim, drugie w lżejszym, a inne bezobjawowo. Nie są znane mechanizmy tej choroby, ale to nie jest „zwykła” grypa, czy przeziębienie. To nie jest tak, że tylko dla osób z chorobami współistniejącymi koronawirus jest groźny. Umierają także zdrowe i młode osoby! Skala tego problemu przybiera na sile ze względu na powszechność wirusa. Jeżeli nie przerwiemy transmisji, to nie liczymy na spadek zachorowań.

– A co później?
– Wszyscy czekamy na szczepionkę, ale najpierw musi ona powstać, być dostępna oraz bezpieczna. Niestety ruchy antyszczepionkowe nie pomagają w tym, a wręcz przybierają na sile. Nawet jeżeli szczepionka będzie dostępna wiosną 2021 roku, to efekty będą dopiero za rok. I nie chodzi o to, że przestaniemy chorować. Szczepionki mają pomóc w złagodzeniu przebiegu choroby.

– Wspominał Pan o różnego typu teoriach. Nadzieją na to, że będzie lepiej, jest np. teoria o zbiorowej odporności.
– Patrząc na cały świat, już możemy powiedzieć, że powoli przestaje mieć ona rację bytu. Mówię o krajach azjatyckich – Chinach, Singapurze, czy Hongkongu. Wprowadzono tam restrykcje, które u nas także wracają i tam sytuacja jest pod kontrolą. W Chiny choroba ta uderzyła jako pierwsza i po początkowym okresie wielu zakażeń, dzięki restrykcjom i postawie społeczeństwa uzyskano stabilizację, jeżeli chodzi o liczbę zakażeń. Natomiast w Europie panuje rozprężenie. Widać to szczególnie w krajach basenu Morza Śródziemnego – we Włoszech, czy Hiszpanii. Zasady nie są przestrzegane i to się mści. Wspomniana teoria odporności zbiorowej do pewnego momentu działała w Szwecji, ale tam także nie sprawdziła się. Poza tym próba wprowadzenia takiego modelu wiązałaby się z ogromną falą zachorowań i z ogromną liczbą zgonów. Kto miałby wziąć odpowiedzialność za życie tych ludzi?


Komentarze


08-11-2020, 20:12
myszka napisał(a):

a co mają zrobić ludzie chorujący na serce raka iinne poważne schorzenia czekający na operację w kolejce jest to holokaust starszych ludzi eutanazja tyle się walczy o nienarodzone a co z żyjącymi

30-10-2020, 18:38
Tww napisał(a):

Czyżby szykował się reset do 2024 roku? Jakaś paranoja, szpitale puste a o innych chorobach zapomnieli? Może szukacie wolontariuszy, wielu bardzo chętnie się zgłosi. Ratownicy pielęgniarki sanitariusze poza są wycieńczeni sztucznymi często działaniami, a głowni lekarze się bawią dobrze.

29-10-2020, 23:37
Covidbzdura napisał(a):

Wyłudzanie l4? Gówno prawda! Nie trzeba jeździć po szpitalach czy izbach przyjęć. Wystarczy zadzwonić na teleporade i El Quatro załatwione...

29-10-2020, 22:06
Oburzona napisał(a):

To niech dalej są takie spędy protestujących, to na pewno wirusa pokonamy. Głupie baby i nie tylko... Zachciało im się łazić po ulicach i ryczeć na daremno...bez maseczek, bez dystansu... Takich powinni karać!