12 Czerwca – Dziś świętują: Antonina, Jan, Leon.

Dekada pasji, dźwięku i spełniania marzeń.


– Dziesięc lat temu z tej sceny ten utwór – »Jedna z gwiazd« – wybrzmiał po raz pierwszy, otwierając musical »Kopciuszek – zamienił się sen w rzeczywistość«” – tymi słowami Bartosz Banasik otworzył swój benefis, wracając pamięcią do momentu, w którym wszystko się zaczęło. 31 maja scena Śląskiego Teatru Impresaryjnego im. Henryka Bisty stała się miejscem niezwykle osobistej opowieści — o idei, która z lokalnej inicjatywy Stowarzyszenia „MusicALL” urosła do formatu prężnie działającej Śląskiej Sceny Młodych, obecnej dziś w trzech śląskich miastach.

Wieczór miał w sobie coś z albumu wspomnień, ale i coś z manifestu. Banasik nie potrzebował taryfy ulgowej dla jubilata – pokazał się jako twórca kompletny: kompozytor, aranżer, reżyser i autor tekstów, który swoje światy buduje konsekwentnie, od pierwszej nuty po ostatnie światło. Przekrojowy „spacer” przez dziewięć autorskich spektakli – od debiutanckiego Kopciuszka po najnowsze Reszty nie trzeba – przypomniał, że jego piosenki mają rzadką właściwość: zostają z człowiekiem na długo po tym, jak kurtyna opadnie.

Jubilat dał się tego wieczoru poznać jako niezwykle sprawny, błyskotliwy konferansjer. Zza klawiatury fortepianu, z ogromną swobodą i dystansem, sypiąc z rękawa anegdotami opowiadał o… swoich ciekawych początkach w szkole muzycznej. Jak sam z uśmiechem przyznał, ukończył ją głównie dzięki niezłomnej determinacji mamy, co z perspektywy czasu zaowocowało imponującą swobodą i warsztatem wysokiej próby. Dramaturgia benefisu opierała się na pięknym kontraście. W części akustycznej, Banasik zasiadł przy fortepianie – wyciszony, skupiony, dyskretny. Pozwolił, by pierwszy plan należał do jego podopiecznych, a sam stał się ich delikatnym, wspierającym „drugim głosem”.

Druga część koncertu była już pełnym zanurzeniem w jego muzyczny świat: bogate aranżacje, mocne brzmienia, choreografie, które od lat stanowią znak rozpoznawczy jego reżyserskiego stylu. Scena pulsowała energią, a każdy numer miał w sobie coś z małego spektaklu.

Najbardziej poruszająca była jednak relacja mistrza z uczniami. Na scenie stanęły obok siebie różne pokolenia – od kilkuletnich debiutantów po młodzież, która dorastała razem z kolejnymi projektami. Banasik ukazał tu swój największy, pozamuzyczny talent: jest mentorem, który bezbłędnie dostrzega w młodych ludziach ukrytą „iskrę”, z szacunkiem zmieniając ją w sceniczną odwagę. Dla wielu z tych młodych wykonawców uczestnictwo w Śląskiej Scenie Młodych stało się kursem pewności siebie i lekcją pasji, która uformuje ich charaktery bez względu na to, czy kiedykolwiek zwiążą swoją przyszłość z teatrem.

Wieczór miał też wymiar odkrywania kulis. Po raz pierwszy publiczność mogła poznać proces powstawania tak dużych produkcji — usłyszeć wprost od autora, jak wiele pracy, emocji i konsekwencji kryje się za każdym spektaklem. Dziesięć lat zamkniętych w muzyce i obrazach uświadomiło skalę przedsięwzięcia, które przez lata zdobyło serca tysięcy widzów. W finale Banasik podziękował tym, którzy na przestrzeni lat bezwarunkowo wierzyli w jego projekt i wspierali go na każdym etapie artystycznej drogi. W tym gronie znalazła się także redakcja „Wiadomości Rudzkich” — to piękny gest, który przyjęliśmy z ogromną wdzięcznością.

Po opuszczeniu kurtyny emocje przeniosły się do holu teatru. To tam, w nieco bardziej swobodnej atmosferze, jubilat przyjmował lawinę zasłużonych życzeń, gratulacji i kwiatów, częstował jubileuszowym tortem. Trudno o piękniejsze zwieńczenie dekady niż chwila, w której twórca może po prostu zatrzymać się i poczuć bliskość ludzi, dla których tworzy.

Niedzielny benefis udowodnił jedno: Bartosz Banasik stworzył unikalną przestrzeń, w której sztuka spotyka się z mądrą edukacją. Wieczór zostawiał widzów z prostą, ale celną konkluzją: warto mieć odwagę, by marzyć, i upór, by te marzenia przekuwać w rzeczywistość.

Wszystkiego dobrego na kolejne dziesięć lat!

Autor wpisu

REDAKCJA
REDAKCJA