Facebook
Aktualny numer

Najlepszy tygodnik i portal społeczno-kulturalny w Rudzie Śląskiej

Czas podsumowań, czas oceny

25-08-2020, 12:35 Joanna Oreł

W najbliższy czwartek (27.08) rudzcy radni zadecydują o udzieleniu bądź nie absolutorium prezydent miasta za wykonanie budżetu w 2019 roku. Komisja Rewizyjna Rady Miasta złożyła pozytywny wniosek w tej sprawie. Podczas sesji absolutoryjnej odbędzie się także głosowanie nad wotum zaufania. To dobry czas, aby podsumować, jaki był ubiegły rok pod względem zarządzania miastem i jego finansami, a także co nas czeka w kolejnych miesiącach. Rozmawiamy o tym z Grażyną Dziedzic, prezydent Rudy Śląskiej.

– W ubiegłym roku dopiero drugi raz w historii prezydentury otrzymała Pani absolutorium za wykonanie budżetu. Ma Pani nadzieję na to, że w najbliższy czwartek radni po raz trzeci będą na „tak”?
– Nie mam pojęcia, jak ostatecznie zagłosują radni i na nic się nie nastawiam. Przyzwyczaiłam się już do tego, że przy tym głosowaniu twarde dane i fakty czasem schodzą na dalszy plan – liczy się polityka. Każdy scenariusz jest więc możliwy, choć warto podkreślić, że Komisja Rewizyjna Rady Miasta złożyła wniosek o udzielenie mi absolutorium za wykonanie budżetu za 2019 rok. Zyskał on pozytywną opinię Regionalnej Izby Obrachunkowej w Katowicach, więc jest „zielone światło”, żeby radni zagłosowali na „tak”. Przypominam, że absolutorium udziela się prezydentowi za wykonanie budżetu miasta w danym roku. W ocenie RIO dobrze sobie poradziliśmy z tym zadaniem. Ale z doświadczenia wiem, że to nie ma znaczenia dla niektórych radnych. Podczas sesji rozpatrywany będzie też „Raport o stanie miasta” za ubiegły rok, potem zaś odbędzie się głosowanie nad wotum zaufania. Ten instrument oceny został wprowadzony od tej kadencji samorządu i ma daleko idące skutki. Konsekwencje nieudzielenia wójtowi, burmistrzowi czy prezydentowi miasta wotum zaufania są bardzo poważne – jeżeli dojdzie do tego w dwóch kolejnych latach z rzędu, to radni mogą podjąć uchwałę o przeprowadzeniu referendum w sprawie jego odwołania.

– Choć sytuacja jest tak szczególna, że chciałoby zapytać się o obecną sytuację miasta, to czwartkowa sesja dotyczyć będzie podsumowania ubiegłego roku. Jaki on był, jeżeli chodzi o zarządzanie miastem? Jest Pani zadowolona?
– To był bardzo trudny rok, bo to właśnie wtedy wprowadzone zostały zmiany, które poważnie odbiły się na finansach samorządów. Musieliśmy mocno zmienić nasze plany finansowe, rezygnując nie tylko z wielu inwestycji, ale również ograniczając wydatki bieżące. Z powodu zmian w systemie podatkowym, wprowadzonych w trakcie roku budżetowego, pozbawiono nas wielomilionowych dochodów. Gdy zaczęliśmy głośno protestować, to od przedstawicieli partii rządzącej usłyszeliśmy, że w ostatnich latach samorządy bogaciły się na wzroście wpływów z podatku PIT. Do tej pory te dochody faktycznie rosły, ale jeszcze szybciej od nich rosły nasze wydatki. Szkoda, że tego rząd już nie mówi. Powiem więcej, te wydatki rosły nie dlatego, że jesteśmy tak rozrzutni, tylko z powodu zmian ustawowych wprowadzanych przez rząd i parlament. Wszystko to dokładnie policzyliśmy. Okazało się, że w latach 2014-2019 dla Rudy Śląskiej wzrost dochodów z PIT wyniósł niespełna 64 mln zł, a wzrost samych wydatków na wypłaty dla pracowników samorządowych to ponad 71 mln zł, w tym ponad 52 mln zł na wynagrodzenia w oświacie. A gdzie pozostałe podwyżki, które obciążają budżet miasta? Pomiędzy 2015 a 2019 r. nasze wydatki na oświatę wzrosły o ponad 43,2 mln zł, przy czym w tym czasie subwencja oświatowa wzrosła jedynie o około 21,8 mln zł. Z powodu zbyt małych środków przekazywanych Rudzie Śląskiej przez rząd do każdej złotówki otrzymanej z subwencji i dotacji oświatowej miasto musiało w ubiegłym roku ze swojego budżetu dokładać 0,77 zł, czyli w sumie ponad 110,2 mln zł. Mogę tak wyliczać dalej… Otrzymywane z budżetu państwa środki pokryły jedynie 69 proc. wydatków miasta na wynagrodzenia w oświacie. Co za tym idzie, do samych tylko wynagrodzeń nauczycieli dopłaciliśmy blisko 15 mln zł. Radni mają świadomość, jaka jest sytuacja i z czego się wzięła, choć nie wszyscy mają odwagę głośno to powiedzieć. Pod koniec ubiegłego roku, a więc tego, który będzie oceniany podczas czwartkowej sesji, większość z nich przegłosowała nawet apel do rządu w sprawie trudnej sytuacji budżetowej Rudy Śląskiej. W większości nie podpisali się pod nim jedynie przedstawiciele PiS.

– Porozmawiajmy o tym, czego nie udało się zrobić. Między innymi budowa trasy N-S jest w zawieszeniu. Pozostałe inwestycje unijne też raczej realizowane są wolniej niż szybciej. Można odnieść wrażenie, że w mieście nastąpił inwestycyjny zastój…
– Na szczęście to tylko wrażenie. Wciąż realizujemy w mieście wiele inwestycji, przede wszystkim tych finansowanych ze środków unijnych. Wśród nich są: rewitalizacja koksowni, podwórek, instalacja nowego oświetlenia LED, termomodernizacje… Nie ma tu żadnego zastoju. Realizację trasy N-S w kierunku autostrady trzeba było zawiesić, bo jedyna oferta, która została złożona w przetargu, przewyższała kosztorys o 100 mln zł. To przecież gigantyczne pieniądze! Nie mieliśmy innego wyjścia, jak tylko unieważnić przetarg i zlecić podział dokumentacji projektowej na dwa mniejsze odcinki. Inaczej nie udźwigniemy finansowo tego przedsięwzięcia. Wydatki na inwestycje w ubiegłym roku wyniosły ponad 104 mln zł. To mniej niż pierwotnie zakładaliśmy, bo z części przedsięwzięć zrezygnowaliśmy, gdy dowiedzieliśmy się o zmianach podatkowych uszczuplających dochody samorządów. Proszę pamiętać, że te ponad 100 mln zł na inwestycje to jedna ósma całego budżetu. To naprawdę dużo.

– Ten rok to cięcia, jeżeli chodzi m.in. o sport, zabytki i kulturę. Czy to oznacza, że 2019 rok był ostatnim, kiedy to udało się „domknąć” budżet Rudy Śląskiej?
– Ten rok również mamy „domknięty”, inaczej projekt budżetu negatywnie zaopiniowałaby Regionalna Izba Obrachunkowa. Tyle tylko, że udało się to zrobić wyłącznie dzięki cięciom wydatków. Przede wszystkim musieliśmy zapewnić pieniądze na zadania obowiązkowe, a dotacje dla klubów sportowych, imprezy kulturalne czy renowacja zabytków takimi nie są. To nie była łatwa decyzja, a jej konsekwencje odczuwam na własnej skórze. Było to jednak jedyne rozwiązanie. Nie chcę nadmiernie zadłużać miasta, bo wiem, czym to się może skończyć. Już to „przerabiałam” i nikomu nie życzę, by musiał podejmować tak dramatyczne decyzje jak ja 9 lat temu. Byłoby łatwiej, gdyby na budżecie miasta nie ciążył kredyt zaciągnięty na budowę Aquadromu. Ale z tym już nic nie da się zrobić. Musimy wszyscy wypić piwo, które ktoś nam kiedyś nawarzył. Od razu dopowiem – ja nie neguję samej inwestycji, natomiast krytycznie oceniam sposób jej finansowania. Poza tym „czkawką” odbija się opór części radnych przed urealnieniem stawki opłaty za śmieci. Z tego powodu musimy dokładać do obsługi systemu pieniądze z budżetu miasta, i to niemałe, bo około 8 mln zł. Do dziś nie umiem też zrozumieć, dlaczego Rada Miasta nie zdecydowała się na podwyższenie podatku od nieruchomości. Niestety, tak w aktualnej sytuacji muszą sobie radzić samorządy. Takie decyzje podjęły rady miast m.in. w Katowicach, Gliwicach, Chorzowie, Bytomiu czy Zabrzu. Dla przeciętnego mieszkańca to są naprawdę „groszowe” sprawy – dla budżetu miasta milionowe… Odpowiedzialność za miasto i mieszkańców wiąże się z podejmowaniem trudnych decyzji, często niepopularnych, bo nie da się zjeść ciastka i mieć ciastka. Coś za coś.

– Nie spodziewała się chyba Pani, że rok, w którym minie dekada, odkąd zarządza Pani miastem, będzie taki trudny i pełen wyzwań. Niedawno poinformowała Pani o kolejnych, niższych w porównaniu do ubiegłego roku, wpływach z podatku PIT za lipiec.
– Rzeczywiście, udziały z tytułu podatku PIT za lipiec są mniejsze od ubiegłorocznej transzy za ten miesiąc o blisko 700 tys. zł, a ogółem od początku tego roku dostaliśmy o prawie 8,5 mln zł mniej. Nawet jeżeli do tego dodamy 7,4 mln zł, które mamy „obiecane” w ramach Rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych, czyli z tych słynnych czeków, z którymi politycy partii rządzącej tak chętnie fotografowali się przed wyborami prezydenckimi, to wciąż jest to o 1 mln zł mniej niż przed rokiem. Ten milion złotych nie byłby problemem, gdyby wydatki miasta pozostały na takim samym poziomie jak w 2019 r. Niestety, tylko w związku ze wzrostem pensji minimalnej, z budżetu miasta będziemy musieli wydać w tym roku o ok. 9 mln zł więcej. Do tego dochodzą podwyżki w oświacie czy ciągle rosnące dopłaty miasta do gospodarki odpadami itd. Mogłabym tak długo wymieniać… Każdego roku przy wzroście wydatków odnotowywaliśmy wzrost wpływów z PIT – od kilku do nawet 18 mln zł. W tym roku nie dość, że nie otrzymamy większych wpływów, to mogą być one znacznie mniejsze niż przed rokiem. Gdy pod koniec ubiegłego roku dzieliliśmy się obawami, że tegoroczne dochody z PIT mogą być niższe, to niektórzy radni mówili nam, byśmy nie dramatyzowali i że trzeba z optymizmem patrzeć w przyszłość. Do dziś mam te słowa w pamięci. Rzeczywistość je jednak zweryfikowała. Zawsze w kwestii zarządzania finansami miasta trzymałam się twardych danych i realnych wskaźników, nigdy nie podchodziłam do tych spraw na zasadzie „jakoś to będzie”. Jak widać, różne są do tego podejścia, być może niektórzy za bardzo napatrzyli się na świat przez „różowe okulary” albo z premedytacją chcieli „wpuścić nas w maliny”.

– Pani prezydent, myślę też, że wielu mieszkańców zastanawia się, co będzie dalej z rudzkimi kopalniami, a zwłaszcza KWK Ruda Oddział Bielszowice. Ludzie boją się o miejsca pracy. Czy włączono Was w rozmowy o przyszłości górnictwa w Rudzie Śląskiej? Może Pani uspokoić mieszkańców?
– Rząd z nami w ogóle na ten temat nie rozmawia, zostaliśmy całkowicie pominięci. Gdy zapowiedziano, że powołany zostanie specjalny zespół, który opracuje plan naprawczy dla Polskiej Grupy Górniczej, to prosiliśmy, żeby włączyć do niego samorządy. Niestety, do dziś nikt do nas się w tej sprawie nie odezwał. Cóż… Jakoś musimy się z tym pogodzić. Bardziej zabolało mnie to, że lider górniczej „Solidarności” stwierdził, że samorządowcy dotąd siedzieli cicho i „wreszcie zorientowali się”, jak likwidacja kopalń wpłynie na sytuację społeczno-ekonomiczną gmin górniczych. Brak słów. Mogę pokazać pisma, które zostały wysłane w obronie miejsc pracy w górnictwie. Doskonale wiem, jakie problemy rodzi zamykanie kopalń, bo kiedy 13 lat temu likwidowano KWK „Polska-Wirek” byłam dyrektorem MOPS. Owszem, pracownicy otrzymali odprawy, ale dramat zaczynał się, gdy wydali te pieniądze. U niektórych poszło to bardzo szybko, a my zgodnie z prawem już nie mogliśmy wypłacić żadnych innych świadczeń. Ja to doskonale rozumiem, że branżę trzeba zrestrukturyzować, ale to musi być proces rozłożony na lata i prowadzony we współpracy wszystkich zainteresowanych stron, inaczej, grozi nam zapaść.

– Dziękuję za rozmowę.


Komentarze


26-08-2020, 09:13
polo napisał(a):

dwója na szynach