Facebook
Aktualny numer

Najlepszy tygodnik i portal społeczno-kulturalny w Rudzie Śląskiej

Czarne chmury nad „Rudą”

22-09-2020, 10:27 Joanna Oreł

Związki zawodowe działające na Górnym Śląsku oraz w Zagłębiu Dąbrowskim reaktywowały Międzyzwiązkowy Komitet Protestacyjno-Strajkowy i ogłosiły pogotowie strajkowe w całym regionie. Ich zdaniem decyzje rządu dotyczące polityki klimatyczno-energetycznej zagrażają setkom tysięcy miejsc pracy w górnictwie, energetyce, hutnictwie, motoryzacji oraz w innych sektorach przemysłu. Komitet dał premierowi Mateuszowi Morawieckiemu tydzień na rozpoczęcie rozmów. Do tych jednak nie doszło, więc ruszyły akcje protestacyjne. Transformacja może też boleśnie dotknąć Rudę Śląską. O tym, jakie mogą być jej skutki, rozmawiamy z prezydent Grażyną Dziedzic.

– Sytuacja w górnictwie zaczyna się robić coraz bardziej nerwowa. O miejsca pracy zaczynają się obawiać już nie tylko górnicy i ich rodziny, ale chociażby także sklepikarze czy nawet fryzjerzy, którzy prowadzą swoje interesy nieopodal ruchu „Bielszowice”, „Halemba” i „Pokój”. Takich przykładów można mnożyć bez końca. Czy kopalnia „Ruda” rzeczywiście ma pójść do likwidacji? Nie boicie się, że takie posunięcie może skończyć się dla Rudy Śląskiej „gospodarczym tsunami”?
– Niestety, nikt z nami na ten temat nie rozmawia. O wszystkim dowiadujemy się albo z przecieków medialnych, albo z nieoficjalnych rozmów. Bardzo żałuję, że nie zostaliśmy włączeni, choćby na zasadzie obserwatora, do związkowo-rządowego zespołu ds. naprawy górnictwa i energetyki. Uczestnicząc w tych rozmowach mniej więcej wiedzielibyśmy, w jakim kierunku to wszystko idzie, choć się tego domyślamy. Nie mamy złudzeń – restrukturyzacja dotknie bardziej lub mniej także „Rudę”, dlatego przygotowujemy się na różne scenariusze, również te najczarniejsze. Choć mówiąc szczerze, nie widzę powodu do realizacji takich scenariuszy w Rudzie Śląskiej. Uważam, że decyzja o likwidacji kopalni w naszym mieście nie jest do końca przemyślana! Nie zgadzam się na tak pochopne podchodzenie do tak poważnej kwestii. I chcę stanowczo oświadczyć, że będę bronić KWK „Ruda”. Jeżeli bez odpowiedniego planu do zamknięcia pójdzie cała kopalnia, to grozi nam katastrofa, nie tylko gospodarcza, ale przede wszystkim społeczna. Nasze miasto jest największym skupiskiem osób pracujących w górnictwie. W Polskiej Grupie Górniczej zatrudnionych jest ponad 4 tysiące rudzian, z czego w KWK „Ruda” pracuje przeszło 3700 mieszkańców Rudy Śląskiej. Problem dotknie jednak nie tylko nas, bo przecież w tym zakładzie pracują również osoby z miast ościennych. KWK „Ruda” zatrudnia przeszło 7 tysięcy pracowników. Na tym jednak sprawa się nie kończy, bo szacuje się, że jedna osoba zatrudniona w górnictwie generuje trzy miejsca pracy poza nim. Perspektywa całkowitej likwidacji naszej kopalni powoduje zatem zagrożenie dla 28 tysięcy miejsc pracy, nie tylko w Rudzie Śląskiej.

– Ta liczba robi wrażenie, zwłaszcza, jeżeli uświadomimy sobie, że prawie każdy mieszkaniec Rudy Śląskiej ma w bliższej lub dalszej rodzinie oraz wśród znajomych osoby pracujące w rudzkiej kopalni. Macie im coś do zaoferowania w zamian? Oczekiwania społeczne są takie, że to władze miasta powinny pobudzać gospodarkę, ściągać inwestorów i tworzyć nowe miejsca pracy.
– Robimy to cały czas i bardzo mnie boli, kiedy słyszę, że w mieście powstają tylko kolejne markety i magazyny. To bardzo krótkowzroczny ogląd sytuacji, bo według ubiegłorocznego zestawienia miesięcznika „Forbes”, Ruda Śląska znalazła się w gronie 39 najbardziej aktywnych biznesowo samorządów w Polsce. Dodatkowo po Warszawie i gminie Lesznowola mieliśmy najlepszy bilans w zakresie migracji przedsiębiorstw. Oznacza to, że zdecydowanie więcej firm swoją siedzibę przeniosło do Rudy Śląskiej niż ją opuściło. Ale wróćmy do tematu. Zarysowałam oczywiście najgorszy z możliwych scenariuszy. On wcale nie musi się w najbliższym czasie ziścić, jednak jedno jest pewne i trzeba to powiedzieć dosadnie – „Ruda”, jak i inne kopalnie, prędzej czy później przestanie „fedrować”. Stopniowe wycofywanie się z wydobycia węgla jest konieczne do wdrożenia polityki klimatyczno-energetycznej Unii Europejskiej, a także uwarunkowane jest sytuacją finansową górnictwa węgla kamiennego, a szczególnie Polskiej Grupy Górniczej S.A. Ten proces trzeba jednak przeprowadzić mądrze i rozłożyć go w czasie, by miał jak najmniejsze skutki dla gospodarki, a przede wszystkim społeczeństwa. Potrzebne będą też ogromne pieniądze na przekwalifikowanie pracowników i stworzenie nowych miejsc pracy, inaczej zamknięcie kopalni pociągnie nas na dno.

– O jakich kwotach mówimy?
– Przynajmniej 5,3 mld zł. Takie mogą być dla miasta koszty przeprowadzenia transformacji gospodarczej i utraconych korzyści podatkowych. Do tego dojdą jeszcze gigantyczne nakłady finansowe, które będzie musiało ponieść przedsiębiorstwo. Oczywiście są to tylko nasze wstępne szacunki, ale nie chodzi tu o wyliczenia co do złotówki, ale o bezprecedensową w historii miasta skalę problemu. Dotychczas poszczególne zakłady były zamykane stopniowo przez lata, a teraz grozi nam to, że jednym ruchem w Rudzie Śląskiej zlikwidowane zostaną tak naprawdę ostatnie trzy działające kopalnie, bo tym jest tak naprawdę KWK „Ruda” i „zaorana” zostanie podstawowa gałąź naszej lokalnej gospodarki. Nie rozumiem planów dotyczących zamknięcia tej kopalni. To prawda, że jest ona dziś nierentowna. Ale problem w tym, że kopalnia ma w swoich zasobach węgiel koksujący, który przez Unię Europejską jest uznany za strategiczny! Nie mam dostępu do wszystkich danych i argumentów. Oczekuję przedstawienia wszystkich szczegółów związanych z ograniczeniem wydobycia węgla w Polsce, a także opracowania strategicznego programu dotyczącego restrukturyzacji górnictwa. I wreszcie, oczekuję ogromnego wsparcia ze strony rządu, w sytuacji, kiedy decyzja o zamknięciu kopalni „Ruda” zostanie podjęta. Ale powtarzam, według mojej wiedzy nie ma potrzeby zamykania naszej kopalni!

– Nawołuje Pani do szerokiej współpracy ze stroną rządową w zakresie górnictwa, a równocześnie trochę pani „podszczypuje” w ostatnich wypowiedziach ten sam rząd oraz koalicję Zjednoczonej Prawicy np. za zmiany w systemie podatkowym.
– Merytorycznie pokazuję skutki, jakie dla samorządów wywołują decyzje rządzących. To zasadnicza różnica. Każdy medal ma dwie strony i nie widzę nic złego w tym, by pokazać też, jak wygląda on z naszej perspektywy. Za każdym razem podkreślam, że obniżka podatku PIT była korzystna dla pracowników. To jest fakt, dzięki temu każdemu w kieszeni zostało trochę więcej pieniędzy. Ale są tego dalsze konsekwencje, bo każdy samorząd otrzymuje na swoją działalność udziały ze wspomnianego podatku. Jeżeli jest on niższy, to tym samym do gminnej kasy wpływa mniej środków, a oczekiwania społeczne wobec jakości życia w mieście nie maleją, a rosną. Gminne finanse zostały zachwiane i nie ma co zaklinać rzeczywistości, że tak nie jest, bo wychodzi to z prostego rachunku. Tylko w tym roku nasze dochody z PIT uszczuplone zostaną o 27 mln zł. Z tego powodu musimy ciąć inwestycje i oszczędzać, na czym tylko się da, włącznie z oświetleniem ulic, na których jedna trzecia latarń została wyłączona.

– Jeżeli to już rodzi tak duże problemy, to aż ciężko mi sobie wyobrazić co będzie, jeżeli zostanie zamknięta kopalnia „Ruda”, z której miasto czerpie dochody do budżetu. A przecież jeszcze nie wiadomo, co dalej będzie z hutą „Pokój”.
– Policzyliśmy i to. W przypadku likwidacji całej kopalni i huty utrata dochodów miasta może wynieść około 40 mln zł rocznie, w tym ponad 13 mln zł z podatku PIT. Ta ostatnia kwota może być jednak znacznie wyższa i może wynieść ponad 30 mln zł, przy założeniu, że zlikwidowane zostaną także etaty z tak zwanego otoczenia okołogórniczego. Utrata miejsc pracy może skutkować dla miasta obniżeniem innych dochodów, bo osoby bezrobotne ze względu na sytuację materialną mogą przestać płacić na przykład „opłatę śmieciową”, podatek od nieruchomości czy czynsze. Cały czas mówię tutaj o najgorszej możliwości, ale tylko tak można pokazać skalę problemów, które mogą nas czekać. To nie będzie jednak tak, że jednego dnia ktoś przyjdzie na kopalnię i zgasi tam światło, a drzwi zamknie na trzy spusty. Takiego zakładu nie da się zamknąć z dnia na dzień. To musi być rozłożone w czasie. Równolegle powinny zacząć być tworzone inne przedsiębiorstwa, w których będzie można zatrudniać byłych górników. Tu jednak będzie potrzebna pomoc z zewnątrz, przede wszystkim przy pozyskaniu strategicznych inwestorów.

– Od jakiegoś czasu mówi się, że w naszym województwie może powstać fabryka samochodów elektrycznych. Na giełdzie miast pojawiła się także Ruda Śląska.
– Nasze miasto idealnie by się do tego nadawało, bo jest bardzo dobrze skomunikowane i mamy dwa potencjalne tereny, gdzie bez większych problemów można by takie przedsiębiorstwo zlokalizować. Co z tego wyjdzie? Ciężko mi powiedzieć, bo to ma być spółka Skarbu Państwa i nie mamy żadnego wpływu na proces decyzyjny. Na pewno pomysł jest ciekawy, choć nie rozwiąże naszych problemów. Potrzeba będzie kolejnych miejsc zatrudnienia. Żeby je stworzyć, konieczne będą ogromne nakłady finansowe. Szacuje się, że stworzenie miejsca pracy w Katowickiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej kosztuje około 350 000 zł. Gdyby zatem przeliczyć etaty, które mogą zostać utracone w górnictwie, na potrzebne nowe miejsca pracy, to wychodzi, że należałoby zainwestować co najmniej 2,5 mld zł.

– Podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego wicepremier Jadwiga Emilewicz stwierdziła, że „Transformacja energetyczna w Polsce musi mieć akceptację tych grup społecznych, których te zmiany dotkną i musi opierać się na systemie praca za pracę”.
– To jest dokładnie to, o co mi chodzi, tylko, że to nie jest do załatwienia „na już”, jest to proces rozłożony na lata. Niestety, z tego, co widzę, to działania idą w zupełnie innym kierunku. To będzie raczej cięcie brzytwą.

– Może potrzeba Pani trochę więcej optymizmu? Wiceminister Artur Soboń powiedział, że „żaden górnik, który będzie wychodził z górnictwa, nie zostanie bez wsparcia państwa. Państwo będzie tu szczodre, bo będzie to albo przeniesienie do innej kopalni, która jest rentowna, na przykład w ramach Jastrzębskiej Spółki Węglowej, albo jednorazowa, duża odprawa lub urlop górniczy. Warunki finansowe będą jak najlepsze”.
– Odprawy i urlopy nie rozwiążą problemów. Byłam dyrektorem MOPS-u, gdy likwidowano kopalnię „Polska-Wirek”. Widziałam, co się działo. To były dramaty całych rodzin. Co z tego, że górnicy dostali pieniądze, skoro za chwilę nie mieli za co żyć? Czasem było to na własne życzenie, bo niektórzy wydali je na samochody czy wakacje. Ale też skąd mieli wiedzieć, w co zainwestować, skoro nikt ich tego nie nauczył? Dlatego konieczne będzie podjęcie działań społecznych na szeroką skalę, żeby nie zostawić tych osób samym sobie.

– To też będzie pewnie wymagało dużego wkładu finansowego. Z tego wszystkiego zrobią się całkiem niezłe sumy…
– A gdzie koszty rekultywacji terenów i usuwania szkód górniczych? Żeby przygotować nieruchomości pod nowe inwestycje potrzeba będzie ponad 1,5 mld zł. Do tego trzeba jeszcze dodać pieniądze konieczne do zagospodarowania zwałowisk, co sprawia, że skala wyzwań finansowych będzie dużo większa. Koszty usunięcia szkód górniczych to natomiast kolejny miliard…

– Widzi Pani jakieś rozwiązanie tej sytuacji?
– „Klamka zapadła”. Musimy przejść transformację energetyczną i spełnić cele klimatyczne Unii. Ale do tego potrzebny jest czas! Na tak rewolucyjne zmiany trzeba się przygotować. I to nie zajmie roku, dwóch lub pięciu lat. Ta perspektywa czasowa musi zostać maksymalnie wydłużona. Jak ktoś się uprze, to może jednym ruchem ściąć gałąź, byle to tylko nie była gałąź, na której się siedzi. Nad KWK „Ruda” i całym naszym miastem zebrały się czarne chmury. Nie jestem w stanie dziś powiedzieć, czy będzie z nich mały deszcz, burza z piorunami, czy może tornado? Wiem jedno – będę walczyła o miejsca pracy w Rudzie Śląskiej do samego końca, zarówno dla pracowników kopalni, jak i huty.


Komentarze