,,Cmok Song” oczami harcerki
Przestrzenią do bycia sobą i momentem, który zostaje z tobą na długo. Dla mnie właśnie taki jest Festiwal Piosenki Harcerskiej i Turystycznej ,,Cmok Song”.
Z perspektywy harcerki, jest to dla mnie coś więcej niż zwykły festiwal piosenki. To przede wszystkim wspólnota. Już w piątek od momentu wejścia do szkoły, w której spędzamy cały weekend, czuć tę specyficzną energię – trochę chaosu, dużo śmiechu i ekscytację, która rośnie z każdą minutą. Ktoś stroi gitarę, ktoś inny przypomina teksty piosenek, a jeszcze ktoś próbuje ogarnąć, czy wszyscy na pewno zdążą zjeść obiad. W sobotę zaczyna się właściwe wydarzenie. Scena, światła, pierwsze dźwięki. I nagle okazuje się, że wszyscy – niezależnie od tego, skąd przyjechali – śpiewają te same piosenki. Czasem głośno i czysto, czasem trochę fałszując, ale zawsze szczerze i z uśmiechem na twarzy.
Dla mnie “Cmok Song” to też przestrzeń… odwagi. Bo wyjście na scenę i zaśpiewanie przed innymi to nie jest łatwa sprawa. A jednak zuchy, harcerze i harcerki to robią to roku podczas naszego festiwalu. Właśnie to jest w tym wszystkim najpiękniejsze – autentyczność. Między występami dzieje się równie dużo. Spotkania ze znajomymi z innych środowisk, gry terenowe, zajęcia programowe, koncert “gwiazdy wieczoru” (w tym roku był to zespół Wołosatki). Wieczorem, kiedy emocje trochę opadają, zostaje coś jeszcze. Takie ciche poczucie, że było się częścią czegoś ważnego. Że te kilka godzin śpiewania, śmiania się i bycia razem miało sens. że chce się wrócić za rok.
“Cmok Song” od 1993 roku w naszych harcerskich kalendarzach zajmuje specjalne miejsce. Festiwal buduje wspomnienia, relacje i kawałek rudzkiej, harcerskiej tożsamości. A patrząc na to oczami harcerki – to po prostu jeden z tych momentów, kiedy naprawdę czuć, o co w tym wszystkim chodzi.

Autor wpisu