Facebook
Aktualny numer

Najlepszy tygodnik i portal społeczno-kulturalny w Rudzie Śląskiej

Ala potrzebuje ludzi dobrych serc

11-03-2019, 13:40 Arkadiusz Wieczorek

Alicja urodziła się w grudniu 2014 roku. Ciąża przebiegała bez komplikacji, a w skali Apgara dziewczynka otrzymała maksymalną liczbę punktów. Od urodzenia była bardzo energicznym i wesołym dzieckiem. We wrześniu 2017 roku rozpoczęła edukację w przedszkolu. Nigdy nie chorowała. Niestety, do czasu... Mała rudzianka choruje na ostrą białaczkę limfoblastyczną i potrzebuje naszego wsparcia.

Pierwsze sygnały o tym, że dzieje się coś niepokojącego, pojawiły się po ubiegłorocznych świętach Bożego Narodzenia. Ala zaczęła się skarżyć na ból w łokciu. W nocy ból był na tyle silny, że nie pozwalał jej na spokojny sen. Ból zaczął promieniować aż do barku. - W weekend pojechaliśmy na SOR w rudzkim szpitalu. Po konsultacji stwierdzono nadwyrężenie i zlecono podawanie środków przeciwbólowych. W Nowy Rok temperatura Ali podrosła do 40 °C – opowiada Elżbieta Świerk, mama Ali.

Bez zastanowienia rodzice zabrali dziewczynkę na badania do prywatnego ośrodka. Lekarz spojrzał z niedowierzaniem na wyniki i dziwił się, że Ala jeszcze stoi i ma siłę się śmiać. - Kazano nam szybko pojechać do kliniki w Katowicach. To działo się tak szybko. Czułam, że będzie źle, ale ostatecznej diagnozy w życiu byśmy się wszyscy nie spodziewali. W izbie przyjęć było tego dnia mnóstwo dzieci, Ala zaczęła opadać z sił, robiła się blada. Znów została jej pobrana krew. I zaczął się nasz koszmar… - wspomina mama Ali.

Izolatka, podejrzenie posocznicy (sepsy) i choroby histopatologicznej. - Chcieli nas przetransportować do Krakowa. W przedszkolu Ali była ospa, więc w klinice bali się ją przyjąć na Oddział Hematologii i Onkologii – mówi mama dziewczynki. W tym czasie trwały badania, konsultacje i nawadnianie dziewczynki. - Słabo pamiętamy pierwszy tydzień tego roku. W te kilka dni Ala wygrała nowe życie. Byliśmy na Oddziale Pediatrii. Ala z bardzo złymi wynikami walczyła o życie. Było bardzo źle. Nidy nie zapomnę momentu, gdy Ala musiała dostać krew, a lekarz powiedział nam, że mała sama sobie z tym nie poradzi. Na szczęście sytuację udało się opanować i po dwóch tygodniach wróciłyśmy do domu – mówi mama Ali.

Kolejne badania miały się odbyć trzy miesiące później. Jednak zamiast trzech miesięcy spędzonych w domu, po pięciu dniach Ala znów trafiła do szpitala. Znów pojawił się ból w pachwinach i udach, a leki przeciwbólowe nie działały. - Trwały badania, czekaliśmy w izolatce. Ala była słaba i ciągle spadła. Wyniki się polepszyły. Wróciliśmy do domu. Ala  szczęśliwa, bo nie musiała zostać w szpitalu – wyjaśnia pani Ela.

Niestety następnego dnia pojawiła się wysypka. - Odstawiliśmy wszystkie leki, najprawdopodobniej któryś z leków uczulał Alę. Ból nie mijał. Kolejne badania, a Ala już strasznie cierpiała. Ból w okolicach bioder wręcz ją paraliżował. Mimo bólu i łez chciała większość czynności wykonywać sama. Zlecono rezonans magnetyczny. – opowiada Elżbieta Świerk.

Wtedy pojawiła się kolejna diagnoza - zapalenie stawu biodrowego oraz mięśni pośladkowych i na 99 proc. nie jest to nowotwór. - Mimo poważnego stanu zdrowia córki, cieszyliśmy się. Pojawiła się nadzieja. Wiedzieliśmy, że musimy zostać w szpitalu na minimum trzy tygodnie ze względu na antybiotyk. Mijały dni, ból znikał. Ala zaczęła chodzić. Każdego dnia robiła ogromne postępy, ale po dwóch tygodniach gorączka znów wróciła. Lekarze zdecydowali się na biopsję szpiku. Ze łzami w oczach, zamknęliśmy za sobą drzwi na Oddziale Pediatrii, a otworzyliśmy na oddziale, który jeszcze przed chwilą był dla nas obcym światem. Teraz wiemy już, że Ala cierpi na ostrą białaczkę limfoblastyczną – wspomina pani Elżbieta.

Od początku lutego, kiedy pojawiła się diagnoza, życie Ali i jej bliskich całkowicie się zmieniło. Leczenie książkowo trwa 104 tygodnie, ale każdy przypadek jest inny. Większość tego czasu Ala spędzi na szpitalnym łóżku. Jeśli wyzdrowieje, wróci do przedszkola i swojego beztroskiego życia. - Byłam zawsze zdrową, pełną radości i uśmiechu dziewczynką. Uwielbiałam spędzać czas na ogródku. Od zawsze lubię się przebierać za Elsę, a w zasadzie to chciałabym nią zostać. Kocham zaczepiać mojego starszego brata, ale teraz jak już ciężko. Zachorowałam i możemy się zobaczyć tylko przez szybę... - opowiada 4-letnia Ala.

Pomóżmy małej Ali, by wygrała najważniejszą w życiu walkę. Wystarczy wpłacić niewielką kwotę, która z pewnością pomoże czterolatce na walkę z chorobą. Wpłat można dokonać na konto 14 1750 0012 0000 0000 2194 9302 w tytule wpisując Alicja Świerk.

 

Mama i tata razem z bratem dają mi taką siłę i pomagają we wszystkim. Nie mogą chodzić do pracy bo są ze mną. Kocham ich mocno. Tata jest codziennie nawet i dwa razy. Bardzo go kocham. Mój braciszek codzienne dzwoni i mówi, że mnie kocha. Mamusia jest zawsze blisko i ma nowego bohatera. Tym bohaterem jestem ja. Nie zawiodę nikogo i wygram tylko pomóżcie mi i moim najbliższym w tej trudnej walce. Pieniądze są potrzebne na leki, na wszystkie zabezpieczenia przed kurzem w domu, bo wyjdę na pewno - wyjdę do domu... Jednak tam mój stan może się pogorszyć przez kurz i nieczyste powietrze. Potrzebne są maseczki, specjalne środki czyszczące, witaminy, pieniądze na dojazdy  na badania i powrotach do szpitala…


Komentarze


12-03-2019, 11:11
Katarzyna Jedwabny napisał(a):

Kogo wpisać jako właściciela rachunku? Zdrówka i wytrwałości dla całej rodziny.