Facebook
Aktualny numer

Najlepszy tygodnik i portal społeczno-kulturalny w Rudzie Śląskiej

2020 rok pod finansowym znakiem zapytania

15-01-2020, 08:55 admin

Pomimo tego, że budżet Rudy Śląskiej zbliża się powoli do miliarda złotych, to dla naszego miasta, a także pozostałych samorządów szykuje się trudny rok. O tym, czego możemy spodziewać się w kolejnych miesiącach, jaki jest stan finansów Rudy Śląskiej oraz z jakich wydatków władze miasta musiały zrezygnować, rozmawiamy z prezydent miasta, Grażyną Dziedzic.

- Pani prezydent, Ruda Śląska bije kolejny rekord. Budżet miasta na ten rok to niemal 900 mln zł po stronie dochodów i prawie tyle samo, jeżeli chodzi o wydatki. To są gigantyczne pieniądze! Tymczasem z wypowiedzi pani i pani współpracowników wynika, że sytuacja budżetowa jest zła i brakuje środków na podstawowe zadania. Jak to możliwe, skoro macie do dyspozycji tak grube miliony?
- Sytuacja finansowa jest bardzo trudna, ale nie chodzi tylko o Rudę Śląską, lecz o większość samorządów w Polsce. W ostatnim czasie rząd i parlament podjęli szereg decyzji, które rzutują na gminne budżety. Przede wszystkim chodzi o obniżenie podatku PIT z 18 do 17 procent i podwyższenie płacy minimalnej. Co do zasady te decyzje są dobre, bo wynagrodzenia powinny rosnąć, ale niestety jest jeszcze druga „strona medalu”, o której politycy partii rządzącej już tak chętnie nie wspominają. Otóż zmiany w systemie podatkowym "uszczupliły" dochody bieżące wszystkich gmin. W ten sposób nasze miasto straci około 27 mln zł. To jednak nie wszystko, bo trzeba jeszcze doliczyć 9 mln zł, które musieliśmy wygospodarować w budżecie na podwyższenie pensji minimalnej. Z kolei wzrost wynagrodzeń nauczycieli będzie nas kosztował kolejnych 19 mln zł.

- Ale przecież miasto otrzymuje od rządu subwencję oświatową, więc chyba dostaniecie na to pieniądze?
- Subwencja pokryje jedynie 65% wydatków na wynagrodzenia w oświacie. A gdzie cała reszta? Gdzie pieniądze na utrzymanie szkół i przedszkoli, na remonty… Pomiędzy 2015 r. a 2019 r. wydatki miasta na oświatę wzrosły o ponad 46,5 mln zł, przy czym w tym czasie subwencja oświatowa wzrosła jedynie o 21,6 mln zł. Tym samym do każdej złotówki otrzymanej z subwencji i dotacji oświatowej miasto w ubiegłym roku musiało ze swojego budżetu dokładać 0,80 zł, czyli w sumie ponad 114 mln zł. A to i tak kropla w morzu potrzeb. Dodatkowo w tym roku drastycznie odczujemy podwyżkę cen prądu. Nie można też zapominać, że do 2031 roku będziemy spłacać kredyt za Aquadrom. Tylko w tym roku trzeba było zabezpieczyć na ten cel około 9 mln zł.

- Domyślam się, że w tej sytuacji skonstruowanie budżetu miasta na ten rok było dosyć karkołomnym zadaniem.
- Z powodu tych wszystkich zmian byliśmy zmuszeni ciąć wydatki, gdzie tylko się da. Jeszcze niedawno planowaliśmy, że w 2020 r. zrealizujemy inwestycje na poziomie 156 mln zł, musieliśmy jednak zrezygnować z wielu potrzebnych zadań i obniżyć budżet inwestycyjny do 67 mln zł. I podkreślę jeszcze raz – to nie jest problem tylko naszego miasta. Na alarm biją samorządowcy w całej Polsce, którzy podobnie jak my wysyłają kolejne apele do rządu. To jednak głos wołającego na puszczy…

- Z tego, co słyszałam, to na rozwiązanie problemów finansowych samorządów jest kilka pomysłów. „Apeluję do samorządowców, żeby popatrzyli na przerosty zatrudnienia u siebie w urzędach, żeby popatrzyli na oszczędności, które wiążą się z cyfryzacją, z automatyzacją…” Wie Pani, czyje to słowa?
- Tak, wiem. Premiera Mateusza Morawieckiego.

- Będzie Pani zwalniała urzędników?
- Nie zamierzam. W niektórych wydziałach jest tyle pracy, że pracownicy nie wiedzą, w co mają ręce włożyć. Komputer i technika nigdy w pełni nie zastąpią człowieka. Pewnych spraw nie da się załatwić „z automatu”. Poza tym koszty wdrożenia cyfryzacji i automatyzacji są bardzo duże. Nie stać nas. Miejskie finanse są napięte jak struna. Jeżeli jeszcze ją naciągniemy, to po prostu pęknie. Nie mogę do tego dopuścić. Jestem odpowiedzialna za to miasto i jego mieszkańców.

- Rozumiem, że sytuacja jest trudna. Ale czy naprawdę nie dało się wygospodarować w projekcie budżetu żadnych pieniędzy na sport?
- Proszę spojrzeć do tego dokumentu i zwrócić uwagę na dział, który dotyczy kultury fizycznej. Planowana tam kwota wydatków to niemal 13 mln zł. Środki na podstawowe zadania związane ze sportem mamy zabezpieczone. Trzeba przecież utrzymać całą miejską bazę sportową, a to kosztuje naprawdę ciężkie pieniądze. Zabrakło jednak środków na dotacje dla klubów. Proszę mi wierzyć, że ich „obcięcie” było jedną z najtrudniejszych decyzji, z jaką przyszło mi się zmierzyć. Nie było jednak innego wyboru, bo żeby „dopiąć” budżet po tych wszystkich zmianach, które „zafundował” nam rząd, trzeba było radykalnie ograniczyć tzw. wydatki bieżące. To jest prosta matematyka – żeby gdzieś dołożyć, to trzeba skądś zabrać. My nie możemy nie podwyższyć wynagrodzeń nauczycielom czy pensji minimalnej, bo taki jest nasz obowiązek. Tak samo nie możemy nie utrzymywać dróg i chodników, nie zapłacić wielomilionowej składki na komunikację miejską, czy nie zapłacić za prąd, bo wyłączą nam światło w całym mieście. Już to „przerabiałam” dziesięć lat temu, kiedy zostałam prezydentem. Miasto było wtedy u progu katastrofy finansowej. Wtedy też musiałam podjąć wiele niepopularnych decyzji, ale z perspektywy czasu wiem, że były one słuszne. Gdyby nie te wszystkie „odgórne” zmiany, które wpływają na nasze dochody i wydatki bieżące, to dziś w ogóle nie byłoby tej rozmowy. Przykre jest to, że tę sytuację próbuje się wykorzystać politycznie i zamiast patrzeć kategoriami odpowiedzialności za całe miasto, niektórzy usiłują zarzucić nam nieudolność w gospodarowaniu budżetem. Przez to wszystko czuję się, jak w tym powiedzeniu: kowal zawinił, Cygana powiesili.

- Nie chce mi się wierzyć, że nie było żadnej szansy na znalezienie tych pieniędzy.
- Szansa była. I to kilkukrotnie. Niestety nie została wykorzystana.

- O czym Pani mówi?
- O urealnieniu wysokości opłaty śmieciowej. Te stawki, które obecnie obowiązują, powodują kolejną dziurę budżetową, bo są zbyt niskie w stosunku do tego, ile musimy płacić wykonawcy. Na ceny, które otrzymujemy w przetargach, nie mamy wpływu. Z jednej strony dyktuje je rynek, z drugiej kształtują je stale rosnące opłaty, które firmy muszą uiszczać za wywóz śmieci niesegregowanych do specjalnych instalacji. Gdy reforma wchodziła w życie, to jej założenie było takie, że system ma się samofinansować. W Rudzie Śląskiej tak nie jest. Cały czas musimy do niego dokładać z budżetu miasta, a są to naprawdę wysokie kwoty. W tym roku może to być nawet 9 mln zł, a powinniśmy wychodzić „na zero”. Kilkakrotnie chcieliśmy dostosować wysokość opłat śmieciowych do tego, ile faktycznie kosztuje nas obsługa systemu. Niestety, nie chciała się na to zgodzić większość radnych. Trzeba przy tym pamiętać, że pieniądze, które musimy dopłacać do śmieci, pochodzą z wydatków bieżących. To ta sama pula, z której dotowane są kluby sportowe. Budżet to system naczyń połączonych. Każde przesunięcie środków z jednego działu musi mieć swoje pokrycie w drugim.

- Czyli podniesienie podatku od nieruchomości nie rozwiązało problemu?
- Niestety nie. To nie takie proste, bo dziur budżetowych do załatania jest wiele. Wyższe stawki podatku od nieruchomości na 2020 r. przyjęła większość miast na prawach powiatu w naszym województwie. Tak właśnie samorządy próbują ratować sytuację finansową, do której doprowadziły zmiany w prawie podjęte na szczeblu centralnym. Radni po wielokrotnych prośbach podjęli decyzję, że podniosą podatek, ale jedynie o stopę inflacji. W ten sposób do budżetu dodatkowo wpłynie ok. 1,3 mln zł. Gdyby zgodzili się na nasze stawki, to byłaby to kwota ponad 3 mln zł. To i tak niewiele w stosunku do tego, jakie mamy braki, ale w tej sytuacji liczy się każda złotówka. Co ważne, ta podwyżka wcale by nie uderzyła jakoś specjalnie mieszkańców po kieszeni. Za mieszkanie przeciętnej wielkości, powiedzmy 55 metrów kwadratowych, w skali roku trzeba byłoby zapłacić 5,50 zł więcej niż dotychczas. To 46 groszy na miesiąc. Z kolei dla mieszkańca przeciętnego domu z ogródkiem wyszłoby to 25 zł więcej na rok, czyli nieco ponad 2 zł na miesiąc.

- Czyli nie znajdą się dodatkowe pieniądze na dotacje?
- Będę chciała przekonać radnych, żeby jednak zgodzili się na urealnienie stawki opłaty śmieciowej. Nie możemy dłużej utrzymywać obecnego stanu rzeczy, gdyż tak naprawdę będą tracić przez to nasi mieszkańcy, bo jakość życia w mieście będzie się pogarszała. To oczywiście nie rozwiąże wszystkich naszych problemów, bo dziur budżetowych do załatania mamy wiele. Ale na pewno dzięki temu mielibyśmy większe pole manewru, szybciej pokrylibyśmy podstawowe potrzeby i jakieś dodatkowe pieniądze na dotacje też prędzej by się znalazły.

- A podatki? O nich też będziecie jeszcze raz rozmawiać?
- Tu już nie ma tematu. „Mleko się rozlało”. Uchwalone stawki będą obowiązywać przez cały rok. Skądinąd wiem, że są radni, którzy byli przeciwko zaproponowanej przez nas wysokości podatku, a teraz żałują, że nie doszło do przegłosowania pierwotnej uchwały, bo skala tej podwyżki byłaby praktycznie nieodczuwalna.

- Spodziewałam się, że przy okazji nowego roku będzie bardziej optymistycznie, a tu nam wyszła rozmowa ciężkiego kalibru…
- Mówię, jak jest. Mieszkańcom się to należy. Nie zamierzam chować głowy w piasek, żeby unikać trudnych tematów. Jednak wierzę, że wszystko uda się jakoś poukładać. Zobaczymy, jakie będą wpływy z podatku PIT w ciągu roku. Jeżeli będą dodatkowe pieniądze, to z przyjemnością przekażę je na te wydatki fakultatywne, z których musieliśmy zrezygnować. Ale do tego czasu musimy realizować plan oszczędnościowy, bo nie chcę „powtórki z rozrywki”.

- Dziękuję za rozmowę.


Komentarze


16-01-2020, 11:56
boluś napisał(a):

fto wali za Dziedzic te wypociny? MEJER?

16-01-2020, 00:06
Koki napisał(a):

Takiego tłumaczenie, choć mieszkam w różnych miastach Europy nie słyszałem. Choć słyszałem jedna bezczelna od

15-01-2020, 19:36
rafał K napisał(a):

pytanie może się nie znam ale co ma wzrost płacy minimalnej, pokrywa pracodawca? chyba a nie miasto gmina?