Świat na krawędzi – walka przyrody z urbanizacją
17-12-2025, 09:40 red Foto: Marek Faber
Dzika przyroda znika na naszych oczach, a zwierzęta coraz częściej szukają schronienia w miastach. Marek Faber — fotograf przyrody i ornitolog — opowiada o tym, jak dokumentuje świat, który kurczy się z każdym rokiem oraz dlaczego jego zdjęcia są nie tylko sztuką, ale i świadectwem zmian zachodzących w środowisku.
– Swoją przygodę z przyrodą rozpoczął Pan od hobby, które wydaje się dość nietypowe.
– Moja przygoda zaczęła się od zbierania piór. Potem doszło do ich wymiany i gromadzenia pierwszych książek. Miałem nawet trzy segregatory pełne piór. Zacząłem też jeździć na obrączkowanie ptaków do Zabrza i robię to do dzisiaj. Aktualnie obrączkujemy ptaki w Ogrodzie Botanicznym w Zabrzu w ramach Ogólnopolskiej Akcji Karmnik. Następnie uznałem, że muszę kupić aparat fotograficzny.
– Ornitologia, czyli nauka o ptakach, była zatem kluczowym punktem na początku drogi. Czy ta naukowa perspektywa jest nadal dla Pana ważna?
– Ornitologia była głównym punktem, na którym się skupiałem i skupiam do teraz. Jeżdżę na spotkania w Górnośląskim Kole Ornitologicznym w Bytomiu. W styczniu będę tam prowadził prelekcję ,,Od przemysłu do przyrody”, podczas której będę opowiadał o mieszkańcach hałdy w Bielszowicach oraz podkreślał jak ten teren ważny jest dla naszego środowiska. Serdecznie na to wydarzenie zapraszam. W wolnych chwilach staram się obserwować przyrodę w bardziej naukowy sposób. Robię to, bo za kilkanaście lat sytuacja może się diametralnie zmienić. Widzę co dzieje się z wycinką lasów, czy zagospodarowaniem terenów pod kątem przemysłowym. Dlatego też fotografia pozwala mi uwiecznić to, co jeszcze trwa.
– Pana zdjęcia zachwycają wyjątkową bliskością ujęć. Jaka technika pozwala Panu na tak intymny kontakt z dzikimi zwierzętami?
– To zależy od sytuacji. Czasem są to rzeczywiście ujęcia bardzo bliskie, wymagające godzin siedzenia i czekania. Ale w przypadku saren i wiewiórek, to są ułamki sekund. Czasami jest to kwestia szybkiego wejścia na hałdę, zanim zwierzę nas zauważy.
– Jak wygląda proces fotografowania saren, które są niezwykle płochliwe?
– Próbowałem siedzieć i czekać, choć jest to mniej skuteczne niż podejście spontaniczne. Więc wchodzę, mijają trzy sekundy, sarna mnie zauważa i ucieka, ale muszę zdążyć w tych trzech sekundach zrobić zdjęcie. Ona zastyga w miejscu, stoi, patrzy. Takie zdjęcie, gdy sarna wyraźnie „pozuje jak zawodowa modelka”, to duża gratka.
– Gdzie najczęściej poszukuje Pan swoich modeli? Czy są to tereny bliskie miejscu zamieszkania?
– Niektóre zdjęcia są robione w Rudzie Śląskiej. Ale te, o których mówiłem, to są akurat Żabie Doły w Chorzowie. To są tereny rezerwatu.
– Jakie zagrożenia dla ptaków dostrzega Pan z perspektywy ornitologa?
– Obawiam się, że za kilka lat tych ptaków po prostu może już nie być. Krytycznym przykładem jest kraska, której w Polsce jest tylko kilka par, kilka osobników na cały kraj. To jest krytyczny stan zagrożenia tego gatunku. Miejmy nadzieję, że to się nie pogłębi.
– Obserwujemy również takie ptaki jak grzywacz, był gołębiem leśnym, a teraz spotyka się go w miastach. Co sprawia, że fauna ucieka do miast?
– Gołąb grzywacz, większy od miejskiego, występował w lasach, a teraz przystosowuje się do warunków miejskich. My go nie przyciągamy, a wręcz wyrzucamy z jego środowiska i narzucamy przystosowywanie się do miejskiego środowiska. Kiedy las, w którym mieszkał, zostaje wycięty na rzecz drogi, magazynu czy domów, on zostaje z niczym. Po powrocie z migracji nie widzi swojego dotychczasowego miejsca i musi znaleźć nowe na odbycie lęgu – i zostaje w mieście, bo tam te miejsca powstały. Nie ma innego wyjścia.
– To dotyczy również ssaków. Widzimy coraz więcej dzików i lisów w miejskich parkach.
– Dokładnie. Coraz częściej obserwujemy ssaki w miastach. Sytuacja z dzikami na drodze NS, które wbiegały i powodowały wypadki, była kiedyś rzadsza. Teraz dzieje się tak, bo te zwierzęta nie mają się gdzie podziać. Na przykład hałda w Bielszowicach (ulica Bielszowicka), to jeden z ostatnich fajnych terenów. Gdyby nie to miejsce, sarny, które widzimy na moich zdjęciach, byłyby w miastach. Nie mają miejsca do bezpiecznego odpoczynku i rozmnażania się.
– Lisy wydają się najlepiej przystosowane. Przestają zwracać uwagę na ludzi.
– Lisy przystosowały się głównie przez to, że mają pożywienie. Regularnie przychodzą do śmietników i wynoszą stamtąd jedzenie. Wiedzą, że to jedzenie jest każdego dnia i nie muszą się wysilać, żeby polować w lesie. Wiele osób uważa lisy za zwierzęta kojarzone ze wścieklizną, choć wiewiórki i sarny również mogą być nosicielami tej choroby.
– To prowadzi do pytania, kto ma większe szanse na przetrwanie– zwierzęta czy my?
– To jest dwuznaczne pytanie. Człowiek cały czas się rozwija, tworzy nowe rzeczy i chce więcej. Zwierzęta, których założeniem jest „przetrwać”, szukają miejsca do bezpiecznego lęgu i bezpiecznego przetrwania każdej pory roku. Człowiek buduje drogi, magazyny, domy, domki jednorodzinne, których jest coraz więcej. Powoli te zwierzęta nie mają się gdzie podziać.
– To właśnie doprowadziło do problemu w miastach, czego przykładem były dziki w dzielnicy Wirek kilka lat temu.
– Tak, kilka lat temu dziki w Wirku zaczęły wchodzić do miasta przez budowę trasy NS. Budowa domów jednorodzinnych i osiedli wypychała je. Ludzie zaczęli się przejmować, a konsekwencją był odstrzał.
– Wiele problemów wynika z niewystarczającej świadomości ekologicznej. Jak ocenia Pan świadomość deweloperów często odpowiedzialnych za wycinki?
– Deweloper kupuje działkę, na której był las i wycina wszystko do zera. Często nie sprawdza, czy na wiosnę były tam lęgowe ptaki, albo robi wycinkę w okresie, gdy lęgi już trwają. Tłumaczy się, że nie wiedział, ale nie ma potwierdzeń ornitologa. Myślę, że na skalę deweloperską, tę świadomość można policzyć na palcach jednej ręki – niewielu zdaje sobie sprawę z realiów zagrożeń w przyrodzie i przemyśle.
– Czy widzi Pan w sobie osobę, która ma do spełnienia wielką rolę w podnoszeniu tej świadomości?
– Jedna osoba tego nie uratuje, ale może być początkiem. Muszą być też inne osoby, które chcą się tym zainteresować.
– Dziękuję za rozmowę.








Komentarze