Facebook
Aktualny numer

Najlepszy tygodnik i portal społeczno-kulturalny w Rudzie Śląskiej

Walczący profesor

16-08-2018, 08:34 Agnieszka Lewko

O miłości do sportu, pracy na uczelni oraz działaniu Rudzkiego Klubu Sportów i Sztuk Walki Bushido Ruda Śląska i wielkim sukcesie na tegorocznych mistrzostwach Świata w Budapeszcie, rozmawiamy z Rafałem Burdzikiem  - trenerem Kempo Tai Jutsu oraz profesorem na Politechnice Śląskiej.

Od kiedy trenuje Pan Kempo Tai Jutsu? Dlaczego akurat ta sztuka walki?

Zacząłem ćwiczyć w wieku siedmiu lat i tak jak większość młodych ludzi trenowałem karate kyokushin. Jednak w wieku 17-18 lat miałem przyjemność poznać mistrza Ryszarda Jóźwiaka i zacząłem ćwiczyć Kempo Tai Jutsu. Najpierw ćwiczyliśmy samoobronę, bo w karate troszkę brakowało nam technik związanych z rzutami i dźwigniami. Mieliśmy też instruktora judo, ale później okazało się, że jest jedna dyscyplina, która łączy te wszystkie sztuki walki, czyli Kempo Tai Jutsu. W końcu zdecydowałem, że to jest właśnie to, co chcę trenować.

Jest Pan założycielem  Rudzkiego Klubu Sportów i Sztuk Walki Kempo Bushido, który działa na terenie Rudy Śląskiej od 19 lat (rok założenia 1999). To kawał czasu. Proszę opowiedzieć o działalności klubu.

To rzeczywiście kawał czasu. Przez te wszystkie lata przewinęło się tam mnóstwo zawodników i pasjonatów sztuk walki. Przez te wszystkie lata doczekaliśmy się, że trenują u nas w tym samym czasie aż 3 pokolenia (dziadek, córki i wnuczka – pojawiająca się na okolicznościowych treningach np. ze Św. Mikołajem). Mamy liczną sekcję dziecięcą, w której trenuje około 20-30 młodych zawodników, a w sekcji dorosłych też ćwiczy około 30 osób.  Zajęcia dla sekcji dziecięcej są bezpłatne, a dorośli płacą określoną składkę, która jest związana z opłatami przede wszystkim za wynajem sali i ze sprzętem. Trenerzy nie pobierają żadnego wynagrodzenia za swoją działalność, klub od zawsze działa na zasadach non profit.  Dodam też, że był to pierwszy klub Kempo Tai Jutsu w Rudzie Śląskiej, a drugi na Śląsku.

Jest Pan sportowcem z powołania, ale to nie wszystko, bo jest Pan też profesorem na Politechnice Śląskiej. Jak to się stało?

Kempo to nigdy nie była moja praca i nigdy nie podchodziłem do tego jak do pracy. Wszystkich też przekonywałem do tego, żeby nie szukali w tej sztuce walki pieniędzy, ale wartości, których brakuje nam w życiu codziennym. Z kolei praca na uczelni to moja praca zawodowa, która także jest moją pasją.

Czy jedno da się połączyć z drugim?

Kiedyś uważałem, że te dwie rzeczy można połączyć ze sobą, bo nie zdecydowałbym się na prowadzenie klubu w tak młodym wieku, gdybym już wcześniej nie stawiał pierwszych kroków w nauczaniu młodych ludzi i nie czerpał z tego przyjemności, i  nie zrozumiał, że w jakiś sposób umiem do nich dotrzeć. Na pewno wielkim wsparciem dla mnie, które ułatwia mi łączenie obowiązków prodziekana na Politechnice i trenera w klubie, jest moja wspaniała żona Marta, która także ma „żyłkę sportowca” oraz moje cudowne dzieci: syn Andrzej i córka Alicja, którzy ćwiczą już w sekcji dziecięcej i dają mi ogromną radość. Dodatkowo nie byłoby klubu bez zaangażowania pozostałych trenerów: Marcina Pisteloka, Dawida Augustyniaka, Piotra Pszczółkowskiego oraz tych, którzy bardzo często nam pomagają, czyli Kubie Mikoszkowi, Ewelinie Pszczółkowskiej i Dawidowi Kołodziejowi oraz wszystkim przyjaciołom naszego klubu.

Ale czy jednak cechy sportowca mogą przydać się w pracy na uczelni?

Kiedyś podczas jednej dużej konferencji podobno mówiłem z dużą pewnością siebie i bez zdenerwowania odpowiadałem na wszystkie pytania zadawane przez profesorów, którzy budzili respekt zebranych. Pojawiły się wtedy komentarze, że moja pewność siebie może wynikać z tego, że trenuję sztuki walki. Być może rzeczywiście tak jest, bo na sali gimnastycznej nie da się niczego ukryć. Poza tym wydaje mi się, że to, że jestem sportowcem i trenerem przydało mi się w pracy na uczelni i przede wszystkim w kontakcie ze studentami. Jednak trzeba pamiętać, że ambicje i zasady w świecie sportowym różnią się od tych w świecie naukowym. Czasem zdarza mi się jedną miarą oceniać czyjeś zachowanie w sporcie i na uczelni, a to nie jest to samo. Są to inni ludzie, inne drogi dojścia do celu, więc trzeba umieć w pewnym momencie umieć rozdzielać te dwa światy, żeby przez przypadek nie skrzywdzić siebie czy innych.

Czy jest Pan wymagającym trenerem i wykładowcą?

Staram się utrzymywać porządek w grupach i jasno określam zasady i wymagania, jakie stawiam studentom. Ale przyznam, że oba te zajęcia nauczyły mnie umiejętności rozmawiania z różnymi ludźmi, którzy wykonują różne zawody, pełnią różne funkcje.

Czy Pana studenci trenują w klubie? Jak wygląda wtedy Wasza współpraca i relacje?

Bardzo długo nie chciałem, żeby moi studenci wiedzieli, że trenuję. To samo w klubie. Nie chciałem, żeby zawodnicy wiedzieli, że jestem nauczycielem akademickim, bo bałem się, że wytworzy się między nami jakiś dystans. Na sali jesteśmy partnerami, nie można budować żadnej bariery i trzeba sobie ufać. Jednak dzięki prężnej działalności mediów społecznościowych niektórzy się o tym dowiadywali. Jednym ze studentów z politechniki, którzy zaczęli trenować w klubie jest Marcin Pistelok, który Kempo trenuje już od piętnastu lat a aktualnie jest trenerem u nas w klubie. Ale nagminnie nie zdarzają się takie sytuacje, żeby studenci trenowali w klubie. Co prawda w klubie mamy wielu studentów i absolwentów Politechniki Śląskiej i innych śląskich uczelni, ale niewielu studiuje na Wydziale Transportu Politechniki Śląskiej, gdzie na co dzień wykładam. Poza tym w naszym klubie od zawsze można było znaleźć przedstawicieli niemal wszystkich zawodów, rozpoczynając od górników, hutników, policjantów, strażników miejskich, strażaków, budowlańców, kierowców, informatyków, automatyków, handlowców, urzędników, przedsiębiorców aż po prawników i lekarzy. To efekt atmosfery jaka panuje w klubie.

Profesor i sportowiec to nie wszystko. Jest Pan także tegorocznym podwójnym wicemistrzem świata, a Pana zawodnicy wrócili z tych mistrzostw, które odbyły się w Budapeszcie z 23 medalami. Jak skomentuje Pan ten sukces?

To dla nas wielka radość.  To co osiągnęliśmy przerosło nasze oczekiwania. Przywieźliśmy 23 medale jako kadra Polski, z czego łupem zawodników naszego klubu padło aż 16 medali! Reprezentantami Kadry Polski z naszego klubu w tegorocznych Mistrzostwach Świata Federacji IKF byli: Ewelina Pszczółkowska, Anna Dziuba, Dawid Augustyniak, Dawid Kołodziej, Dawid Nowok, trener i zawodnik Marcin Pistelok i ja, także jako trener i zawodnik. Wszystkim im należą się wielkie gratulacje za godne reprezentowanie Polski i naszego miasta Rudy Śląskiej. Jak sobie przypominam to już po kilku pierwszych latach działalności klubu (początek lat 2000) zaczęliśmy odnosić pierwsze sukcesy na Śląsku i w Polsce. Byliśmy najlepszym klubem Kempo w Polsce i zdobywaliśmy mnóstwo medali. Później nasi zawodnicy zaczęli rywalizować także w innych formułach walki, nie tylko w Kempo Tai Jutsu, ale też w ju jitsu i formule mieszanej MMA. Mimo wszystko nie wyszliśmy poza Polskę. Wyjazd poza kraj był dla nas prawie niemożliwy ze względów finansowych i logistycznych, chociaż chyba po raz pierwszy już siedem lat temu dostaliśmy zaproszenie na mistrzostwa świata. Jednak w tym roku udało się. Tak się złożyło, że kadra trenerska kadry polskiej kempo składała się z czterech osób i mistrza Jóźwiaka, a w tym dwóch z tych czterech trenerów to byli trenerzy naszego klubu - ja i Marcin Pistelok. Z kolei jako ośrodek przygotowań na południu Polski został wytypowany nasz klub. Wzięliśmy się wtedy ostro do pracy i postanowiliśmy się dobrze zaprezentować. Udało się. Zależało mi osobiście, żeby pokazać, czym jest Kempo Tai Jutsu w Polsce. Była to wielka impreza na światową skalę i udało nam się utrzymać wysoki poziom.

Jeszcze na zakończenie. Kto może zapisać się do klubu i jak można to zrobić?

Ćwiczyć u nas może każdy niezależnie od wieku i profesji, którą wykonuje. Na sali wszyscy jesteśmy równi i ćwiczymy wspólnie, żeby się rozwijać. Nie ma żadnych barier. Pieniądze też nie są problemem, bo jeśli ktoś chce ćwiczyć, a nie ma na to funduszy to też może do nas dołączyć. Dodam też, że dzieci zaczynają od szóstego roku życia, ale mamy też czterolatka. Górnej granicy wieku nie ma. Treningi odbywają się w każdy wtorek i w czwartek od godziny 18:30 dla starszych, a dzieci trenują od 18, oraz w zależności od kalendarza imprez w soboty. Trening dorosłych trwa dwie godziny a dzieci godzinę. Spotykamy się w Szkole Podstawowej nr 18 przy ul. Łukasiewicza 7 w Kochłowicach od 20 lat zawsze w tym samym miejscu, w te same dni i godziny. Serdecznie zapraszam wszystkich, którzy chcą poczuć atmosferę panującą w naszym klubie i bardzo chciałbym, żeby wielu mieszkańców naszego miasta zaraziło się miłością do kempo i  mogło poznać tajniki tej sztuki walki, bo podczas treningów możemy oderwać się od rzeczywistości i zapomnieć o problemach dnia codziennego.


Komentarze


19-08-2018, 16:26
Jan napisał(a):

Poznałem kiedyś Pana Profesora i potwierdzam, że to człowiek z pasją, zarówno do sportu jak i pracy na Uczelni. Pozdrawiam i życzę kolejnych sukcesów..

19-08-2018, 15:33
Mika napisał(a):

Ciekawy wywiad no i fajnie ze jest cos takiego w Rudzie z dobrym przykladem dla dzieci a nie tylko te kibicowskie klimaty. Brawo

19-08-2018, 15:18
MK napisał(a):

Fajny artykuł i fajna historia. Oby więcej takich w Rudzie

19-08-2018, 09:59
Student napisał(a):

Pozdrowienia dla Profesora. Kempo z Kochłowic. Szacunek

17-08-2018, 10:17
XXL napisał(a):

Trenowałem tam kilka lat przed przeprowadzką. Faktycznie spoko atmosfera. Pozdro dla chłopaków z Kochłowic.

17-08-2018, 10:13
Man napisał(a):

Fajna sekcja sztuk walki.