Facebook
Aktualny numer

Najlepszy tygodnik i portal społeczno-kulturalny w Rudzie Śląskiej

Z miłości do słodkości

02-07-2018, 09:30 Agnieszka Lewko

O pasji do pieczenia, pomysłach kulinarnych, a także fotografii opowiada Daniel Coceancig, czyli finalista trzeciej edycji programu „Bake off – Ale ciacho!”. Ten utalentowany cukiernik, który przez długi czas mieszkał w Rudzie Śląskiej, wydał niedawno książkę „Ciastecznik”, w której dzieli się swoimi przepisami na wypieki.

– Opowiedz na początek, kiedy zaczęła się Twoja pasja związania z cukiernictwem?

– Jakieś piętnaście lat temu. Moja mama zawsze mówiła, że jak mam ochotę na ciasto to mam je sobie sam upiec. Dlatego pewnego dnia postanowiłem to zrobić. Zacząłem od murzynka, ale jak ten się w końcu przejadł, zacząłem eksperymentować i z roku na rok piekłem coraz bardziej skomplikowane ciasta. Od tego momentu bardzo dużo czasu spędzałem w kuchni, pomimo tego, że jestem bankowcem z wykształcenia, a nie cukiernikiem.

– Ale czy dziedziczyłeś po kimś miłość do pieczenia?

– Moja mama na pewno „udusi” mnie za to, co powiem, ale nie potrafi piec. Babcia też raczej nie wyróżniała się zbytnio  w dziedzinie kulinarnej. Dlatego chyba nikt w mojej rodzinie nie zainspirował mnie, żeby iść w tym kierunku. Jednak pamiętam, że jak byłem mały to chodziłem do sąsiadki mojej babci, starszej pani, która piekła przepyszne ciasto drożdżowe i sernik, których smak pamiętam do teraz. Być może właśnie to ona zainspirowała mnie do pieczenia.

– Czy ta sąsiadka mieszkała może w Rudzie Śląskiej?

– Nie. Nie w Rudzie Śląskiej. Jednak z tym miastem także mam wiele wspaniałych wspomnień. Mieszkałem w różnych miejscach. Kiedyś w Katowicach, teraz mieszkam w Miedarach (powiat tarnogórski – przyp. red.), urodziłem się w Chorzowie, jednak Ruda Śląska jest bardzo bliska mojemu sercu. Czuję się rudzianinem. Lubię to miasto i ludzi, którzy tu mieszkają. Takiego klimatu nie ma w żadnym innym miejscu.

– Pieczenie ciast to  chyba niezbyt popularne zajęcie wśród bankowców? A co więcej Ty oprócz tego, że pieczesz, fotografujesz swoje smakołyki i publikujesz zdjęcia na blogu, a także na Instagramie oraz Facebooku.

– Właśnie tak. Bardzo lubię fotografię kulinarną. Chciałem nie tylko piec, ale także pokazywać swoje wypieki. Zależało mi na tym, żeby to, co robię, nie tylko smakowało, ale także wyglądało, dlatego zacząłem prowadzić bloga kulinarnego.  Wtedy bardzo często przepisy sprzed 20 lub 30 lat z różnych czasopism przenosiłem w rzeczywistość i piekłem „na nowo”, a oprócz tego fotografowałem także swoje własne pomysły. Robiłem zdjęcia tych przysmaków i przedstawiałem we własnej odsłonie. To ważne, żeby widzieć to, co jest w przepisie.

– Co zatem można znaleźć w Twojej książce „Ciastecznik”?

– Nie brakuje w niej przepisów tradycyjnych, ale jest też wiele moich własnych pomysłów połączonych z nutą nowoczesności. I co najważniejsze jest mnóstwo fotografii, które przedstawiają moje wypieki i desery.

– Co w takim razie zaproponowałbyś naszym Czytelnikom na lato?

– Lato to czas sezonowych owoców takich jak czereśnie, truskawki oraz wiśnie, dlatego bardzo lubię wykorzystywać je w swoich przepisach. Sezonowe owoce są tanie i na przykład truskawki kupowane latem są inne niż te kupione zimą. Na lato polecam odświeżające smakołyki takie jak na przykład bezy z dodatkiem kremów i owoców oraz brownie z wiśniami i czereśniami.

– Wróćmy jednak do Twojego udziału w programie „Bake off – Ale ciacho!”. Dlaczego postanowiłeś się do niego zgłosić?

– Udział w programie to był duży zastrzyk emocji i pozwolił mi zmierzyć się ze swoimi umiejętnościami. Dał mi odpowiedź, czy faktycznie te 15 lat pieczenia przyniosło jakiś efekt. To była niesamowita przygoda i cieszę się, że udało mi się dotrzeć do finału. Poza tym bardzo chciałem wydać książkę kucharską i wiedziałem, że ten program mi pomoże i otworzy mnie na nowe możliwości.

– Na koniec, zdradź jeszcze dla kogo pieczesz? Kogo częstujesz swoimi wypiekami?

– Pieczenie to dla mnie bardziej sztuka niż praca. Dlatego nie sprzedaję swoich wypieków. Dzielę się nimi z moimi przyjaciółmi, znajomymi, rodziną i sąsiadami. To właśnie oni kosztują tego, co przygotowuję. Z kolei moje przepisy są ogólnodostępne i każdy może z nich skorzystać, jeśli tylko ma na to ochotę. Do czego serdecznie zachęcam.

– Dziękuję za rozmowę.


Komentarze