Facebook
Aktualny numer

Najlepszy tygodnik i portal społeczno-kulturalny w Rudzie Śląskiej

Opera to świat magii

27-12-2017, 08:04 Joanna Oreł

Szykuje się nie lada gratka dla fanów operetkowych brzmień. Już 10 lutego w Miejskim Centrum Kultury odbędzie się koncert finałowy Śląskiego Festiwalu Operetki. Jego inicjatorami są Fundacja Operetka Śląska wraz z Orkiestrą im. Arcyksiężnej Marii Krystyny Habsbur. Natomiast jego pomysłodawcą jest artysta scen polskich i zagranicznych, Sylwester Targosz-Szalonek, uznany tenor, aktor, dyrygent i reżyser, który jest dyrektorem festiwalu.

– Skąd miłość do opery i operetki?
– Trudno powiedzieć, kiedy tak naprawdę zrodziła się miłość do tych gatunków muzyki. Od 5. roku życia jestem nieprzerwanie na scenie. Najpierw jako dziecko biorąc udział w różnych festiwalach piosenek dziecięcych, spektakli muzycznych itp. Natomiast od 8. roku życia zaprzyjaźniłem się z akordeonem i od tego czasu poświęcałem każdy czas na tę przyjaźń, biorąc udział w różnych festiwalach i konkursach jako akordeonista, które zresztą niejednokrotnie wygrywałem. Nic nie wskazywało na to, że w dorosłym życiu zawodowym zajmę się śpiewem. Natomiast pamiętam dwie kasety magnetofonowe, które namiętnie lubiłem odtwarzać. Jedna z nich to opera „Nabucco“ Giuseppe Verdi’ego nagrana przez Operę Śląską z lat 70., a druga to koncert trzech słynnych tenorów: Pavarotti, Domingo i Carrerasa. To chyba chwile spędzone z tymi kasetami sprawiły, że zajmuję się tym, czym się zajmuję. Poza tym to kwestia także przypadku. Jako sprawny młody akordeonista przygotowywałem się na Akademię Muzyczną w Katowicach, żeby dalej się rozwijać. I los tak sprawił, że usłyszała mnie profesor Henryka Januszewska-Stańczyk, która stwierdziła: „Chłopaku, zostaw ten akordeon i śpiewaj” i te kilka słów sprawiło, że zacząłem studia na Akademii Muzycznej w Katowicach, ale nie w klasie akordeonu, tylko w klasie śpiewu właśnie u profesor Januszewskiej. Początkowo to była dla mnie tylko przygoda, ale już pod koniec pierwszego semestru zaśpiewałem pierwszy koncert i to w Budapeszcie w najstarszym polonijnym klubie. A okazja była niebyle jaka. Otóż koncert był z okazji okrągłych urodzin Jana Kiepury. I takie to oto moje początki przygody pt. „Sylwester Targosz-Szalonek i jego miłość do opery“. A cóż takiego wyjątkowego w operze i operetce? Magia. Kiedy zaczyna się spektakl operowy, czy też operetkowy, to przechodzimy do innego wymiaru. Do świata magii i cudów. Do świata, który potrafi nas oderwać od codzienności i przenieść w cudowne czasy, gdzie kocha się śpiew, gdzie można płakać i śmiać się niemal w tym samym czasie. To właśnie śpiew solisty, chóru do tego brzmienie orkiestry poruszają nasze najczulsze miejsca naszej duszy. Do tego taniec, piękne stroje są jak wisienka na dobrym torcie.

– Jest Pan znanym i lubianym tenorem, dyrygentem, reżyserem i aktorem, współpracującym z wieloma scenami muzycznymi w Polsce i poza jej granicami. Jakie Pan widzi różnice pomiędzy pracą w środowisku muzycznym w naszym kraju a innymi?
– Coś, co mi najbardziej przeszkadza podczas pracy w Polsce, to fakt, że ciężko o dyscyplinę pracy. Częsty chaos i niepunktualność – to najbardziej mi przeszkadza. Trudno zaplanować jakieś przedsięwzięcia na rok, dwa lata do przodu, jak się to robi na zachodzie Europy. Natomiast nie mamy powodów do kompleksów jako artyści, gdyż mamy świetnych śpiewaków, instrumentalistów, których niejednokrotnie spotykałem podczas koncertów w różnych częściach świata. Melomanów mamy cudownych i to oni są dla nas najważniejsi. To oni są tak naprawdę naszymi chlebodawcami i każdy artysta powinien o tym pamiętać. To my jesteśmy dla publiczności, a nie oni dla nas.

– Śląski Festiwal Operetki to nowy projekt, którego jest Pan pomysłodawcą. Proszę opowiedzieć czym jest to wydarzenie i do kogo jest kierowane?
– Śląski Festiwal Operetki to moje najmłodsze dziecko. To będzie z pewnością̨ prawdziwe święto dla miłośników muzyki wokalno-instrumentalnej, zwłaszcza tych, którzy ogromną sympatią darzą̨ operetkę̨ i musical. Mam nadzieję, że dzięki temu festiwalowi ludzie będą na nowo odkrywać piękno i magię operetki. Mam nadzieję, że na Śląsk znów powróci teatr operetkowy i odrodzą się dobre tradycje muzyczne, bo to u nas na Śląsku była pierwsza powojenna opera, ale także od 1952 roku Państwowa Operetka Śląska.

– Co czeka widzów MCK w Rudzie Śląskiej podczas uroczystego finału festiwalu?
– Podczas finałowego koncertu Śląskiego Festiwalu Operetki 10 lutego 2018 r. w MCK w Rudzie Śląskiej usłyszymy przepiękne przeboje operetkowe w wykonaniu cudownych solistów, którzy rozbawią rudzką publiczność. Wystąpi solistka Agnieszka Zabrzeska – sopran, trzech tenorów – Wojciech Poprawa, Tomasz Maleszewski i oczywiście także ja będę miał przyjemność zaśpiewać w trakcie tego koncertu. Usłyszymy również kameralny chór Modus Vivendi Cameralis pod kierownictwem dr Anny Szawińskiej, zobaczymy tancerzy Baletu Sceny Kamienica z Wrocławia, a zagra nam Orkiestra Kameralna im. Arcyksiężnej Marii Krystyny Habsburg. To będzie wieczór niezapomniany i magiczny, na który wszystkich Państwa gorąco zapraszam.


Komentarze