Facebook
Aktualny numer

Najlepszy tygodnik i portal społeczno-kulturalny w Rudzie Śląskiej

Bo wszystko może się stać...

03-11-2017, 09:14 admin

 

17 listopada na deskach Miejskiego Centrum Kultury wystąpi Alicja Majewska w towarzystwie Włodzimierza Korcza. Ta niekwestionowana diwa polskiej sceny muzycznej zaprezentuje m.in. utwory z nowej płyty, wydanej po 20 latach, ale z pewnością wróci także do muzycznych standardów.

– Jest Pani niekwestionowaną damą polskiej piosenki. Takie przeboje jak „Być kobietą”, „Odkryjemy miłość nieznaną”, czy „Jeszcze się tam żagiel bieli” znają i kochają przedstawiciele każdego pokolenia. A przy tym jest Pani artystką skromną, z ogromną klasą. Pani karierze nie towarzyszą żadne skandale, napompowane akcje promocyjne, jak to często bywa w przypadku artystów młodego pokolenia. Dobra muzyka zawsze broni się sama?

– Sądzę, że dzisiejsze czasy są po prostu bardzo trudne dla młodych artystów. Kiedyś wystarczyło być sobą, mieć talent, dbać o swój warsztat, rozwijać się, brać udział w festiwalach, a otrzymana na nich nagroda otwierała furtkę do popularności, budziła zainteresowanie mediów. Skupiano się na twórczości. Dzisiaj najlepiej sprzedają się sensacje, a specjaliści od marketingu zbyt mocno ingerują w wizerunek wykonawców. Istnieje też trend kompleksowej pracy nad utworem – najlepiej samemu skomponować, napisać tekst i zaśpiewać. Oczywiście są wybitne osoby, utalentowane w każdej z tych dziedzin, jednak nieliczne. Sądzę, że warto postawić na współpracę dobrego tekściarza, kompozytora i piosenkarza. To dobry repertuar jest tym, co niesie wykonawców, a mamy w Polsce naprawdę wiele świetnych głosów wśród młodych ludzi.

– Niedawno ukazała się Pani najnowsza płyta „Wszystko może się stać”. Dla fanów nie lada gratka i prawdziwy rarytas, albowiem musieli czekać na to prawie 20 lat! Skąd tak długa przerwa pomiędzy wydawnictwami?

– Czas biegnie naprawdę szybko... Oboje z Włodzimierzem Korczem byliśmy bardzo zajęci, zaangażowani w wiele projektów. Zainspirowała nas dopiero propozycja dużej wytwórni fonograficznej, której przedstawiciele, pod wrażeniem naszego występu na opolskim festiwalu w 2015 roku, namówili nas do pracy nad nową płytą. Presja czasu i zapisów kontraktu podziałały mobilizująco.

– Utwory na nowym krążku są bardzo różnorodne i zawierają świetne teksty autorstwa między innymi Artura Andrusa, Moniki Patryk, Jacka Cygana, Andrzeja Sikorowskiego, Wojciecha Kejne i Marka Groń- skiego. Który z nich jest Pani szczególnie bliski, a który stanowił największą trudność, wyzwanie?

– Wszystkie utwory są mi bliskie tekstowo, ponieważ nigdy nie śpiewam niczego, czego nie czuję, z czym nie mogę się utożsamiać, identyfikować. Natomiast wyzwaniem muzycznym był dla mnie utwór „Witraże marzeń” – bardzo bluesowy, zatem nietypowy dla mojego stylu śpiewania.

– Szczególnym smaczkiem jest duet z Arturem Andrusem, który oczywiście napisał także dowcipny, charakterystyczny dla jego stylu, tekst. Skąd pomysł na taki utwór?

– O, to prawda, ja także ogromnie lubię ten utwór. Artur jest człowiekiem wszechstronnie uzdolnionym. Tekst jest liryczny, refleksyjny, a jednak przy tym tak bardzo „Andrusowy”! Ciekawa jest sama historia powstania tej piosenki. Po wielu nie do końca udanych próbach, już prawie zrezygnowano z pomysłu naszego duetu, panowie rozjechali się do domów. I nagle… kompozycja powstała dosłownie w ciągu godziny. Artur wysłał tekst o godzinie 2 w nocy, Włodek usiadł przy fortepianie i o godz. 3 piosenka była gotowa.



– No właśnie – o muzykę jak zwykle zadbał Włodzimierz Korcz. Na czym polega swoisty fenomen Państwa wieloletniej współpracy? Czy zawsze jesteście Państwo zgodni w muzycznych wizjach, czy czasami „iskrzy”?

– Oczywiście, że iskrzy! Współpracujemy ze sobą 40 lat, znamy się ze sceny, ale także z życia w drodze, przebywania w hotelach, restauracjach, za kulisami. Najbardziej jednak iskrzy podczas prób, które bywają bolesne. Włodek współpracuje przecież nie tylko ze mną, ale także z wieloma artystami i jak sam mówi, czasem wie o nas więcej, niż my sami o sobie. Jest osobą niesłychanie odpowiedzialną, rzetelną, wszystko zawsze musi być dopięte na ostatni guzik, skrojone na miarę jego oczekiwań. Zawsze powtarzam, że muzyka Korcza jest przyjemna, łatwa dla słuchacza w odbiorze, ale trudna do zaśpiewania dla wykonawcy. Długie nuty, przeciągane frazy... Korcz zawsze wie, ile można „wycisnąć” z danego artysty, aby pokazać to, co w nim drzemie najcenniejszego. Uważa także, że najważniejszy w piosence jest jej tekst, a muzyka ma stanowić tło, uwydatniające płynące z tekstu przesłanie. Do tego oboje z Włodkiem zgadzamy się w tych najbardziej zasadniczych, fundamentalnych kwestiach. Mamy podobny system wartości i to wszystko składa się na wieloletnią udaną i bardzo dla mnie pouczającą współpracę.

– 17 listopada wystąpi Pani na scenie Miejskiego Centrum Kultury im. Henryka Bisty w Rudzie Śląskiej z recitalem promującym najnowszą płytę. Czy cieszy się Pani na spotkanie ze śląską publicznością? Kiedy miała Pani ostatnią okazję wystąpienia dla widzów z naszego regionu?

– Oczywiście, zawsze cieszę się na spotkanie z publicznością! A rudzką wspominam bardzo miło, zwłaszcza z zeszłorocznego Festiwalu Orkiestr Dętych. Pomimo niesprzyjających warunków pogodowych, widownia dopisała i bawiliśmy się znakomicie. Występ ten stanowił zresztą kolejny dowód na to, że współpraca z takim muzykiem jak Włodzimierz Korcz jest dla mnie dobrodziejstwem – aranże utworów np. na orkiestrę dętą, bądź symfoniczną nie stanowią dla niego problemu. Tym razem spotkamy się z Państwem w bardziej kameralnej atmosferze sali widowiskowej MCK i z największą przyjemnością zaprezentujemy utwory z najnowszej płyty jak i znane przeboje.

Źródło: MCK Ruda Śląska


Komentarze