Facebook
Aktualny numer

Najlepszy tygodnik i portal społeczno-kulturalny w Rudzie Śląskiej

Dni Rudy Śląskiej

27-05-2012, 13:29 Monika Herman - Sopniewska

Dni Rudy Śląskiej za nami. Nie zabrakło publiczności i pięknej pogody. Do późnych godzin wieczornych tysiące ludzi bawiło się na wireckim targowisku. Dwudniową imprezę rozpoczął koncert grupy Cree. Znani doskonale rudzkiej publiczności, mogli liczyć na wiernych fanów.

- Przyszliśmy tylko dla tego zespołu. Od lat chodzimy na ich koncerty, kiedyś jako młodzież, dziś już jako dorośli. Tylko, że kiedyś bawiliśmy się do północy, dziś zaraz po koncercie wracamy do domów, do dzieci – mówiła grupka fanów z Goduli.  

Było ostro, gorąco, dynamicznie. Fani bawili się świetnie. Muzycy również. Po koncercie muzycy z zespołu Cree mówili:

- Jakoś tak mało ludzi było dzisiaj na targowisku, pamiętam czasy kiedy ta publiczność była większa. Natomiast nagłośnienie było bardzo w porządku. Organizatorzy stanęli na wysokości zadania. Grało nam się naprawdę fajnie.  Graliśmy przede wszystkim dla naszych fanów, wiele z tych osób to ludzie, którzy są zawsze na naszych koncertach. To miłe bardzo, dziękujemy za przybycie na nasz koncert. Mamy nadzieję, że zagramy również za rok, choć zależy to od tego jak będziemy dysponować czasem i czy ktoś nas w ogóle zaprosi – mówili muzycy.

Kolejnym artystą, który wystąpił na scenie była Iwona Węgrowska. Pierwszy solowy album wokalistka wydała w 2008 roku. Wielu kojarzy ją z piosenki „ Pokonaj siebie” w duecie z Piotrem Kupichą. Pochodzi ze Śląska, z Żor, w rozmowie z „WR” nie ukrywała, że dobrze jej się tutaj koncertuje. Artystka  zagrała na Dniach Rudy Śląskiej w dzień matki. Swój koncert dedykowała zresztą swojej mamie, która była tego dnia na wireckim targowisku.

- Jak ci się koncertowało podczas Dnia Matki?

- Ten koncert dedykowałam swojej mamie, ale też wszystkim mamom, bo dzisiaj Dzień Matki. I to było bardzo miłe. Ja również o tym święcie pamiętałam i nie chciałam tego momentu przegapić. Tym bardziej, ze moja mama bardzo rzadko bywa na koncertach, a dzisiaj koncertowałam blisko mojego domu rodzinnego, bo rodzice mieszkają w Żorach. I poprosiłam mamę, żeby przyjechała. I widziałam, że na koncercie się wzruszyła, łzy jej poleciały, widziałam to ze sceny, bo byli blisko mnie. I był moment, że płakała i ja też się wzruszyłam. Zresztą dla niej śpiewałam specjalnie piosenkę  „Good bye my love goodbye”  Demis Roussos, którą ona bardzo lubi. Zresztą rodzice bardzo mnie wspierali w tej karierze wokalistki i to było dla mnie najważniejsze, że od nich miałam tę siłę. Pomagali, wspierali,  byli za mną i to było dla mnie najważniejsze, że miałam od nich tę siłę, że stali za mną murem. Tak, że jestem im wdzięczna za wiele rzeczy i za to wsparcie przede wszystkim. Bo dzisiaj z mojej pasji żyję, jestem spełniona, szczęśliwa na tej scenie, po części dzięki nim, bo mogli się zbuntować kiedy miałam 16 lat i nie puszczać na wszystkie próby, koncerty. Ale zawierzyli mi, ufali i kocham ich za to.

- Lubisz koncertować na Śląsku?

 - Zawsze staram się podchodzić do każdego koncertu profesjonalnie. Zawsze staram się wypaść najlepiej. Ja w ogóle uwielbiam Śląsk, ja jestem dziewczyną ze Śląska. Tu są bardzo fajni ludzie, ciepła publiczność. Zagrałam kilka koncertów w Rudzie Śląskiej i każdy wspominam bardzo fajnie. Bo tu dużo zależy od publiczności, jaka jest publiczność, a w Rudzie jest świetna publiczność.

- Jesteś  artystką, ale jesteś tez celebrytką. Czy czytasz wszystkie te plotkarskie artykuły na twój temat?

- Czytam czasami te głupoty, ale za każdym razem powtarzam sobie, że to ostatni raz. Potem się tylko niepotrzebnie denerwuję, jestem wrażliwa bardzo, emocjonalna i za bardzo się tym przejmuję. Ale dzisiaj jestem w innym pułapie, bo dziś ja się już nauczyłam z tym żyć. Początki były bardzo trudne, bardziej się przejmowałam, dziś wiem, że to jest wpisane w mój zawód. Nie każdemu się mogę podobać, nie każdy musi mnie lubić, kochać i staram się z tym żyć, ale rzeczywiście czasami dowalają mi na każdym kroku i ja to czytam, bo ktoś mi tam doniesie, że taki artykuł pojawił się w internecie.  I czasem korci, żeby to przeczytać, ale dziś już umiem z tym żyć.

- Powiedz nam jeszcze kilka słów na temat twoich planów zawodowych?

- Niedawno wszedł na rynek najnowszy singiel „Teraz jestem”. Płyta niebawem na rynku, będzie to płyta dynamiczna, z mocną linią popową. Nie planuję na razie żadnych duetów.

Kolejnym artystą, który wystąpił na scenie był Szymon Wydra.  Od 1992 roku śpiewa wraz z zespołem „Carpe Diem”, którego jest założycielem. Występował  w wielu programach muzycznych. Dziś często się mówi, że to one go wypromowały. O swoim koncertowaniu mówi: To jest usługa, którą mamy wykonać jak najlepiej. Bezpośredni, wyluzowany, od razu każe mówić sobie po imieniu.

- Szymon jak oceniasz dzisiejszy koncert?

- To trzeba się zapytać ludzi. To nie my bylibyśmy najważniejsi, tylko publiczność. Ja wsze mówię, że pracujemy w usługach. Ja zawsze mówię, że pracujemy w usługach i robimy innym dobrze swoją muzyką. Więc trzeba się ich spytać. Jeśli nie byli to opłaceni ludzie, a krzyczeli: Chcemy jeszcze, to chyba im się podobało i przez to również mnie się podobało. Bo najlepiej się gra kiedy dostaje się na scenie tej energii od ludzi.

- Czy to pierwszy koncert w Rudzie Śląskiej?

 - Z tego co pamiętam chyba tak. Graliśmy Chorzów, Zabrze, Katowice, ale w Rudzie nie mieliśmy szczęścia, więc skrzętnie skorzystaliśmy z zaproszenia. W ogóle bardzo dobrze gra mi się na Śląsku i to nie mówię dlatego, że tutaj jestem, bo ja się nie lubię podlizywać. Mówię to, co myślę.  Śląska publiczność to mocno rockandrollowa publiczność. Na szczęście został taki region jak Śląsk, gdzie tutaj się wraca z buzią w kształcie banana. Człowiek jest szczęśliwy, że tutaj może grać. Bo ludzie są tutaj otwarci, ale przede wszystkim spontaniczni. Fajnie reagują na to, co się do nich mówi. Dzięki takim ludziom jak tutaj to można stworzyć największy zespół muzyczny na świecie.

- Czy wy dużo koncertujecie, jak wygląda wasz dzień?

- Kiedy jest sezon koncertowy, faktycznie dużo jeździmy po scenie, pokazujemy się. Jesteśmy tym ludziom, którzy potrzebują uśmiechu na co dzień. Dla takich ludzi gramy. Takich, którzy nie patrzą na czubek własnego nosa, tylko potrafią też spojrzeć na innego człowieka.

Jako ostatni podczas Dni Rudy Śląskiej wystąpił DJ Adamus. Znany głównie z programu Kuby Wojewódzkiego, gdzie przygotowuje oprawę muzyczną. Wspólnie z Mafia Mike są założycielami projektu Wet Fingers, który wsławił się przebojami "Hi-Fi Superstar", opartym na samplach piosenki "Hi-Fi" grupy Banda i Wanda oraz "Nu Limit", opartym na utworze instrumentalnym Kombi "Bez ograniczeń" -  kojarzącym się z czołówką programu "5-10-15".

Koncertom na scenie towarzyszyło wiele innych atrakcji. Wśród nich strefa mam, gdzie znany stylista Jacek Olejniczak pomagał w zmianie wizerunku. Ten kącik cieszył się ogromnym zainteresowaniem, do stylisty ustawiały się kolejki.

- Coś bym chętnie w sobie zmieniła, ale nie wiem co. Dlatego tu jestem – mówiła mieszkanka Piekar Śląskich. Paniom zmieniano też fryzury.

- Mamy tu ograniczone możliwości, ale staramy się doradzić.  Jeśli chodzi o  tegoroczne  trendy to pokazujemy, że grzywki są fajne. Raczej długie włosy, proste włosy, jeśli pofalowane, to bardziej naturalne. Pytają nas kobiety o to jak ostrzyc, żeby było dobrze. I tak staramy się strzyc, żeby nasze fryzury nie wymagały stylizacji – mówiła Magdalena Ziental ze Studia Urody Jacek Olejniczak.

 

 


Komentarze


27-05-2012, 21:19
cree napisał(a):

super koncert